<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772</id><updated>2012-01-28T22:47:12.375+01:00</updated><category term='organizacyjne'/><category term='prostota'/><category term='D.Loreau'/><category term='kuchnia'/><category term='minimalizm'/><category term='zakupoholizm'/><title type='text'>prosty blog</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>159</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-7267775755281804564</id><published>2012-01-28T13:55:00.003+01:00</published><updated>2012-01-28T14:40:31.734+01:00</updated><title type='text'>Apetyczna Zosia z fabryki czekolady</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-l4scffiCh08/TyPa9rSvtEI/AAAAAAAAAtg/3ETAfshY9i4/s1600/BioPhoto.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-l4scffiCh08/TyPa9rSvtEI/AAAAAAAAAtg/3ETAfshY9i4/s1600/BioPhoto.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Sophie Dahl, zdjęcie pochodzi z witryny &lt;a href="http://sophiedahl.com/"&gt;SophieDahl.com&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Sporo pisałam ostatnio na temat ciała, akceptacji, kompleksów i pozbywania się ich. Czas zakończyć na razie minicykl o ciele i przejść do innych tematów. Wpis ten właściwie miał zaczynać tę serię tematyczną. Myślę, że jednak będzie lepszy jako jej podsumowanie.&lt;br /&gt;Może zaskoczy Was fakt, że będzie dotyczył książki (właściwie) kucharskiej? Część Czytelniczek zapewne już ją zna. &lt;i&gt;Apetyczna panna Dahl&amp;nbsp;&lt;/i&gt;autorstwa Sophie Dahl ukazała się w Polsce jesienią zeszłego roku. Pisała o niej nie raz Liska z popularnego blogu kulinarnego &lt;a href="http://whiteplate.blogspot.com/"&gt;White Plate&lt;/a&gt;, sympatyczką Sophie jest też Bea, pisząca &amp;nbsp;na polecanym już kiedyś przeze mnie blogu &lt;a href="http://www.beawkuchni.com/2011/12/ksiazki-nie-tylko-na-swieta.html"&gt;Bea w kuchni&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zainteresowałam się tą pozycją z wielu powodów. Po pierwsze mam słabość do książek kucharskich, to jeden z powodów, dla których nigdy nie będę mogła pozbyć się regału na książki, pomimo miłości do Kindle'a (książka kucharska w wersji elektronicznej to jednak nie to, co tygrysy lubią najbardziej). Po drugie bardzo lubię program kulinarny Sophie Dahl, emitowany przez Kuchnię +.&lt;br /&gt;Sophie bywa, zupełnie niesłusznie zresztą, porównywana z Nigellą Lawson. Moim zdaniem porównanie całkowicie nie na miejscu, bo jedyne, co łączy Sophie i Nigellę, to fakt, że są kobietami, umieją gotować i są zmysłowe :)&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że Nigella ma rzesze wielbicieli i wielbicielek, wyznawców wręcz. Kwestia gustu, jak zwykle. Wprawdzie korzystam czasem z jej przepisów, sama Domowa Bogini działa mi mocno na nerwy, głównie z powodu obrzydliwych i nagannych zwyczajów, jak jedzenie w łóżku, albo w środku nocy na stojąco, przy otwartych drzwiach lodówki, na rogu stołu zawalonego książkami, na kanapie przed telewizorem. W czasach, gdy kultura jedzenia znacznie podupadła, gastronomiczni celebryci nie powinni zachęcać do pielęgnowania takich nawyków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Styl gotowania Sophie Dahl o wiele bardziej mi odpowiada. Prosty, nieskomplikowany, bezpretensjonalny. Poza tym darzę ją szczególną sympatią jako wnuczkę Roalda Dahla. To znany autor książek dla dzieci, między innymi słynnej historii &lt;i&gt;Charlie i fabryka czekolady.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Mało kto wie, że pisał też świetne opowiadania, pełne czarnego humoru. Przed laty udało mi się nawet znaleźć w bibliotece publicznej malutki tomik, &lt;i&gt;Niespodzianki&amp;nbsp;&lt;/i&gt;(w oryg.&amp;nbsp;&lt;i&gt;Tales of the Unexpected)&lt;/i&gt;. Jeśli kiedyś wpadnie Wam w łapki, polecam! Jedno z opowiadań z tego tomu, &lt;i&gt;Lamb to the Slaughter&amp;nbsp;&lt;/i&gt;- w wersji polskiej &lt;i&gt;Kawał pieczeni&lt;/i&gt;, zostało sfilmowane w amerykańskiej serii&amp;nbsp;&lt;i&gt;Alfred Hitchcock przedstawia.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Jak przez mgłę pamiętam adaptację w&amp;nbsp; Teatrze Telewizji, nie przypominam jednak sobie tytułu. Dzięki książce wnuczki Roalda dowiedziałam się o jego &lt;i&gt;inklinacji do czekolady, barszczu i burgunda... &lt;/i&gt;i lubię go jeszcze bardziej ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie o gotowaniu jednak miał być dzisiejszy wpis, ani też nie o Norwegach popijających czekoladę czerwonym winem. Lecz o kobiecie, która pośród prostych przepisów na sezonowe i niezbyt ciężkie dania zawarła historię swoich zmagań z ciałem oraz dochodzenia do kulinarnego rozsądku. Sophie Dahl zaczynała karierę jako modelka o pełnych kształtach, pracowała między innymi dla YSL. Jak sama pisze, fakt, że jako jedna z pierwszych okrąglejszych modelek wzbudzała spore zainteresowanie mediów, potraktowała jako pretekst do nieskrępowanego jedzenia. I tyła coraz bardziej. Nie miała wówczas zbytniego pojęcia o zdrowym żywieniu, lubiła jeść, lubiła gotować.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;Nie miało znaczenia, że nie byłam głodna ani nie miałam szczególnej ochoty na lody. Myślałam po prostu, że skoro można, to trzeba. W końcu byłam tą dużą modelką. Miałam jeść, i to dużo. To dodawało innym otuchy i zachęcało do skosztowania kolejnej czekoladki. Dość koślawy sposób myślenia. Im więcej jadłam, tym bardziej zdawałam się głodna. Byłam też ociężała do szpiku kości.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Sophie nie tyła jednak w nieskończoność. Wreszcie zaczęła podejmować próby opanowania tego szaleństwa, zaczęła ćwiczyć, kłopoty ze zdrowiem zmusiły ją do zainteresowania się zdrowym gotowaniem i do poznania potrzeb swojego organizmu. Zrozumiała, w jaki sposób musi się odżywiać, żeby jednocześnie dbać o swoje zdrowie i czerpać przyjemność z jedzenia. Odnalazła równowagę i zdrowy rytm życia, właściwą dozę ruchu. Nauczyła się umiarkowania, nie tracąc zamiłowania do dobrych, prostych potraw.&lt;br /&gt;Podsumowuje to doświadczenie w ten sposób:&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;Tym sposobem moje ciało zaczęło żyć spokojnym, nowym rytmem. I o ten rytm właśnie chodzi. Nie trzeba się rozchorować, żeby go odnaleźć. Pomyśl o trybie życia małego dziecka. Nie posłałabyś dziecka do szkoły bez śniadania; nie kazałabyś mu wypić coli light i zjeść batonika na obiad, bo nie masz czasu. Nie karmiłabyś go porcjami tłuszczów i białka, zabraniając jeść węglowodany i owoce. Nie, zrobiłabyś mu zbilansowane śniadanie, zapakowałabyś drugie śniadanie do szkoły z jabłkiem albo bananem na dokładkę. Później na obiad zjadłoby ileś tam białka, a do tego sycącą skrobię. Jadałoby słodycze. Nie szczypałabyś go, mówiąc, że jest za grube i że mogłoby zrzucić parę kilo, żeby ładniej wyglądać. Bez względu na to, czy byłoby przy kości, czy przeciętnych rozmiarów, byłabyś tolerancyjna, miła i opiekuńcza, starając się karmić je najsensowniej, żeby było zdrowe. Myślisz, że Tobie potrzeba czegoś innego?&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&amp;nbsp;W powyższym cytacie mowa głównie o gotowaniu i żywieniu, myślę jednak, że można go rozumieć także w szerszy sposób. Nie raz namawiałam Was już do poznania Waszych ciał. Zastanowienia się, czego potrzebują, by czuły się dobrze, sprawnie funkcjonowały i ładnie wyglądały. Do wsłuchania się w nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opisane przez Sophie podejście, potraktowanie samej siebie jako dziecka, którym się opiekujemy, może ułatwić zrozumienie prawdziwych potrzeb ciała. Trzeba mieć dla niego czułość, tolerancję, rozsądek. Dziecku nie pozwala się na zarywanie nocy, na przepracowywanie się, na siedzenie godzinami przed telewizorem czy komputerem, na objadanie się słodyczami i czipsami, na picie słodkich trujących napojów, na niedojadanie, na unikanie ruchu. Czemu pozwalasz sobie na to, czego zabroniłabyś osobie, za zdrowie i urodę której czułabyś się odpowiedzialna?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Cytaty pochodzą z książki Apetyczna panna Dahl, autorstwa Sophie Dahl. Tłumaczenie Katarzyna Skarżyńska, polskie wydanie ukazało się nakładem Wydawnictwa Filo w roku 2011.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-7267775755281804564?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/7267775755281804564/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/apetyczna-zosia-z-fabryki-czekolady.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7267775755281804564'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7267775755281804564'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/apetyczna-zosia-z-fabryki-czekolady.html' title='Apetyczna Zosia z fabryki czekolady'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-l4scffiCh08/TyPa9rSvtEI/AAAAAAAAAtg/3ETAfshY9i4/s72-c/BioPhoto.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-789277186007622979</id><published>2012-01-26T20:38:00.000+01:00</published><updated>2012-01-26T20:38:02.049+01:00</updated><title type='text'>Skąd biorą się kompleksy?</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Komentując ostatni wpis o oswajaniu się z ciałem, Tofalaria celnie zapytała: &lt;em&gt;Zastanawiam się, skąd bierze się tak duża koncentracja na ciele, która prowadzi do kompleksów. Bo przecież jeśli robi się różne rzeczy, ma wypełniony czas, to nie ma miejsca na kompleksy. Wydaje mi się (może się mylę?), że osoby bardzo aktywne w życiu, angażujące się w różne rzeczy nie mają czasu na nadmierne koncentrowanie się na sobie, a znajdując akceptację swoich działań przekładają to na akceptację swojej osoby (np. "świetnie to zrobiłaś!", "naprawdę robisz coś takiego? mogę następnym razem pójść z tobą?").&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytanie słuszne, chociaż diagnoza moim zdaniem trafna jedynie częściowo. Nie zawsze wysoka aktywność wiąże się z pozytywnym odbiorem działań, nie zawsze przekłada się na sukcesy. Czasem im więcej sukcesów, tym bardziej negatywne reakcje otoczenia.&amp;nbsp;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Tak, to prawda, że osoby „&lt;em&gt;bardzo aktywne w życiu, angażujące się w różne rzeczy, nie mają czasu na nadmierne koncentrowanie się na sobie, a znajdując akceptację swoich działań, przekładają to na akceptację swojej osoby&lt;/em&gt;”. Doświadczyłam tego na etapie leczenia się z kompleksów, ale na początku &amp;nbsp;nie zrodziły się one z braku zajęć, lecz z powodu niewłaściwego podejścia do życia i otoczenia.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kompleksy (nie tylko związane z ciałem) zwykle rodzą się na etapie dorastania. I ewentualnie z wiekiem zanikają lub pogłębiają się. Myślę, że skłonność do porównywania się z innymi oraz negatywnej oceny wynika po części z cech osobowości, charakteru, ale w znacznej części jest kształtowana przez otoczenie na etapie dzieciństwa i dorastania. Niektóre osoby nigdy nie przejmują się zdaniem innych na swój temat, nie zabiegają o ich akceptację, a niesłuszną ich zdaniem krytykę odrzucają od razu. Inni natomiast zapamiętują i głęboko przeżywają każde negatywne spostrzeżenie na swój temat, a co gorsza, zaczynają w nie wierzyć. Albo z góry zakładają, że są całkowicie beznadziejni, słabi, głupi, brzydcy, nic im się nigdy nie uda, nic dobrego nie spotka... I każde wydarzenie traktują jak potwierdzenie tej teorii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapewne każda zakompleksiona osoba ma nieco inną historię. Historia moich kompleksów nie jest jakoś szczególnie wyjątkowa. Opowiem ją w bardzo ogólnym zarysie, bo nie warto się nad tym zbyt długo zastanawiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że główną przyczyną mojego zakompleksienia była wrażliwość, a może nawet przewrażliwienie na swoim punkcie. Na pewno brak dystansu do siebie, ale też do zdania innych. Zbytnie szukanie akceptacji otoczenia. Nieśmiałość, brak pewności siebie, niska samoocena. Z jednej strony inność i pragnienie wyróżnienia się, z drugiej strony staranie wtopienia się w otoczenie. Stawianie sobie bardzo wysokich wymagań, brak przyzwolenia na porażkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako nastolatka, a potem młoda kobieta, byłam osobą aktywną i wiecznie zajętą - nauką, czytaniem, potem także intensywnym życiem towarzyskim. Sukcesy w nauce, stypendium naukowe, wyjazdy zagraniczne - to wszystko podbudowywało moją pewność siebie w sferze intelektualnej, ale w pozostałych obszarach nadal byłam zakompleksioną i wystraszoną myszką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety tak to już jest, że kobietom o niskiej samoocenie zdarza się przyciągać do siebie mężczyzn, którzy nieświadomie (a czasem może i świadomie) wykorzystują tę słabość, by podbudować własne ego. I tak też było w moim przypadku. Żaden z tych panów nie krytykował nigdy moich możliwości intelektualnych (bo ich byłam jednak pewna), ale za to niejednokrotnie deprecjonowali mój wygląd, figurę, sposób uczesania, ubierania, malowania się. Moją kobiecość. A ja, zamiast powiedzieć: SPADAJ, skoro mnie nie akceptujesz, to czemu się tak umartwiasz i jesteś ze mną?!, godziłam się na to. Płakałam, zaciskałam zęby, rozpaczliwie próbowałam dopasować do ideału. &lt;br /&gt;Teraz wiem, że te związki nie „przytrafiły mi się” przez przypadek, ale że sama byłam ich przyczyną. Nieświadomie unikałam mężczyn, którzy mogliby pomóc mi zbudować poczucie własnej wartości.&lt;br /&gt;Wystarczyło kilka toksycznych związków jeden po drugim, sporo bólu, mnóstwo złych słów, parę przykrych wydarzeń. Zamiast wyrastać z nastoletnich kompleksów, obrastałam w nie coraz bardziej. One też już dorosły...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie również w wyniku problemów z akceptacją siebie wpędziłam się w bulimię, która towarzyszyła mi jeszcze przez dobrych parę lat. O bulimii napiszę kiedyś na pewno osobny wpis, bo to ważny dla mnie temat, a wiem, że jest to jeszcze sprawa traktowana jako pewne tabu, mało kto przyznaje się otwarcie do tego zaburzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problemy osobiste, bulimia, bezrobocie, potem praca nieregularna i nie do końca satysfakcjonująca...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy jednak happy end. Z czasem zaczęłam wyciągać wnioski ze swoich błędów, unikać toksycznych osób (kobiety też potrafią nieźle przyłożyć), niewłaściwych związków i znajomości. Miałam oparcie w Rodzicach i Przyjaciołach, ale muszę stwierdzić, że jeśli chodzi o budowanie poczucia własnej wartości, akceptacji i leczenie się z kompleksów, podstawową sprawą jest praca nad tym, co siedzi nam w głowie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompleksy rzecz ludzka. Do pewnego etapu życia niemal normalna i zapewne w dzisiejszych warunkach prawie nieunikniona. Nie ma co się ich wstydzić, ale trzeba pracować nad ich wykorzenieniem. Przesadnie pielęgnowane są straszliwymi hamulcowymi na drodze do rozwoju i szczęścia. Nie szukajcie ich źródła na zewnątrz, lecz w swoich głowach. To nie inni wpędzają nas w kompleksy, to my sami budujemy sobie to więzienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Leczenie się z kompleksów to pozbywanie się negatywnych myśli, uprzedzeń, przemyślenie błędów i skupienie na tym, co się nam udało. Wsparcie z zewnątrz (czy to bliskich, czy terapeuty), może bardzo pomóc, ale główną część zadania domowego trzeba odrobić samodzielnie. Przestać szukać akceptacji u innych, za to postarać się znaleźć ją w sobie. Poznać siebie, swoją siłę, zalety, mocne strony. Powiedzieć sobie: może nie jestem idealna, ale fajna ze mnie kobitka. Mam jakieś tam wady, ale przecież nie będę się z nimi obnosić... Komuś nie podoba się kształt czy rozmiar mojego tyłka? Phi, niech nie patrzy ;-) Ważne, że &amp;nbsp;mi się podoba!&lt;br /&gt;Trzeba też nauczyć się przyjmowania pochwał i konstruktywnej krytyki. Jedno i drugie bywa pożyteczne i mile widziane, jednak należy podchodzić do nich z odpowiednim dystansem, nie zawsze autor ma rację, nie zawsze się myli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zakończenie jeszcze jedno: moim zdaniem warto zrozumieć przyczyny swoich kompleksów i braku pewności siebie. Potem nie należy ich jednak zbytnio rozpamiętywać. Nie ma co szukać winnych, nie trzeba też obwiniać siebie. Oczywiście, dom, wychowanie, zaszłości rodzinne, rodzice, szkoła, rówieśnicy, partnerzy życiowi (i długo by jeszcze wymieniać) mogą działać w taki czy inny sposób na nasze poczucie wartości. Mogą je obniżać lub budować. Szkoda jednak czasu i sił na drobiazgowe analizowanie tego. Tym bardziej nie należy pielęgnować w sobie poczucia krzywdy, bo w ten sposób marnuje się energię i zatruwa myśli.&lt;br /&gt;Nie czuję żalu (już nie czuję, ale czułam) do wszystkich tych osób, które niegdyś podkopywały na różne sposoby moje poczucie własnej wartości. Niektóre czyniły to z rozmysłem, inne nieświadomie, a czasem wręcz w dobrej wierze. Teraz nie ma to już znaczenia. Było, minęło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żyję, oddycham, jestem szczęśliwa. Akceptuję swoją przeszłość, bo jest częścią mnie. Lubię siebie. Wrażliwość, która kiedyś wydawała się przekleństwem, okazuje się cennym darem. Pozorne wady mogą być zaletami, jeśli umiem je wykorzystać. Natomiast te wady, które sama sobie wymyśliłam, nie zasługują na najmniejszą nawet uwagę. Bo nie istnieją. Trzeba to tylko dostrzec.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-789277186007622979?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/789277186007622979/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/skad-biora-sie-kompleksy.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/789277186007622979'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/789277186007622979'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/skad-biora-sie-kompleksy.html' title='Skąd biorą się kompleksy?'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-408274991350232663</id><published>2012-01-24T21:33:00.000+01:00</published><updated>2012-01-24T21:33:02.285+01:00</updated><title type='text'>Naga Ty</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-p8bcW30CdgI/Tx76GijKDaI/AAAAAAAAAtY/dOdM0-lIVG4/s1600/laleczki.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="217" src="http://3.bp.blogspot.com/-p8bcW30CdgI/Tx76GijKDaI/AAAAAAAAAtY/dOdM0-lIVG4/s320/laleczki.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Laleczki autorstwa Kasi Urban Rybskiej, &lt;br /&gt;więcej Jej prac można obejrzeć i kupić &lt;a href="http://www.etsy.com/listing/80576903/mangapolish-folk-art-doll-handmade"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;W odpowiedzi na pytanie o Wasz poziom zadowolenia z ciała zamieściłyście sporo ciekawych wypowiedzi. Bardzo wszystkim dziękuję! Komentujące panie okazały się być w większości względnie pogodzone ze swoją fizycznością, niektóre jeszcze nad tym pracują. Powiało jednak z Waszych historii optymizmem: z czasem nawet bardzo zakompleksione osoby nabierają pewności siebie, zaczynają lubić swoje ciała, a nawet chcą się wyróżniać w tłumie zamiast zlewać się z otoczeniem. Nieco paradoksalnie zdobywamy tę pewność siebie, gdy pierwszą młodość mamy już zwykle za sobą, a niektóre części naszych ciał zaczynają już tracić swą boską jędrność. Potrzebujemy czasu i doświadczenia, by poczuć się naprawdę wygodnie w naszych cielesnych powłokach. Doceniamy je, pomimo tego, że mogą już być nieco zużyte, tymczasem rzadko potrafiłyśmy je cenić, gdy były jeszcze świeże i nienadgryzione zębem czasu.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Zabrakło wypowiedzi osób zakompleksionych, które czują się ze sobą po prostu źle (pojawiła się jedna wypowiedź, lecz Autorka ją usunęła). Nie dziwi mnie to, ostatecznie nikt nie lubi się chwalić tym, że ma kompleksy i czuje się nieszczęśliwy. Tym bardziej pośród szeregu wypowiedzi kobiet, które mniej lub bardziej lubią siebie.&lt;br /&gt;Czy można sobie jakoś pomóc w tym trudnym i czasami bolesnym procesie dochodzenia do samoakceptacji? Jak polubić swoje ciało? Jak pozbyć się kompleksów z nim związanych?&lt;br /&gt;Nie ma jednej uniwersalnej recepty. Nie da się też porzucić narosłych uprzedzeń i blokad z dnia na dzień. To proces wymagający czasem lat, czasem miesięcy. Nie można sobie tak zwyczajnie powiedzieć: od dzisiaj kocham siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem pomaga nam splot różnych okoliczności. Nowa miłość dodaje skrzydeł, tracimy na wadze, zmieniamy fryzurę, wreszcie znajdujemy właściwy styl ubierania i makijażu, wszystko staje się proste. Powoli brzydkie kaczątko wyrasta na wspaniałego łabędzia. Kompleksy przechodzą do historii. Gdzieś tam jeszcze pozostał może jakiś cellulit, ale to przestaje być ważne. W chwili zwątpienia w pobliżu zawsze znajdzie się ktoś (partner, przyjaciele, dzieci) kto powie: dla mnie i tak jesteś najpiękniejsza. Kocham Cię taką, jaka jesteś.&lt;br /&gt;Ale nie każda kobieta ma takie szczęście. Bywa, że z upływem lat jej niechęć do siebie narasta. Brak pewności siebie utrudnia wejście w trwały związek, książę z bajki jakoś nie może odnaleźć drogi do zamku za lasami, za górami, pomysłów na siebie brak. Czasem znajduje się książę, ale z innej bajki niż nasza, i trudno od niego oczekiwać wyznań o całkowitej czy jakiejkolwiek innej akceptacji, a co najwyżej można usłyszeć jeszcze jakąś kąśliwą uwagę, która tylko pogłębia kompleksy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj chciałam podrzucić parę pomysłów tym osobom, które nie wiedzą, od czego zacząć, by choć trochę polubić swoje ciało, gdy nikt ani nic nie chce w tym pomóc, a czasem wręcz przeszkadza.&lt;br /&gt;Bywa, że szuka się lekarstwa na niską samoocenę „na zewnątrz”. Pamiętam, że jako niegdyś bardzo zakompleksiona młoda kobieta szukałam rozpaczliwie potwierdzenia swojej atrakcyjności u innych. Chciałam, żeby ktoś się mną zachwycił, by opowiadał mi, jaka jestem piękna, pomimo tego, że sama uważałam się za nieatrakcyjną lub wręcz brzydką, grubą, niezgrabną, pryszczatą. Jednak na komplementy reagowałam niedowierzaniem, przecież JA wiedziałam, że nie zasługuję na nie. Nie podobałam się samej sobie, więc nikt nie był w stanie przekonać mnie, że nie mam racji, tak surowo się oceniając. Jednak nie zdawałam sobie sprawy z tego, że mój obraz własnego ciała jest zniekształcony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załóżmy jednak, że ten etap masz już za sobą. Wiesz, że nie widzisz siebie taką, jaką jesteś, ale jeszcze nie wiesz, jaka jesteś naprawdę. W jaki sposób możesz poznać i pokochać swoje ciało?&lt;br /&gt;Na początek proponuję spotkanie z nagą kobietą. Czyli z Tobą. Kobiety, które źle oceniają swoje ciało, zwykle nie chcą na nie patrzeć, gdy jest nagie. Wolą go zasłaniać, maskować, ukrywać jego kształt. Ich ubranie i makijaż staje się ich zbroją, kombinezonem ochronnym. Spróbuj więc zrzucić na chwilę ten kombinezon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będziesz potrzebować ciepłego pomieszczenia, dużego lustra, aparatu fotograficznego z samowyzwalaczem, świętego spokoju i... samej siebie. Ewentualnie kieliszka wina (nie butelki...). Może przydać się kartka i ołówek do zanotowania spostrzeżeń.&lt;br /&gt;Przede wszystkim upewnij się, że nikt i nic nie będzie Cię rozpraszać, nikt nie wejdzie nagle do pokoju i nie zacznie wypytywać, co Ty u licha wyprawiasz :) &lt;br /&gt;Czemu musisz być sama? By wreszcie spojrzeć na siebie własnymi oczami, bez porównywania się z innymi kobietami, bez wartościowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozbierz się więc do naga. Zmyj makijaż, rozczesz włosy, zdejmij biżuterię. Bielizna nie może zostać, nago znaczy nago. Bez osłonek.&lt;br /&gt;Stań przed lustrem. Lustro musi być duże, takie, byś widziała w nim całą sylwetkę. Nigdy nie przestanę Was namawiać do tego, by sprawić sobie takie właśnie wielkie lustro, bo z nim komponowanie stroju staje się dziecinnie łatwe.&lt;br /&gt;Weź parę głębokich oddechów i przyjrzyj się sobie uważnie. Co widzisz? Postaraj się patrzeć, nie oceniając. Obejrzyj całe swoje ciało od góry do dołu, z przodu i z tyłu. Z bliska, potem odsuń się nieco od lustra. Obejrzyj swoją skórę, proporcje, piersi, brzuch, biodra. Nie myśl o tym, czy uważasz się za grubą czy chudą, że masz taki czy inny tyłek, nogi, biust. Po prostu patrz, ale przeganiaj myśli takie, jak &lt;em&gt;za grube, za duże, za małe, cellulit, rozstępy, blizna... &lt;/em&gt;&amp;nbsp;Masz poznać swoje ciało, lecz nie wystawiaj mu żadnych ocen. Pomóż sobie dotykiem, jeśli tego potrzebujesz, dotykaj skóry w różnych jej miejscach, włosów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tych oględzinach posłuż się aparatem. Jeśli nie wiesz, jak działa samowyzwalacz, przyda się instrukcja obsługi ;-) Ustaw aparat w odpowiednim miejscu, możesz potrzebować kilku prób, zanim znajdziesz właściwą lokalizację. Włącz samowyzwalacz i zrób samej sobie serię nagich zdjęć. Albo możesz nawet nakręcić filmik, zatańczyć czy pokręcić się przed obiektywem.&lt;br /&gt;Tak, wiem, kusi Cię, by poprosić Twojego męża czy chłopaka o pomoc. Zostaw sobie jednak nagą sesję jego autorstwa na inną okazję. Teraz musisz spojrzeć na siebie swoimi oczami. Podobnie siostra czy koleżanka również wpłynie na Twój odbiór zdjęć, będziesz zachowywać się nienaturalnie, próbować ukryć te miejsca czy cechy, których się wstydzisz i nie jesteś pewna. W tym wypadku musisz zmierzyć się sama z sytuacją i z sobą.&lt;br /&gt;Zdjęcia nie muszą być piękne, dobrze oświetlone, zgrabnie ustawione. Są potrzebne tylko na chwilę, możesz skasować je zaraz po obejrzeniu. Przejrzyj je powoli. Zastanów się, czy inaczej odbierasz swoje odbicie w lustrze i fotografię, jakie widzisz różnice? W dalszym ciągu postaraj się powstrzymywać od oceny i krytyki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Czemu to wszystko ma służyć? Temu, byś zobaczyła swoje ciało takim, jakie jest i pogodziła się z nim. W tej chwili nie ważne, czy uważasz, że jest za wysokie, za niskie, za chude, za grube, pomarszczone czy gładkie, takie czy owakie. Na razie liczy się tylko to, że innego w tym życiu nie dostaniesz. Jest wypadkową Twojej spuścizny genetycznej, warunków, w jakich się rozwijało oraz sposobu, w jaki go traktowałaś. Tego wszystkiego nie możesz już zmienić. Jedyne, co możesz zmienić, to własne nastawienie do ciała. Na początek go zauważyć, poczuć, a potem zacząć się z nim zaprzyjaźniać. Niezależnie od jego kształtu, faktury, rozmiaru i stanu.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Podczas tych oględzin samej siebie możesz poczuć gniew, smutek, agresję. A może wręcz przeciwnie, kontakt z nagą sobą wywoła jednak pozytywne emocje. Cokolwiek poczujesz, pozwól sobie na emocje. Nie tłum ich, nie uciekaj przed nimi. Jeśli są negatywne, spróbuj znaleźć ich przyczyny, jeśli natomiast pozytywne, zapamiętaj je, to dobry początek.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Po takim spotkaniu nago z samą sobą raczej nie zmienisz &lt;strong&gt;od razu&lt;/strong&gt; nastawienia do ciała ani nie pozbędziesz się kompleksów, samoocena nie wystrzeli w kosmos. To dopiero jeden z pierwszych kroków na tej drodze. Być może zresztą nie zadziała, jeśli masz w sobie zbyt wiele złych wspomnień. &lt;br /&gt;Być może uznasz, że to dziwny pomysł, nie podoba Ci się i nie masz ochoty. Ale może jednak nie zaszkodzi, przecież to nic nie kosztuje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Laleczki autorstwa &lt;a href="http://www.etsy.com/shop/KasiaUrbanRybska?ref=seller_info"&gt;Kasi Urban Rybskiej&lt;/a&gt;, których zdjęcie ilustruje wpis, nie mogą niestety wystąpić nago, bo tutaj golizny nie pokazujemy ;-) Ale, jak widzicie, dobrze czują się w swoich tekstylnych ciałach!&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-408274991350232663?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/408274991350232663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/naga-ty.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/408274991350232663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/408274991350232663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/naga-ty.html' title='Naga Ty'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-p8bcW30CdgI/Tx76GijKDaI/AAAAAAAAAtY/dOdM0-lIVG4/s72-c/laleczki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-527496842616941996</id><published>2012-01-16T21:55:00.002+01:00</published><updated>2012-01-16T22:01:23.597+01:00</updated><title type='text'>A Ty jak czujesz się w swojej skórze?</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Dzisiaj chciałabym namówić do zwierzeń przede wszystkim moje Czytelniczki. Wiem, że panowie też tutaj zaglądają, ale często mówimy o typowo kobiecych sprawach, myślę więc, że nikt nie będzie miał mi za złe. Męskie wypowiedzi, z pozycji obserwatora, będą zresztą równie mile widziane.&lt;br /&gt;Planowałam recenzję pewnej ciekawej lektury, lecz zanim ją zamieszczę, mam do Was parę pytań związanych z tematem, który mnie od dawna fascynuje. Czyli relacją kobiety z jej ciałem.&lt;br /&gt;Na podstawie zamieszczanych tu komentarzy wnioskuję, że panie, które do mnie zaglądają, są w przeważającej większości osobami oczytanymi, myślącymi, nie obawiającymi się wyrażać własnego zdania. Nowoczesne i silne kobiety. Baby z jajami, że się tak kolokwialnie wyrażę.&lt;br /&gt;Na podstawie prowadzonych już od lat obserwacji muszę jednak stwierdzić, że bardzo wiele kobiet, które spotykam, ma problemy z akceptacją siebie. Nawet wśród tych najsilniejszych. Spora część tych trudności wiąże się z postrzeganiem swojego ciała. Począwszy od wzrostu, wagi, rozmiaru biustu i tyłka, przez kolor, jakość i rodzaj włosów i paznokci, na sposobie poruszania się i zębach kończąc.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jesteśmy wciąż bombardowane obrazami kobiet prawie idealnych: modelek, aktorek, wokalistek. I często porównujemy się z nimi, świadomie lub nieświadomie. Niby wiem, że ich wizerunek nie zawsze jest owocem natury, lecz bywa też efektem pracy specjalistów, różnych zabiegów, korekcji, czy wręcz intensywnej pracy nad edycją zdjęć, lecz mimo to zdarza mi się wzdychać:&amp;nbsp;&lt;i&gt;też bym tak chciała wyglądać...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Porównujemy się także ze znajomymi, koleżankami, a czasem z przypadkowo spotkanymi osobami.&lt;br /&gt;Oprócz porównywania się z innymi i negatywnego oceniania siebie dostrzegam jeszcze jedną kwestię. Spotykam sporo osób (nie tylko kobiet), które nie znają dobrze swoich ciał. Nie są świadome ich potrzeb, nie dbają o nie należycie. Nie wiedzą, jaki tryb życia najbardziej im służy, skąd biorą się ich problemy z trawieniem, ze snem, z cerą, przemęczenie. Nie słuchają sygnałów wysyłanych im przez ciało ani nie próbują ich interpretować, nawet jeśli już je dostrzegą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kobiety na dodatek bardzo często uważają, że nie mogą zbytnio skupiać się na sobie, na swoim ciele, bo bywa to postrzegane jako przejaw egoizmu. Same tak to postrzegają, ale jeśli nawet one same o tym zapomną, &amp;nbsp;w otoczeniu znajdzie się ktoś, kto im o tym przypomni. Wydaje im się, że powinny poświęcać się dla innych, dla rodziny, dla dzieci, męża, rodziców. Oprócz tego dawać z siebie wszystko w pracy, żeby nikt im nie zarzucił, że nie dosyć się starają. Na koniec dnia brakuje im więc siły i czasu na zadbanie o siebie, na odpoczynek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uogólniam rzecz jasna do celów wpisu, lecz przyznaję, że z powyżej opisanych problemów większość przerobiłam na własnej skórze. Właściwie mogłabym całość tekstu napisać w pierwszej osobie l. poj. &lt;br /&gt;Przed laty byłam chodzącym zespołem kompleksów i zahamowań. Fatalnie czułam się w swoim ciele. Nie rozumiałam go ani nie akceptowałam. Nie słuchałam sygnałów, jakie mi próbowało wysyłać. Lekceważyłam je.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez długi czas uważałam jednocześnie, że nie mogę zbyt wiele czasu poświęcać jego sprawom. Czytanie, nauka, rozwój umysłowy - tak, jak najbardziej. Sport, dbanie o urodę - marnowanie czasu. Zapewne wynikało to z dość purytańskiego nastawienia do ciała, które charakteryzowało część rodziny. Pamiętam taki slogan:&amp;nbsp;&lt;i&gt;długie włosy, rozum krótki,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;miał oznaczać, że zbytnie podkreślanie kobiecości skutkuje ograniczeniem inteligencji. Całe szczęście moi Rodzice nie hołdowali tym zasadom, lecz gdzieś w podświadomości zapisał mi się ten komunikat. Głęboko, oj, głęboko.&lt;br /&gt;Wyrosłam w przekonaniu, że kobieta nie powinna zbytnio dbać o siebie, bo jest to oznaką próżności, egoizmu i ograniczenia umysłowego. Jak napisałam, to nie był świadomy przekaz. Jednak wdrukował się skutecznie. Czas i siły należy poświęcać rozwojowi umysłu i wiedzy, nie ciału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeszłam bardzo daleką drogę od czasu, gdy byłam nieszczęśliwą bulimiczką, rozpaczliwie próbującą zyskać kontrolę nad swoim życiem, nad ciałem, wizerunkiem. O niektórych aspektach i etapach tej drogi pisałam także tutaj i nie raz jeszcze pewnie Wam o tym opowiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz dobrze mi w moim ciele. Nie próbuję już nad nim zapanować, wolę z nim współpracować. Zaprzyjaźniłam się z nim. Traktuję go jak doskonałe narzędzie, które zostało mi dane, bym mogła za jego pośrednictwem doświadczać i czynić, dawać i brać. Nie tresuję go, nie zamykam w klatce sztucznych ograniczeń, zamiast tego słucham tego, co ma mi do powiedzenia. Zamiast go kontrolować, staram się zrozumieć, czego mu potrzeba. Chcę, by sprawnie działało, ładnie wyglądało, pomagało mi w codziennym funkcjonowaniu, lecz wiem, że w znacznej mierze zależy to ode mnie samej, a nie tylko od tego, co dostałam w pakiecie startowym ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porównuję się z innymi, ale na odmiennych zasadach. Nie zazdroszczę już spotykanym kobietom warunków danych przez naturę, jedynie obserwuję, jak je wykorzystują. Podpatruję dobre rozwiązania, zapamiętuję złe, żeby nie popełniać niepotrzebnych błędów. Szczególnie cieszę się, gdy widzę kobietę, która nieco odbiega od popularnych wzorców damskiej urody, a mimo to wygląda fantastycznie i nie przejmuje się ewentualnymi krytycznymi spojrzeniami. Jest świadoma siebie i dobrze jej samej ze sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadal mam trochę do zrobienia. Czasem ożywają dawne uprzedzenia, czasem wracam do starych błędów. Bywa, że nie poświęcam wystarczająco dużo uwagi swojemu wyglądowi. Odzywa się czasem ten głos w tyle głowy: &lt;i&gt;nie bądź tak próżna, zamiast nakładać maseczkę, zrób coś pożytecznego! Nie wydawaj tyle pieniędzy na siebie! To egoizm! Nie marnuj czasu na treningi, poczytaj!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Uciszam go i robię swoje. Bo wiem, że i ciało, i umysł mają równe prawa. Wiem także, że gdy dbam o ciało, także umysł na tym korzysta. A kobiece ciało ma inne wymagania i potrzeby niż męskie, wymaga też więcej uwagi i czasu.&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego właśnie chciałam zapytać Was, drogie Panie, jak u Was jest z akceptacją siebie? Z czasem i siłami na dbanie o formę i urodę?&lt;br /&gt;Czujecie się dobrze we własnej skórze? A jeśli nie, to co Wam w tym przeszkadza?&lt;br /&gt;Czy też walczycie z takimi wewnętrznymi głosami? Może napiszecie mi też, jakie podejście do ciała wyniosłyście z domu? Co sprawia Wam największą trudność w relacji z ciałem? Kto pomógł lub co ułatwiło Wam polubienie go?&lt;br /&gt;Nie jestem matką, ale zdaję sobie sprawę, że ciąża i macierzyństwo to bardzo ważny rozdział dla kobiety także pod tym względem. Ciekawa jestem Waszych spostrzeżeń. Jak macierzyństwo wpłynęło na Wasze postrzeganie ciała? Czy ten kontakt jest lepszy czy gorszy? Lepiej teraz rozumiecie siebie czy też wręcz przeciwnie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budowanie dobrej relacji z ciałem to temat na co najmniej parę wpisów, dlatego ciekawa jestem Waszych opinii.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-527496842616941996?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/527496842616941996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/ty-jak-sie-czujesz-w-swojej-skorze.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/527496842616941996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/527496842616941996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/ty-jak-sie-czujesz-w-swojej-skorze.html' title='A Ty jak czujesz się w swojej skórze?'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-4401327034608204388</id><published>2012-01-09T19:36:00.000+01:00</published><updated>2012-01-09T19:36:08.929+01:00</updated><title type='text'>Prace z konkursu fotograficznego</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Wpisy konkursowe zostaną usunięte, żeby nie robiły tłoku na blogu, za to album ze zdjęciami możecie oglądać sobie tutaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table style="width: 194px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td align="center" style="background: url(https://picasaweb.google.com/s/c/transparent_album_background.gif) no-repeat left; height: 194px;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/108573260109144457118/Konkurs_fotograficzny?authuser=0&amp;amp;authkey=Gv1sRgCNy01dLb9sX0sgE&amp;amp;feat=embedwebsite"&gt;&lt;img height="160" src="https://lh5.googleusercontent.com/-m7IDQSPmkTo/TwmHKQ4zBME/AAAAAAAAANM/4upqqlXsfTI/s160-c/Konkurs_fotograficzny.jpg" style="margin: 1px 0 0 4px;" width="160" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="font-family: arial,sans-serif; font-size: 11px; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/108573260109144457118/Konkurs_fotograficzny?authuser=0&amp;amp;authkey=Gv1sRgCNy01dLb9sX0sgE&amp;amp;feat=embedwebsite" style="color: #4d4d4d; font-weight: bold; text-decoration: none;"&gt;konkurs_fotograficzny&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-4401327034608204388?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/4401327034608204388/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/prace-z-konkursu-fotograficznego.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4401327034608204388'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4401327034608204388'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/prace-z-konkursu-fotograficznego.html' title='Prace z konkursu fotograficznego'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-m7IDQSPmkTo/TwmHKQ4zBME/AAAAAAAAANM/4upqqlXsfTI/s72-c/Konkurs_fotograficzny.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-1162282962194975616</id><published>2012-01-09T19:35:00.001+01:00</published><updated>2012-01-09T22:38:23.633+01:00</updated><title type='text'>Podsumowanie konkursu fotograficznego</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Głosowanie zakończone, czas więc ogłosić wyniki. Najpierw jednak mała samokrytyka. Jestem zła na samą siebie, że nie byłam bardziej przewidująca, organizując ten konkurs. Błędnie założyłam, że wpłynie zaledwie parę prac (bo tak działo się w przypadku poprzednich rywalizacji), a tymczasem okazało się, że zdjęć nadesłano całkiem sporo. Gdybym wiedziała wcześniej, że zainteresowanie będzie tak wielkie, a jednocześnie &amp;nbsp;niektóre fotografie będą nieco nie na temat, wprowadziłabym wstępną selekcję zdjęć przed publikacją. I chyba nie zdecydowałabym się już na wybieranie najlepszych prac przez głosowanie.&lt;br /&gt;Nie chciałam zmieniać zasad konkursu w trakcie jego trwania. Jednak decyzja o publikacji wszystkich nadesłanych zdjęć zaowocowała sporym zamieszaniem. Dodać trzeba, że sama sobie dodatkowo skomplikowałam życie, decydując się na umieszczenie zdjęć na blogu, a trzeba było, tak jak na przykład proponowała Verónica i inne osoby, zaprezentować je np. za pomocą Picasy czy innego serwisu zewnętrznego, a tutaj zostawić tylko miniaturki.&lt;br /&gt;Dlaczego głosowanie okazało się nie być dobrym sposobem na wyłonienie zwycięzców? Zachęcałam do tego, by uczestnicy informowali swoich znajomych o możliwości głosowania na ich prace (bo to całkiem logiczne), ale nie sądziłam, że głosujący wykażą się aż taką solidarnością. I że ograniczą się do zagłosowania wyłącznie na swoich ulubieńców.&amp;nbsp; Ale to wszystko już wiecie. Moja wina, mam nauczkę na przyszłość, pouczające doświadczenie to było. Popełniłam kilka błędów, których można było uniknąć. Nie ma co rozpaczać po fakcie, ani rozpamiętywać tego bez końca bo...&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;... jednocześnie cieszę się bardzo z tego, że ten konkurs się odbył. Tyle ciekawych zdjęć zagościło dzięki niemu na blogu! Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim Uczestnikom i Uczestniczkom za udział i nadesłanie prac. Dziękuję bardzo pięknie Bartoszowi, współfundatorowi nagrody, czyli kalendarza z najwyżej ocenionymi pracami. &lt;br /&gt;Kalendarz rozpocznie się od lutego 2012, proszę się nie martwić! Przecież styczeń minie, zanim zostanie on wydrukowany i wysłany do nagrodzonych, więc styczniowe zdjęcie było skazane na zapomnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznaję, że wprawdzie najwyżej ocenione w głosowaniu zdjęcia są piękne, to tylko jedno z nich naprawdę do mnie przemawia (filiżanka kawy Sylwii Binkowicz). Natomiast zachwyciło mnie parę innych fotografii, które nie cieszyły się aż taką popularnością głosujących ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro, jak napisała w jednym z komentarzy Aneta, to mój kawałek internetu i ja tu ustalam zasady, do mnie należy też więc ostatnie słowo. Nagrody otrzyma więc w sumie sześć osób: autorki prac najwyżej ocenionych w głosowaniu (czyli Panie Sylwia Binkowicz, Ewa Olejarczyk i Wioletta B.) i trzy wybrane przeze mnie osoby, których zdjęcia najbardziej mnie ujęły, poruszyły, zapadły w pamięć. Osobami tymi są Tomasz Łukaszuk, Tofalaria i Krzysztof. Zdjęcie autorstwa Krzysztofa zostało także wybrane przez Bartosza, który wprawdzie nie chciał uczestniczyć w głosowaniu, jako współpomysłodawca konkursu, ale jednak ujawnił mi swój wybór. Drugą pracą, która mu się spodobała, była fotografia zaprezentowana przez Magdę Bednarczyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W głosowaniu dwie z Pań (Sylwia Binkowicz i Wioletta B.) zebrały sporo głosów dla wszystkich trzech zgłoszonych prac, w tym wypadku postanowiłam, że w kalendarzu umieszczę tylko po jednej fotografii każdej z Autorek, za to dołączą do niego kolejne zdjęcia z listy, bo w przeciwnym wypadku nagrodzone Panie zmonopolizowałyby kalendarz na całe pół roku :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto więc zdjęcia, które otrzymały największą liczbę głosów i znajdą się w konkursowym kalendarzu (oprócz oznaczonych trzema gwiazdkami):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miejsce pierwsze,&amp;nbsp;&lt;i&gt;ex aequo:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ZgM94ra9IDI/TwNTjB-WfQI/AAAAAAAAArE/mWcnJXosYbo/s1600/Sylwia_Binkowicz_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="216" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZgM94ra9IDI/TwNTjB-WfQI/AAAAAAAAArE/mWcnJXosYbo/s320/Sylwia_Binkowicz_1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Sylwia Binkowicz - 23 głosy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-nXlx6uafGGY/TwM7a78i2VI/AAAAAAAAAfU/B79v5iYX4pg/s1600/Ewa_Olejarczyk.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://3.bp.blogspot.com/-nXlx6uafGGY/TwM7a78i2VI/AAAAAAAAAfU/B79v5iYX4pg/s320/Ewa_Olejarczyk.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ewa Olejarczyk - 23 głosy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;I pozostałe:&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-1H0jlzSa-fI/TwNXlou8NQI/AAAAAAAAAsw/FGj81iAFX3U/s1600/Wioletta_B_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-1H0jlzSa-fI/TwNXlou8NQI/AAAAAAAAAsw/FGj81iAFX3U/s320/Wioletta_B_1.jpg" width="315" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wioletta B. - 16 głosów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-DSqUVwiFM7M/TwNX3cFjFfI/AAAAAAAAAs8/gkZyEuEc4Zg/s1600/Wioletta_B_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-DSqUVwiFM7M/TwNX3cFjFfI/AAAAAAAAAs8/gkZyEuEc4Zg/s320/Wioletta_B_2.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;*** Wioletta B. - 11 głosów&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-IBe8ybDueGE/TwNYSIXtOVI/AAAAAAAAAtI/BZM0Jna2b6U/s1600/Wioletta_B_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://1.bp.blogspot.com/-IBe8ybDueGE/TwNYSIXtOVI/AAAAAAAAAtI/BZM0Jna2b6U/s320/Wioletta_B_3.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;*** Wioletta B. - 11 głosów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5Y8og4iMzds/TwNWFR_Z2rI/AAAAAAAAAsM/izjSY6Tvlbs/s1600/Tomasz_%25C5%2581ukaszuk_1.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-5Y8og4iMzds/TwNWFR_Z2rI/AAAAAAAAAsM/izjSY6Tvlbs/s320/Tomasz_%25C5%2581ukaszuk_1.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Tomasz Łukaszuk - 8 głosów&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-31k38ftDxD8/TwNWV2frqVI/AAAAAAAAAsY/nzRn5nowTiA/s1600/Tomasz_%25C5%2581ukaszuk_2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-31k38ftDxD8/TwNWV2frqVI/AAAAAAAAAsY/nzRn5nowTiA/s320/Tomasz_%25C5%2581ukaszuk_2.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tomasz Łukaszuk, zdjęcie tworzy cykl z sąsiednim, ale tylko to znajdzie się w kalendarzu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-1Weo4kBibKY/TwNUAHHVgtI/AAAAAAAAArQ/Cn8PZGkOwcE/s1600/Sylwia_Binkowicz_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-1Weo4kBibKY/TwNUAHHVgtI/AAAAAAAAArQ/Cn8PZGkOwcE/s320/Sylwia_Binkowicz_2.jpg" width="214" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;*** Sylwia Binkowicz - 8 głosów&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-L6jWNZbE6SA/TwNUUJEt2RI/AAAAAAAAArc/-DbpPVLih0M/s1600/Sylwia_Binkowicz_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://3.bp.blogspot.com/-L6jWNZbE6SA/TwNUUJEt2RI/AAAAAAAAArc/-DbpPVLih0M/s320/Sylwia_Binkowicz_3.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;*** Sylwia Binkowicz - 8 głosów&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-QX_bMtGdHcA/TwM466GBv4I/AAAAAAAAAec/OKvXQapzyfc/s1600/energetyczno-minimalistycznie.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-QX_bMtGdHcA/TwM466GBv4I/AAAAAAAAAec/OKvXQapzyfc/s320/energetyczno-minimalistycznie.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Eska_18 - 7 głosów&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-oK2QbMs6Ues/TwNUlc16k2I/AAAAAAAAAro/l7CRm6jClf8/s1600/tofalaria_domek.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="216" src="http://3.bp.blogspot.com/-oK2QbMs6Ues/TwNUlc16k2I/AAAAAAAAAro/l7CRm6jClf8/s320/tofalaria_domek.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Tofalaria - 7 głosów&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-U3owWJKvM88/TwNDO5xeNAI/AAAAAAAAAkI/USjYTV9JHfc/s1600/Krzysztof_Jasiewicz.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://2.bp.blogspot.com/-U3owWJKvM88/TwNDO5xeNAI/AAAAAAAAAkI/USjYTV9JHfc/s320/Krzysztof_Jasiewicz.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Krzysztof - 5 głosów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-0NB9hV05pjI/TwNR6m3Jm7I/AAAAAAAAAqI/Mg_8bnpGSkU/s1600/PaulinaH_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-0NB9hV05pjI/TwNR6m3Jm7I/AAAAAAAAAqI/Mg_8bnpGSkU/s320/PaulinaH_2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Paulina H. - 4 głosy&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-uyEPMEq9Vvc/TwNVYHbNOnI/AAAAAAAAAr0/Rm0FpFtOF4k/s1600/tofalaria_slimak.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-uyEPMEq9Vvc/TwNVYHbNOnI/AAAAAAAAAr0/Rm0FpFtOF4k/s320/tofalaria_slimak.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Tofalaria - 4 głosy&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-3ABYVBhqcl0/TwNLBl7ya0I/AAAAAAAAAnU/1L_AOOfo71g/s1600/Martyna_Szopa_3.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-3ABYVBhqcl0/TwNLBl7ya0I/AAAAAAAAAnU/1L_AOOfo71g/s320/Martyna_Szopa_3.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Martyna Szopa - 4 głosy&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-D8vmj5iYX6k/TwM2J5_N76I/AAAAAAAAAdg/vuJHAoGnqoA/s1600/El%25C5%25BCbieta_Ci%25C4%2599%25C5%25BCak_1.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="209" src="http://2.bp.blogspot.com/-D8vmj5iYX6k/TwM2J5_N76I/AAAAAAAAAdg/vuJHAoGnqoA/s320/El%25C5%25BCbieta_Ci%25C4%2599%25C5%25BCak_1.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Elżbieta Ciężak - 3 głosy (wybrane subiektywnie spośród prac, które otrzymały po kilka głosów)&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-1162282962194975616?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/1162282962194975616/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/podsumowanie-konkursu-fotograficznego.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1162282962194975616'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1162282962194975616'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/podsumowanie-konkursu-fotograficznego.html' title='Podsumowanie konkursu fotograficznego'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ZgM94ra9IDI/TwNTjB-WfQI/AAAAAAAAArE/mWcnJXosYbo/s72-c/Sylwia_Binkowicz_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-906331027893804183</id><published>2012-01-06T19:52:00.003+01:00</published><updated>2012-01-07T11:07:42.358+01:00</updated><title type='text'>Kąpiel w płatkach róż, joga i wewnętrzne piękno</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-vIbiz8ovp8M/Twcf_kX6QuI/AAAAAAAAAtQ/Pg8stp9MJHo/s1600/Smak_szczescia.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-vIbiz8ovp8M/Twcf_kX6QuI/AAAAAAAAAtQ/Pg8stp9MJHo/s400/Smak_szczescia.jpeg" width="300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie sądziłam, że z takim zainteresowaniem przeczytam książkę napisaną przez modelkę. Ani też, że sięgnę jeszcze kiedykolwiek po pozycję noszącą w tytule słowo „dieta”. &lt;br /&gt;Podczas świątecznych zakupów w księgarni zwróciła jednak moją uwagę kolorowa okładka ze zdjęciem Agnieszki Maciąg. &lt;i&gt;Smak szczęścia, czyli o dietach, modzie, medytacji i kąpieli w płatkach róż. &lt;/i&gt;Przejrzałam wnikliwie, przeczytałam nawet kilka fragmentów, pomyślałam:&amp;nbsp;&lt;i&gt;hmm, no, proszę, i kto by pomyślał...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Uznałam, że warto by ją przeczytać, a może nawet mogłaby zagościć na półce na dobre, ale rzuciłam okiem na cenę (w księgarni stacjonarnej 39 zł, przez internet około 35) i ... odłożyłam.&lt;br /&gt;Jednak Aniołek szukał pomysłów na prezent dla mnie, wpisałam więc ten poradnik na listę&amp;nbsp;&lt;i&gt;chcętomieciów &lt;/i&gt;jako jedną z ewentualności do wyboru.&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Aniołek okazał się podatny na sugestie ;-)&lt;br /&gt;Nie śledziłam życiorysu Pani Agnieszki, chociaż w odległych już dość czasach kojarzyła mi się bardzo sympatycznie, z teledyskami niegdyś ulubionego zespołu. Wiedziałam, że podjęła pewne próby wokalne, ostatnio widziałam jej zdjęcia na wystawach sklepów Monnari. I tyle. Nie miałam pojęcia, że pisze poradniki, że pierwszy (pod tytułem&amp;nbsp;&lt;i&gt;Smak życia,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;o odżywianiu) spotkał się z bardzo życzliwym przyjęciem.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio różni celebryci i celebrytki zalewają polski rynek wydawniczy książkami kucharskimi, wspomnieniami ze żłobka, wojska lub planu serialu, poradnikami jak schudnąć, dobrze wyglądać po czterdziestce, być idealną matką, żoną (lub kochanką), jak żyć nawet... Okazuje się, że w tej powodzi miernoty można jednak znaleźć książkę napisaną w sposób szczery i ujmujący, pełną ciepła i rozsądku. Taką, która powstała nie tylko dla zarobku (nie oszukujmy się przecież), ale również z chęci podzielenia się doświadczeniami i naprawdę sympatycznymi i przydatnymi przemyśleniami. I trzeba zaznaczyć, że wprawdzie książkę tę pięknie wydano, na dobrym papierze i z mnóstwem kolorowych ilustracji, jednak nie jest ona tylko zbiorem ładnych obrazków. Dopracowana strona graficzna moim zdaniem znakomicie dopełnia treść i przekaz tej lektury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele osób z pewnością sięgnie po tę pozycję ze względu na pierwszą jej część, dość obszerną zresztą, poświęconą diecie. Akurat mnie interesowała ona najmniej, bo mam już sprecyzowane poglądy na ten temat, dzięki obserwacjom samej siebie oraz metodzie prób i błędów wiem, jak powinnam się odżywiać, żeby dobrze się czuć i wyglądać, pomimo wszystko przeczytałam również ten rozdział, nie na próżno, jak się okazało. Dowiedziałam się, że Pani Maciąg stosuje dietę niełączenia i jest prawie wegetarianką (prawie, bo wciąż jada ryby). Namawia więc do odżywiania się w ten sposób, czyli niełączenia w jednym posiłku pokarmów umownie nazywanych białkowymi (mięso, nabiał, ryby) z węglowodanami (czyli np. ziemniaki, makarony, pieczywo, ryż, kasze). Zachęca do jedzenia dużej ilości warzyw, przypomina o zapomnianych już nieco kaszach, podaje argumenty przemawiające za rezygnacją z jedzenia mięsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ani dieta niełączenia, ani dieta całkowicie czy częściowo wegetariańska nie są dla mnie żadną nowością. Przez parę lat całą rodziną odżywialiśmy się zgodnie z tak zwaną dietą Diamondów, popularyzowaną w Polsce przez Panią Maję Błaszczyszyn. Faktycznie - efektem były fantastyczne wręcz samopoczucie i forma. Z różnymi postaciami niełączenia spotkałam się też w ramach metody Montignac oraz odżywiania wg Pięciu Przemian (gdzie czasami pojawiały się zalecenia co do niełączenia niektórych pokarmów w celu ułatwienia trawienia). Widzicie, sporo eksperymentowałam dietetycznie jeszcze do nie tak znowu dawna, pisałam o tym już kiedyś. Jednak te eksperymenty okazały się pomocne, z każdego wyniosłam obserwacje i wnioski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tym całym niełączeniem to jest tak, że nie ma jakiś naprawdę głębokich podstaw naukowych ani poważnego uzasadnienia. Może się mylę (poprawcie mnie, jeśli coś wiecie na ten temat), ale nikt nie udowodnił ostatecznie, że nie powinno się łączyć w jednym posiłku węglowodanów i białka, tym bardziej, że w naturze te składniki odżywcze nie występują raczej w postaci izolowanej, różne pokarmy zawierają jedno i drugie w różnych proporcjach.&lt;br /&gt;Muszę jednak stwierdzić na podstawie własnych wieloletnich już doświadczeń, że z bliżej nieznanych mi przyczyn stosowanie tej zasady (jeśli mięso, ryby, produkty mleczne czy jajka, to z warzywami, a nie z ziemniakami czy produktami mącznymi) sprzyja utrzymaniu szczupłej sylwetki, czy nawet chudnięciu.&lt;br /&gt;Jednak nie dopatrywałabym się w tym specjalnej magii, raczej jest pewien „myk”, który sprawia, że ta metoda działa. A może nawet parę myków. Otóż, po pierwsze przy stosowaniu zasad niełączenia zupełnie niechcący zwykle je się mniej kalorycznie (o ile nie przesadza się z tłuszczami). Wzrasta bowiem spożycie warzyw. Skoro do kurczaka nie można ziemniaków, to zastępuje się je surówką, gotowanym warzywem czy inną zieleniną. Do ziemniaków też zielenina. Do kanapek niu niu sera ani szynki, więc znowu warzywa. Do makaronu... nie zgadniecie, sos pomidorowy i warzywa. A z czym mogę zjeść jajecznicę? Z tostem? Ależ skąd, zjedz warzywa.&lt;br /&gt;A przy okazji doprawdy trawienie jest lepsze (cudów nie ma, błonnik). Efekt? Człowiek chudnie, pięknieje, cera się wygładza, oko promienieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to pięknie, ale czy można tak całe życie? Oczywiście, że można, jeśli ktoś tak lubi. Czemu nie? Dla mnie jednak na dłuższą metę takie rozwiązanie nie ma głębszego sensu. Wiem, z doświadczenia własnego, ale też wielu osobiście znanych mi dobrze osób, że można schudnąć i utrzymać wagę, jedząc pokarmy ze wszystkich grup, w dowolnych połączeniach. Kwestia tylko ich ilości i oczywiście odpowiedniego poziomu aktywności fizycznej.&lt;br /&gt;Owszem, przez większą część czasu jem właśnie zgodnie z wyżej wspomnianymi zasadami, bo tak po prostu lubię (a jak wspominałam onegdaj, mięso jadam rzadko, czasem nawet bardzo rzadko). Ale lubię też raz na jakiś czas do jajka na miękko zjeść grzankę z masłem, a na razowy chleb położyć kilka plasterków dobrej szynki czy też lejący się i śmierdzący jak skarpeta ser pleśniowy. A czasem, o zgrozo!!! nie jeść warzyw wcale, bo akurat nie mam ochoty. I buraczki brzydko się wtedy na mnie patrzą spod korzeniowej nastroszonej brewki. Zła Ajka, nie je warzywek!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dieta niełączenia ma wiele zalet, ale ma jedną wadę - słowo „dieta” w nazwie. Nie ma mowy, bym miała teraz, po tych wszystkich wyżej wspomnianych wędrówkach kulinarno-dietetycznych, wracać do punktu wyjścia i narzucać sobie jakiś z góry określony sposób żywienia. Wystarczy mi słuchanie własnego organizmu. Jeśli on zgłasza zapotrzebowanie na kanapkę z serem, to uznaję, że wie lepiej ode mnie, co dla niego dobre. Chociaż trzeba przyznać, że częściej prosi o kaszę z warzywami, owoce oraz np. wspomniane buraczki :) niż o makaron z klopsikami (chyba w ogóle nie zdarza mu się domagać klopsików, o ile pamiętam...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak rozdział książki o odżywianiu przeczytałam z radością i jednak zainteresowaniem, bo Pani Agnieszka pisze bardzo konkretnie i rzeczowo, podaje też kilka przyjemnych i prostych propozycji na dania warzywne i nie tylko. Przede wszystkim krytykuje jednak wszystkie tak zwane diety cud, namawia do racjonalnego odżywiania, samodzielnego gotowania i przywiązywania wagi do jakości pożywienia. I wielka chwała jej za to :) Także za słowa o samoakceptacji i o emocjonalnym podejściu do jedzenia, o budowaniu pozytywnego myślenia na swój temat i nawiązaniu właściwej relacji z własnym ciałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak&amp;nbsp;&lt;i&gt;Smak życia&amp;nbsp;&lt;/i&gt;to nie tylko kolejna książka o odchudzaniu (chociaż takie porady też w niej znajdziecie). Oprócz&amp;nbsp;&lt;i&gt;Diety&amp;nbsp;&lt;/i&gt;obejmuje jeszcze pięć części:&amp;nbsp;&lt;i&gt;Uroda, Wewnętrzna harmonia, Joga, Natura&amp;nbsp;&lt;/i&gt;i&amp;nbsp;&lt;i&gt;Piękno.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Dla mnie najciekawszymi były rozdziały poświęcone urodzie, wewnętrznej harmonii i jodze. Rozdział o urodzie, ponieważ zawiera wiele propozycji systematycznego dbania o nią w warunkach domowych. Jak słusznie zauważa Pani Agnieszka, nie każdego stać na korzystanie z salonów SPA, nie każdy ma też czas na codzienne długotrwałe rytuały urodowe. Podkreśla jednak, jak ważne jest, by przynajmniej raz w tygodniu znaleźć czas na &lt;i&gt;solidną odnowę, odprężenie i zabiegi poświęcone urodzie. Może to być chociaż godzina. Nawet jeśli jesteś zapracowana, zaganiana, a w domu pokrzykuje gromadka dzieci, &lt;u&gt;dla dobra Twojego i Twojej rodziny&lt;/u&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt; spróbuj wygospodarować ten czas dla siebie &lt;/i&gt;(cytat z książki, podkreślenie moje). Namawia, by popracować nad sobą i wyzbyć się poczucia winy, że poświęcamy czas sobie, gdy jest tyle ważnych spraw do zrobienia. Bardzo cenna to uwaga, znam mnóstwo kobiet (z sobą samą włącznie), którym włącza się w głowie taka lampka właśnie: co Ty, zwariowałaś, godzinę na maseczki, masaże, nacierania i kąpiele? Z byka spadłaś? Przecież... (i tu następuje lista spraw domowych, zawodowych i pozostałych, wszystkie ważne i niecierpiące zwłoki).&lt;br /&gt;A przecież potrzebujemy tego, my kobiety. I nasze ciała. Bo czasem zdarza się nam je bardzo zaniedbywać na różne sposoby w imię źle pojętego poświęcania się dla innych. A to się mści, na różne sposoby. Egoizmowi mówimy wprawdzie stanowcze nie, ale trochę troski o siebie jest konieczne. Czasu dla samej siebie. I tylko dla siebie.&lt;br /&gt;Z wielką przyjemnością przeczytałam opis domowego spa. Wraz z całą listą rytuałów (co za słowo!), z spośród których można wybierać, na co akurat mamy czas, ochotę i zapotrzebowanie. Pani Maciąg pisze też o aromaterapii, o naturalnych sposobach dbania o ciało, twarz i włosy, o automasażu, o zastosowaniu ziół, olejów, a nawet o kąpieli w płatkach róż :) W rozdziale tym nie znalazłam rewolucyjnych czy nieznanych zupełnie rozwiązań, ale jest świetnym kompendium wiedzy z tej dziedziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział o wewnętrznej harmonii również okazał się ciekawy. Pani Agnieszka dzieli się doświadczeniami z trudnego okresu, gdy, jak pisze, &lt;i&gt;mój świat się rozpadał, a ja razem z nim.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Opowiada, jak próbowała poradzić sobie ze stresem, jak uczyła się prawidłowo oddychać, o przygodzie z medytacją. Tu także następuje szereg praktycznych i sprawdzonych porad na temat każdej z tych dziedzin (radzenia sobie ze stresem, ćwiczeń oddechowych i technik medytacji).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I joga. Od dłuższego czasu ten temat „chodzi za mną”. Mam pewne, niewielkie doświadczenia, raczej z jej elementami niż jogą jako taką, ale nawet te drobne wprawki pokazują mi, że to jest coś, czego powinnam spróbować. W moim otoczeniu kilka osób regularnie praktykuje różne rodzaje jogi i bardzo sobie to chwali. Informacje podane przez Panią Agnieszkę tu również okazały się przydatne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie dwie części, o kontakcie z naturą oraz o pięknie (między innymi o modzie, ubiorze, urządzaniu domu) również są pełne trafnych uwag i inspirujących pomysłów, ale powiedzmy, że akurat w tych dziedzinach nie mam już aż takiego zapotrzebowania na wiedzę ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałam tę książkę z wielką radością. Pani Agnieszka pisze prosto, rzeczowo i przystępnie. Dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem, ale nie ma w tym nieznośnej maniery kogoś, kto „wie lepiej, bo wiek i doświadczenie go do tego upoważnia” (tak mawiała pewna moja nauczycielka,&amp;nbsp;&lt;i&gt;ja wiem lepiej, bo wiek mnie do tego upoważnia). &lt;/i&gt;Nieraz odwoływałam się tutaj do książek Dominique Loreau, którą podziwiam i szanuję, lecz muszę przyznać, że po przeczytaniu &lt;i&gt;Sztuki prostoty i Sztuki umiaru &lt;/i&gt;szczerze nie lubię tej kobiety. Podziwiam, lecz nie lubię. Właśnie za to jej przekonanie o własnej nieomylności, za kategoryczny ton nieznoszący sprzeciwu. Kwestia gustu, jej sposób wypowiadania mi nie odpowiada. Natomiast Pani Maciąg pisze o wiele bardziej „po ludzku”. O swoich słabościach, o błędach, jakie popełniała, o tym, że nie od razu potrafiła wyciągać z nich właściwe wnioski. Z jej książki płynie radość życia, ciepło, miłość, poczucie &amp;nbsp;spełnienia. Daje ona obraz kobiety, która dobrze czuje się we własnej skórze, a w sercu nosi miłość do świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście odbiór tej lektury to kwestia subiektywna. Być może kto inny uzna tę książkę za nieciekawą, za wydumaną. Może będą go irytować piękne fotografie autorstwa Roberta Wolańskiego, śliczne, jednak upozowane.&lt;br /&gt;Ja jednak zachwyciłam się &lt;i&gt;Smakiem szczęścia. &lt;/i&gt;Nie dlatego, bym jeszcze potrzebowała jakichkolwiek poradników, może oprócz &lt;i&gt;Jak zorganizować konkurs fotograficzny na blogu. Podręcznik dla opornych ;-)&lt;/i&gt;... &lt;br /&gt;Dzięki lekturze książki Pani Agnieszki poznałam mały kawałek świata spełnionej i pełnej radości kobiety. Bardzo ją polubiłam i cieszę się, że chciała się podzielić swoimi przemyśleniami. Tego teraz potrzebuję, inspiracji i pogodnych książek kobiet, które dobrze czują się same ze sobą. Nie zbiorów sztywnych wytycznych napisanych przez różne Panie Nieomylne.&lt;br /&gt;Taka była też kolejna lektura, już tegoroczna, o której opowiem w kolejnym niekonkursowym wpisie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na deser jeszcze jeden cytat z Pani Agnieszki, ze wstępu do&amp;nbsp;&lt;i&gt;Smaku szczęścia:&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;Życie jest podróżą poprzez wzgórza i doliny. Każda z nas znajduje się czasem na szczycie i czuje się spełniona, a innym razem, stojąc w zacienionej dolinie, ma poczucie, że nie da rady wspiąć się na kolejne wzniesienie. Ale przezwycięża lęk i idzie dalej. Odnajduje w sobie siłę, by pokonać przeciwności i zdobyć kolejny szczyt. (...) Nie mam uniwersalnej recepty na szczęście. Każda z nas jest istotą niepowtarzalną i różne są nasze sposoby na lepsze życie. Ja pragnę podzielić się swoim, by dodać Ci wiary, radości i otuchy. Opisuję metody, które uczyniły moje życie prostszym, pełniejszym i szczęśliwszym. (...) Pragnę zainspirować Cię i wzmocnić, byś żyła odważnie i świadomie, ponieważ życie jest wielką i niepowtarzalną przygodą. Jestem pewna, że prawdziwego Mistrza każda z nas nosi w sobie. Jeśli jeszcze go nie odnalazłaś, wszystko przed Tobą. Z całą pewnością nadejdzie dzień, gdy zaufasz swojej wewnętrznej mądrości, sile oraz mocy i uwierzysz w swoje piękno. Ja w nie wierzę.&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;i&gt;Smak szczęścia, czyli o dietach, modzie, medytacji i kąpieli w płatkach róż&lt;/i&gt;, Agnieszka Maciąg, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2011.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-906331027893804183?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/906331027893804183/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/kapiel-w-patkach-roz-joga-i-wewnetrzne.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/906331027893804183'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/906331027893804183'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2012/01/kapiel-w-patkach-roz-joga-i-wewnetrzne.html' title='Kąpiel w płatkach róż, joga i wewnętrzne piękno'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-vIbiz8ovp8M/Twcf_kX6QuI/AAAAAAAAAtQ/Pg8stp9MJHo/s72-c/Smak_szczescia.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-6933166178572478119</id><published>2011-12-30T18:43:00.001+01:00</published><updated>2011-12-30T20:09:42.469+01:00</updated><title type='text'>Camino, Cava i inne plany na 2012</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-aYbZ-j66YzE/Tv3yHOplFrI/AAAAAAAAAZo/jihBPQDl5Jg/s1600/DSC_0150.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://3.bp.blogspot.com/-aYbZ-j66YzE/Tv3yHOplFrI/AAAAAAAAAZo/jihBPQDl5Jg/s320/DSC_0150.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Koniec roku - czas posumowań, remanentów, planów na kolejny rok... Podsumowania na pewno się przydają. Postanowienia też, pod jednym warunkiem: że się je realizuje.&lt;br /&gt;Każdy zna zapewne osoby, które postanawiają sobie, że po Nowym Roku: a) przejdą na dietę; b) zaczną zdrowo się odżywiać; c) będą wcześnie wstawać; d) będą regularnie ćwiczyć/biegać/chodzić na siłownię; e) rzucą palenie; f) ograniczą spożycie alkoholu; g) będą spędzać więcej czasu z rodziną i przyjaciółmi; h) znajdą lepszą pracę... itp. Niepotrzebne skreślić lub dodać stosownie do okoliczności. Ogólne założenie jest takie, że od 1 stycznia stajemy się innym, lepszym człowiekiem :) W związku z czym do Sylwestra włącznie kontynuuje się stare nawyki, nawet nadrabiając na zapas, bo przecież po Nowym Roku skończy się z tym wszystkim i wreszcie weźmie w garść. Efektem jest kac w noworoczny poranek, a potem od razu zapomina się połowę postanowień, o ile już do tego czasu nie zgubiło się ich listy ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Nie znaczy to jednak, że postanowień noworocznych nie ma sensu robić ani że nie da się ich z głową realizować.&lt;br /&gt;Trwałe zmiany najlepiej wprowadzać jest powoli i po jednej. Nie można stać się innym człowiekiem z dnia na dzień. Natomiast systematyczną codzienną i wytrwałą pracą nad sobą można zdziałać cuda, pod warunkiem, że podążamy cierpliwie małymi kroczkami do przodu.&lt;br /&gt;Jeśli ma się przygotowaną całą listę noworocznych postanowień, warto wybrać sobie na styczeń tylko jedno z nich i zabrać się za jego wdrażanie z mocnym przekonaniem, że musi się udać. Potrzeba około trzech tygodni do miesiąca, by nowy nawyk utrwalił się. Dopiero pod koniec stycznia można więc przejść powoli do kolejnego postanowienia z listy. Sukces osiągnięcia pierwszego celu daje radość i siłę do zmierzenia się z kolejnym. Widząc, że z jednym się udało, nabiera się wiary, że uda się też z drugim, trzecim. I tak po kolei...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie poddaję w wątpliwość samego sensu wyznaczania sobie celów - chodzi tylko o to, by nie zniechęcić się do samej idei wprowadzania zmian w wyniku podjęcia się zbyt wielu wyzwań na raz.&lt;br /&gt;Postanowienia noworoczne, tak, jak najbardziej, chociaż równie dobrze można podejmować je każdego innego dnia w roku. Grunt, by nie było ich za dużo jednocześnie. I by traktować je jako poważne zobowiazanie wobec samego siebie, a nie tylko koncert niemożliwych życzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast w przypadku planów na kolejny rok, warto pamiętać, że nie da się przewidzieć dokładnie wszystkich okoliczności, z jakimi będzie się mieć do czynienia w nadchodzących miesiącach. Tylko ich część zależy od woli samego planującego. Nad resztą nie zawsze da się panować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak pisałam w &lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2010/12/moje-pudeko-czekoladek.html"&gt;podsumowaniu roku 2010&lt;/a&gt;: &lt;i&gt;nie chcę robić żadnych noworocznych postanowień. Mam sporo pomysłów i planów, ale nie chcę ograniczać się postanowieniami. Nie będę z góry zakładać, co osiągnę w przyszłym roku. Przecież rok 2010 przyniósł mi o wiele więcej, niż spodziewałam się w styczniu. Wystarczy mi, że wyznaczam sobie kierunki działania, że wiem, w którą stronę chcę podążać. Nie wiem jednak, co mnie czeka, co przyniesie mi los, nie mogę więc zakładać z góry, co mi się przydarzy. Być może nastąpi w moim życiu kilka dużych zmian, ale na razie za wcześnie jeszcze, by o tym pisać.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj, gdy kolejny rok dobiega końca, wiem, że miałam rację, pisząc powyższe słowa. W najśmielszych nawet marzeniach nie przewidziałabym wszystkich szans i możliwości, które otwierały się w ciągu tego roku, a gdybym korzystała tylko z tych, które przewidziałam w styczniu, bardzo wiele ciekawych przygód mogłoby mnie ominąć. Na przykład oprowadzanie po Zamku Królewskim na Wawelu Maria Vargasa Llosy... O czym nawet nie marzyłam, czytając jego powieści jako lektury podczas studiów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten rok był czasem sporych zmian - jednej wielkiej, czyli zmiany tryby pracy z etatu na samodzielną działalność, oraz mnóstwa pobocznych, niektóre wynikały z tej pierwszej, a inne były kontynuacją wcześniejszych działań. Nie sposób ich wszystkich opisać w jednym wpisie, oto więc pierwszy punkt na liście planów blogowych na 2012 r. Zaraz po Nowym Roku zrobi się tutaj bardzo tłoczno - konkurs fotograficzny wejdzie w etap publikacji prac i ich oceny, oj, będzie się więc działo!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak gdy już uporamy się z fotografią, w kolejce czeka parę wpisów podsumowujących to, co działo się w tak zwanym międzyczasie. Będzie więc dawno zapowiada relacja z pierwszego niecałego roku mojego życia jako wolnego strzelca, będzie też nieco o digitalizacji (czyli między innymi o Kindlu oraz o tym, dlaczego smartphone nie musi być tylko gadżetem, lecz może również pomóc w uproszczeniu życia). Będzie o nowych źródłach kobiecych inspiracji (świetną książkę Aniołek przyniósł mi pod choinkę, szelma!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A plany osobiste na nowy rok? Mnóstwo :) Po pierwsze chcę pełniej korzystać z uroków życia freelancera, czyli więcej podróżować (jednak bez przesady, trzeba jeszcze na podróże zarobić). Do realizacji zaplanowałam też dwa wielkie marzenia. Mam nadzieję, że wspomniane wyżej okoliczności życiowe pozwolą na to. Jeśli nie, trudno, ale może jednak się uda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedno mogę już Wam zdradzić (o drugim napiszę więcej, gdy zacznie nabierać realnych kształtów). Od lat marzę o przejściu trasy pielgrzymkowej znanej jako &lt;a href="http://www.caminodesantiago.pl/index.php"&gt;Camino de Santiago&lt;/a&gt;. Powodów jest wiele i na pewno jeszcze o nich będę pisać. Nie należę do żadnego kościoła, chociaż uważam się za osobę głęboko wierzącą. To pragnienie nie ma jednak wiele wspólnego z celem tej wędrówki (czyli grobem św. Jakuba w Santiago de Compostela w hiszpańskiej Galicji), lecz z przekonaniem, że muszę przejść tę drogę. Poza tym z wykształcenia jestem iberystką, dawno nie podróżowałam jednak do Hiszpanii, przejście Camino będzie więc świetną okazją do odwiedzenia tego kraju i poznania jego części, której niemal na razie nie znam. Przecież to potrwa około miesiąca...&lt;br /&gt;O przygotowaniach do wyprawy, którą planuję na wrzesień, będę Wam pisać na bieżąco, tym bardziej, że niektóre z nich zacznę już wkrótce - trzeba pracować nad formą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reszta planów, podobnie jak zeszłoroczne, będzie nabierać kształtów wraz z upływem czasu. Bo, jak pisałam wcześniej, nie wszystko mogę przewidzieć, lepiej jest dostosowywać się elastycznie do okoliczności i nadarzających się sposobności. Zbyt sztywny plan mógłby w tym po prostu przeszkodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast moim podstawowym postanowieniem na przyszły rok, oprócz stałej pracy nad sobą, niech będzie cytat z blogu Haeffect: &lt;i&gt;bierz z umiarem to, co najlepsze z życia!&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Czego i Wam, moi Czytelnicy i Czytelniczki, życzę, wnosząc kieliszek z szampanem! A raczej z katalońską&amp;nbsp;&lt;i&gt;cavą,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;czyli znakomitym winem musującym, które zdaniem niektórych może śmiało konkurować z francuskimi szampanami. Również i moim zdaniem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bawcie się dobrze i do zobaczenia w Nowym Roku!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-6933166178572478119?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/6933166178572478119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/camino-cava-i-inne-plany-na-2012.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6933166178572478119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6933166178572478119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/camino-cava-i-inne-plany-na-2012.html' title='Camino, Cava i inne plany na 2012'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-aYbZ-j66YzE/Tv3yHOplFrI/AAAAAAAAAZo/jihBPQDl5Jg/s72-c/DSC_0150.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-4402876967545848470</id><published>2011-12-24T11:28:00.001+01:00</published><updated>2011-12-24T11:48:09.039+01:00</updated><title type='text'>Wszystko, czego chcę na Gwiazdkę, to...</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-2Umr6NDz5vQ/TvWp0_hwtoI/AAAAAAAAAZc/pdbDXNFEhbo/s1600/076_ZIMA+W+TATRACH.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="262" src="http://1.bp.blogspot.com/-2Umr6NDz5vQ/TvWp0_hwtoI/AAAAAAAAAZc/pdbDXNFEhbo/s320/076_ZIMA+W+TATRACH.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Zima w Tatrach&amp;nbsp;&lt;/em&gt;- mal. Józef Mularczyk&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Pamiętacie, jak przeżywaliście Święta, gdy byliście dziećmi? Ja pamiętam, że najbardziej czekałam na prezenty, które u nas w domu przynosił Aniołek. chociaż w wielkopolskiej części Rodziny nie było Aniołka, tylko Gwiazdor, czego zupełnie nie mogłam pojąć. Zawsze chciałam, żeby wigilijna wieczerza skończyła się jak najszybciej, żebyśmy z Siostrą mogły jak najszybciej zanurkować pod choinkę. A potem znowu trzeba było czekać cały rok na następną Wigilię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz, gdy już jestem dużą dziewczynką, nie czekam już na prezenty, chociaż nadal je lubię. Teraz chciałabym w nieskończoność przedłużać tę pełną miłości i radości chwilę, gdy jeszcze bardziej niż kiedykolwiek okazujemy sobie wszystkie ciepłe uczucia, które mamy dla siebie nawzajem. Wigilia, a potem dwa dni Świąt Bożego Narodzenia, to spotkania z najbliższymi, gdy mamy czas tylko dla siebie, nikt nigdzie nie biegnie, nie myśli się o codziennych sprawach, cieszymy się po prostu sobą nawzajem.&lt;br /&gt;Prezenty nadal są, zwykle bardzo przemyślane i od serca, tak dobrane, by sprawiały przyjemność obdarowanej osobie, a nie temu, kto obdarowuje. Jednak przestały być najważniejsze, jak wtedy, gdy byłam mała. Teraz najlepszym prezentem, jaki możemy sobie dać, jest czas i uwaga, którą sobie poświęcamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym roku jak zwykle do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy mój Mąż dojedzie na Wigilię (taka praca...), ale udało się. I to jest właśnie mój najpiękniejszy prezent gwiazdkowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tego Wam właśnie życzę z okazji Świąt Bożego Narodzenia: by były one pełne bliskości i ciepła. Radości z bycia razem, z tego, że macie siebie nawzajem. Niech będą czasem kolędowania, smakowania różnych pyszności, zabawy i odprężenia. Takim ładowaniem emocjonalnych akumulatorów, aby ta zgromadzona przez te parę dni energia dawała Wam siłę na cały nadchodzący rok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może podczas tych Świąt znajdziecie też chwilę na pomyślenie o marzeniach, o tym, co chcielibyście przeżyć czy zrobić w najbliższym czasie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W załączeniu na ilustracji nieco zimy, jakoś trzeba sobie radzić, skoro natura nie współpracuje :) I dziękuję Wam za to, że mnie tutaj odwiedzacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;ŻYCZĘ WAM MIŁOŚCI, RADOŚCI I ŚWIATŁA. WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-4402876967545848470?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/4402876967545848470/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/wszystko-czego-chce-na-gwiazdke-to.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4402876967545848470'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4402876967545848470'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/wszystko-czego-chce-na-gwiazdke-to.html' title='Wszystko, czego chcę na Gwiazdkę, to...'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-2Umr6NDz5vQ/TvWp0_hwtoI/AAAAAAAAAZc/pdbDXNFEhbo/s72-c/076_ZIMA+W+TATRACH.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-4088822161894975100</id><published>2011-12-20T18:37:00.002+01:00</published><updated>2011-12-20T18:42:41.296+01:00</updated><title type='text'>Prosty blog na Facebooku</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Analiza danych statystycznych odwiedzin blogu przekonała mnie do porzucenia niechęci do Facebooka. Liczby nie kłamią, serwis ten wprawdzie nie jest głównym źródłem ruchu na moim blogu, ale jednym z ważnych. Widzę, że za każdym razem, gdy ktoś podzieli się linkiem, pojawia się sporo nowych wejść. Więc wprawdzie niedawno bardzo boczyłam się na &lt;i&gt;fejsa&amp;nbsp;&lt;/i&gt;i narzekałam, że nie rozumiem tego fenomenu, jednak nie ma co się obrażać, trzeba polubić.&lt;br /&gt;Od dzisiaj Prosty blog ma swoją stronę na Facebooku. Będę na niej informować o publikacji nowych wpisów, a czasem zamieszczać też inne użyteczne informacje o tym, co na blogu piszczy.&lt;br /&gt;Wielu Czytelnikom blogu do niczego się ona nie przyda, bo sporo z Was deklarowało podobną niechęć do tego serwisu jak moja. Jednak pojawiały się też w komentarzach głosy osób, które pisały, że traktuje FB jako narzędzie komunikacji. I tym osobom fejsbukowy profil blogu może do czegoś posłużyć.&lt;br /&gt;Doszłam do wniosku, że nie należy lekceważyć tego narzędzia, skoro stało się ono tak popularne.&lt;br /&gt;Na samym początku pisania blogu mawiałam, że ucieszę się, jeśli ktokolwiek będzie go czytał. Teraz czytuje go o wiele więcej niż jedna osoba (czyli autorka). Dzięki Facebookowi może trafi tu jeszcze kilka osób, nowych i ciekawych partnerów do rozmowy? Przekonałam się, że cały urok blogowania polega na interakcji z Czytelnikami. A gdy jest tych Czytelników więcej, wtedy jest ciekawiej.&lt;br /&gt;Pisanie ma sens (przynajmniej dla mnie), gdy jest wymianą myśli, a nie monologiem. Cieszę się, że blog spotyka się z pozytywnym przyjęciem, a grono sympatyków rośnie, czemu więc by go nadal nie powiększać?&lt;br /&gt;Fejsbukowców zapraszam więc do klikania gdzie im ochota przyjdzie, a wszystkich, stałych i przygodnych, Czytelników serdecznie pozdrawiam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łącze do strony &lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Prosty-blog/339919912688288"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, a z prawej strony macie też wtyczkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-4088822161894975100?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/4088822161894975100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/prosty-blog-na-facebooku.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4088822161894975100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4088822161894975100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/prosty-blog-na-facebooku.html' title='Prosty blog na Facebooku'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-237720531509720106</id><published>2011-12-18T16:40:00.001+01:00</published><updated>2011-12-18T16:42:47.039+01:00</updated><title type='text'>Lepsza wersja mnie</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VfmN_GzHMOQ/Tu4Hh8B9oCI/AAAAAAAAAY4/VuemEPdm84I/s1600/DSC_0209.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://2.bp.blogspot.com/-VfmN_GzHMOQ/Tu4Hh8B9oCI/AAAAAAAAAY4/VuemEPdm84I/s320/DSC_0209.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Od czasu do czasu zdarza mi się analizować blogowe statystyki, żeby dowiedzieć się, jakimi drogami ludzie trafiają do mnie, sprawdzam tzw. źródła ruchu sieciowego czyli miejsca w sieci, gdzie zamieszczono łącza do mojej strony, lubię też sprawdzać najczęściej powtarzające się frazy z wyszukiwarek. &lt;br /&gt;Zaglądam więc na fora, gdzie ktoś wkleił łącze do Prostego blogu. Nie włączam się w dyskusje, bo fora internetowe mnie męczą, a poza tym sam fakt, że ktoś odwołuje się do moich wpisów, nie oznacza jeszcze, że mam się wtrącać do rozmowy. Lektura ta jednak jest bardzo interesująca - pokazuje, jak ludzie postrzegają minimalizm. Czasem krytyczne głosy dają do myślenia, wprawdzie nikt nie lubi być krytykowany, ale przyznaję, że wyjście spoza kręgu stałych Czytelników blogu i zetknięcie się z wypowiedziami osób, które mówiąc delikatnie, nie mają zbyt pochlebnej opinii o minimalistach, zmusza do przyjrzenia się sobie i temu, co tutaj piszę, a także do zadania sobie pytania, czy faktycznie mój rzekomy minimalizm nie jest &lt;i&gt;pozą zamożnych i znudzonych&lt;/i&gt;, jak to podsumowano na pewnym forum, albo dorabianiem ideologii do czegoś, co wymyślono już wieki całe temu, a teraz podlano tylko &lt;i&gt;sosem pseudo-uduchowienia i pitoleniem o Sensie Życia, Wielkim Spokoju i Ogólnej Szczęśliwości, którą na pewno osiągniemy jeśli tylko [kupimy bambusową szczoteczkę do zębów]. Niby podstawy godne pochwały, ale jednak to po prostu moda interenetowa, która za chwilę pewnie się skończy. Powiedzieć, że jest się oszczędnym - fuj! ("skąpiec", "centuś"), powiedzieć, że jest się minimalistą - łał i superkul,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;jak napisał ktoś na innym forum.&lt;br /&gt;Krytyka jest bardzo potrzebna. Takie wypowiedzi, jak zacytowane powyżej, są reakcją na modę na minimalizm, bo nie da się ukryć, że z taką modą mamy obecnie do czynienia. Dla mnie są impulsem do głębokiego zastanowienia, czy faktycznie nie przyjmuję tylko pewnej pozy, czy nie przyklejam modnej etykietki do zachowań, które same w sobie nie są niczym szczególnym. Może po prostu tylko się lansuję?&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rob, Autor blogu &lt;i&gt;Barwy inspiracji,&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;który, zgodnie z nazwą, jest zresztą niezwykle inspirujący, pisze tak:&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;Prostota i minimalizm swoimi korzeniami sięgają filozofii taoizmu i zen… a nie na przykład USA, czy książki lub bloga takiego lub innego minimalisty. Dlatego w pewnym momencie przestał mnie interesować tak zwany zachodni pseudominimalizm, a zamiast tego wróciłem do lektury Lao Tse, poczytuję o zen, historii Japonii, szczególnie życiu jej mieszkańców, interesuje mnie estetyka, przestrzeń, dyscyplina, etyka, piękno… i przekładam to na język swojego własnego świata. Umiejętność twórczego wykorzystania pustki w aranżacji przestrzeni własnego świata czy życia jest kluczem do wszystkiego.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Zastanawiam się, czy mój minimalizm nie jest tym pseudominimalizmem, o którym pisze Rob, czy nie jest właśnie podlewaniem sosem pseudozen opowieści o sprzątaniu w szafie.&lt;br /&gt;Nie da się ukryć, że to wpisy o szafie, ciuchach i książkach Dominique Loreau cieszą się największą popularnością - tego też dowiedziałam się z analizy danych statystycznych blogu. Dla bardzo wielu osób cała „przygoda z minimalizmem” zaczyna się i kończy na generalnych porządkach, przejrzeniu zawartości szafy czy też oddaniu kilku pudeł książek do jakiejś szkolnej biblioteki, sprzedaniu niepotrzebnych gratów przez internet, wyrzuceniu przeterminowanych kosmetyków. Jak to ujął ktoś w wypowiedzi na jednym z wyżej wspomnianych forów, minimalizm jest bardzo kuszący, zwłaszcza podczas przeprowadzki, gdy człowiek miałby ochotę wyrzucić połowę posiadanych rzeczy. Niekoniecznie musi być równie pociągający po przeprowadzce, gdy mamy do dyspozycji większe mieszkanie lub dom i dużo miejsca na wszystko, co przyjdzie nam do głowy.&lt;br /&gt;Zapewne moja historia też by się podobnie skończyła, gdybym poprzestała tylko na porządkowaniu otaczającej przestrzeni. Dowiedziałam się o minimalizmie z blogu Lea Babauty i z książek. Początkowo ograniczałam się tylko do pozbywania się niepotrzebnych rzeczy, ubrań, książek i kosmetyków. I o tym głównie pisałam na blogu: jak usuwam kolejne porcje zbędnych przedmiotów. Przez cały ten czas istniało ryzyko, że przy pierwszej lepszej okazji wrócę do dawnych przyzwyczajeń. Tak jednak się nie stało, po części dzięki interakcji z Czytelnikami blogu, z innymi bloggerami, a także dzięki szukaniu odpowiedzi na wiele pytań, które zaczęły pojawiać się w mojej głowie w miarę porządkowania naszego małego dwupokojowego światka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz kolejny odwołam się do innego polskiego blogu o minimalizmie, &lt;a href="http://haeffect.blogspot.com/2011/04/zoto-co-nie-zawsze-swieci.html"&gt;Efekt Halo&lt;/a&gt;:&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;Wszystkie ruchy typu New Age, pod który można także podpiąć modę na minimalizm, charakteryzują się spłyceniem tematu, skupieniem na jego pozytywach, na koniec adaptując daną formę do nowych warunków, np. jednego z krajów Unii Europejskiej, Polski. Wszystko gra, ludzie sprzątają swoje domy, uczą się planowania. Życie staje się łatwiejsze, więc idąc za ciosem zagłębiają się w temat, ale że im dalej w las, tym więcej drzew, droga robi się trudniejsza. Nie każdy chce utrudnień, szuka więc szybkich radości, jak ta po wyrzuceniu gratów z piwnicy. Nie idzie w ten gąszcz do serca lasu, ale trzyma się obrzeży (...)&lt;br /&gt;Przypomnijmy sobie – ten ktoś nadal idzie obrzeżem lasu. Czy idąc tą drogą kiedykolwiek dojdzie do środka? Idąc obrzeżem cały czas trzeba przedzierać się przez krzaki (tak czy siak), droga robi się monotonna, traci sens i pojawia się uczucie paniki, tam można utknąć na zawsze. Jeśli ktoś odciął się od swojego dawnego życia grubą kreską nie przemyślawszy tego, z pewnością pozna smak lęku „co dalej”.&lt;br /&gt;Z drugiej strony przemyślany wybór drogi prowadzącej do środka lasu determinuje trwałe zmiany w psychice i w sposobie widzenia świata. Nie trzeba się tego bać, bo życie nie jest po to by stać w miejscu i stale trzeba dokonywać wyborów. Trzeba to wszystko po prostu dokładnie przemyśleć.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Jestem dość prostą dziewczyną, czasem potrzebuję, by ktoś wskazał mi kierunek. Gdyby ktoś nie pokazał mi palcem (Leo Babauta, za pomocą wpisów z jego blogów), nie umiałabym sama dostrzec bezsensowności swoich niegdysiejszych zachowań (kompulsywne zakupy, gromadzenie przedmiotów). Podobnie gdyby nie lektura rozmaitych wypowiedzi dr Gérarda Apfeldorfera i Jeana-Philippe'a Zermattiego nie zauważyłabym bezsensowności stosowania diet i nie zrozumiałabym przyczyn braku umiaru w jedzeniu oraz bulimii, z którą długo się zmagałam.&lt;br /&gt;Jestem prosta, na szczęście nie bezmyślna. Gdy ktoś już wskaże mi drogę, jestem w stanie zajść dość daleko, już o własnych siłach. Byłabym przykładem chodzącej głupoty, gdybym nie zaczęła zadawać sobie pytań o genezę wspomnianych wyżej zachowań oraz o ich wzajemne powiązania. Pozbywając się kolejnych pokładów nagromadzonych przedmiotów, musiałam nie tylko zrozumieć, dlaczego znalazły się w moim życiu, ale też odpowiedzieć sobie, dlaczego nie chcę wracać do dawnych błędów.&lt;br /&gt;Cytowana powyżej Haeffect, Autorka blogu Efekt Halo, pisze w swoim profilu, że minimalizm to dla Niej&amp;nbsp; przede wszystkim &lt;b&gt;praca nad charakterem&lt;/b&gt; (nawiasem mówiąc, Haeffect zawiesiła działalność pisarską, ale to co napisała, jest naprawdę warte przeczytania!). Efektami &lt;b&gt;&lt;u&gt;ubocznymi&lt;/u&gt;&lt;/b&gt; tej pracy są poprawa jakości i estetyki życia.&lt;br /&gt;Łatwo tego nie dostrzec, gdy skupimy się jedynie na powierzchownych aspektach minimalizmu: na liczeniu rzeczy, na porządkowaniu, na upraszczaniu. Takie zresztą jest stereotypowe wyobrażenie minimalisty: człowiek, który liczy swoje skarpetki.&lt;br /&gt;Od liczenia skarpetek można zacząć, ale i tak prędzej czy później będziemy musieli sobie zadać pytanie, dlaczego mamy ich 50 par?&lt;br /&gt;Ale tych pytań do postawienia może być o wiele więcej. Dla mnie ten proces wciąż trwa, choć przeszłam już daleką drogę. Po drodze musiałam zrozumieć, dlaczego gromadziłam niepotrzebne rzeczy, przed czym chciałam się zabezpieczyć. Na jakie czynniki zewnętrzne reagowałam kompulsywnymi zakupami, objadaniem się czy innymi nałogami. Jaką pustą przestrzeń &amp;nbsp;w mojej głowie/sercu/duszy próbowałam zapełnić przedmiotami, jedzeniem i innymi elementami.&lt;br /&gt;To bolesny proces, przyznaję. Przez całe lata uciekałam przed swoimi demonami, zasłaniałam się przed nimi na różne sposoby. Bałam się ich straszliwie, wolałam więc znieczulać się na różne, fizyczne i psychiczne, sposoby, by nie musieć spojrzeć im w straszliwe gęby. Tymczasem trzeba w końcu było stanąć przed nimi i stoczyć ostateczną walkę. Wylazły z opróżnionej z ciuchów szafy, że tak powiem, skoro już jesteśmy przy tej metaforze. I co?&lt;br /&gt;Demony w świetle dziennym okazały się być dość paskudne. Przez lata spasły się, dorobiły obrzydliwych podwójnych podbródków i pękatych brzuchów. Nie poddały się bez walki. Sporo było szarpania się, łez, bólu. W miarę przekopywania się przez zwały zbędnych przedmiotów musiałam rozliczyć się ze wspomnieniami i przeszłością. Zamknąć różne niezamknięte sprawy, dopisać zakończenie kilku ważnych rozdziałów swojego życia. Trzeba było rozliczyć się ze tych wszystkich kwestii, o których wolałabym nigdy nie pamiętać. Wymazać je, zamalować czarną farbą, schować do kufra i wyrzucić klucz.&lt;br /&gt;Koniec końców okazało się jednak, że demony udało się oswoić. Mogą być źródłem mojej siły, gdy nie już się ich nie boję. Lepiej mieć je na swoich usługach niż przed nimi uciekać. Co chcę przez to powiedzieć? Zmierzenie się z przeszłością było bolesną próbą, ale dało mi zrozumienie mojej natury, charakteru i przyczyn błędów, które popełniałam. Błędów już nie cofnę, ale nie muszę ich powtarzać.&lt;br /&gt;Z pustką też trzeba się oswoić, by potem ją &lt;i&gt;twórczo wykorzystać,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;jak napisał Rob.&lt;br /&gt;Gdy znalazłam już odpowiedzi na powyżej przytoczone pytania, zaczęły pojawiać się kolejne. Co mogę zrobić, &amp;nbsp;by być lepszym człowiekiem? Co mogę w sobie jeszcze zmienić? Czy wszystkie wady są wadami, czy można przekuć je w zalety? W jaki sposób mogę pomagać innym, sprawiać, by ich życie było lepsze? Czy dostatecznie wykorzystuję swoje możliwości i zdolności? Czy właściwie i wydajnie zagospodarowuję czas, który dano mi na Ziemi? Czy mogę lepiej/bardziej/mocniej korzystać z życia? Co dalej?&lt;br /&gt;Stałam się lepszą wersją siebie. Nie znaczy to, że ideałem. Do zrobienia jeszcze sporo. I każdego dnia pracuję nad tym, by było jeszcze lepiej. Nie jestem &lt;a href="http://www.gdzietylkochce.com/czy-jestes-rozwojowym-cpunem/"&gt;rozwojowym ćpunem&lt;/a&gt; (takiego określenia użył Michał Maj, ale pisała o tym też &lt;a href="http://minimalistkaa.blogspot.com/2011/07/rozwojowy-cpun.html"&gt;Wasp&lt;/a&gt;). Od teorii wolę praktykę. Gdy chcę w sobie coś zmienić, zabieram się do tego od razu, nie zawsze się udaje, ale dzięki temu, że się nie udaje, też można dowiedzieć się czegoś o sobie.&lt;br /&gt;Czy mój minimalizm to tylko poza i lans? Być może, to bez znaczenia...&lt;br /&gt;Dla mnie nie jest już tylko sprzątaniem w szafie, jest sposobem na lepsze i pełniejsze bycie. Ciągłą, nieraz ciężką pracą nas sobą. Pokonywaniem swoich słabości, dobrowolnym narzucaniem sobie dyscypliny. Czasem sama się przed tą dyscypliną buntuję, budzi się we mnie rozkapryszony dzieciak. Domaga się nowych i kolorowych zabawek, chce tylko bawić się i leniuchować. Minimalizm jest sposobem na pokierowanie tym dzieciakiem. Mądry rodzic nie pozwala dziecku na spełnienie wszystkich jego zachcianek, pomimo tego, że kocha swoje dziecko ponad wszystko. A właściwie należałoby powiedzieć, że nie pozwala mu na wchodzenie sobie na głowę właśnie z tej wielkiej do niego miłości.&lt;br /&gt;Cóż, narzucanie sobie dyscypliny, praca nad charakterem, pokonywanie słabości - to nie są hasła medialne. Dlatego o wiele częściej słyszy się o minimalizmie w kontekście liczenia przedmiotów niż pracy nad sobą.&lt;br /&gt;Zawsze, gdy budzą się we mnie wątpliwości co do sensu pisania tego blogu, mówię sobie, że może inni też potrzebują lekkiego popchnięcia w odpowiednim kierunku, jak ja kiedyś. I może oni też zaczną od szafy, a potem pójdą tam, gdzie będzie im się podobało. Wejdą głębiej w las albo pozostaną na jego obrzeżu.&lt;br /&gt;Rob i Haeffect to ludzie bardzo oczytani, kreatywni i inteligentni - sami doszli do pewnych wniosków, nie potrzebowali pokazywania palcem, jak ja (przykład: jako nastolatka bardzo interesowałam się kulturą Japonii, nie doprowadziło to jednak do żadnych mądrych spostrzeżeń). Niektórzy sami znajdują drogę, bez drogowskazów. Inni kręcą się w kółko, krążąc po własnych śladach.&lt;br /&gt;Nie chcę nikomu mówić, jak ma żyć. Nic mnie do tego nie upoważnia. Jedyne, co chcę robić, to opowiadać różne historie, czasem z własnego życia, czasem wzięte od innych albo z głowy. A Czytelnicy zrobią z tymi historiami to, na co im przyjdzie ochota...&lt;br /&gt;A lans? Dobry lans nie jest zły ;-)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-237720531509720106?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/237720531509720106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/lepsza-wersja-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/237720531509720106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/237720531509720106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/lepsza-wersja-mnie.html' title='Lepsza wersja mnie'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-VfmN_GzHMOQ/Tu4Hh8B9oCI/AAAAAAAAAY4/VuemEPdm84I/s72-c/DSC_0209.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-8969628671647473547</id><published>2011-12-13T12:46:00.000+01:00</published><updated>2011-12-13T12:46:18.662+01:00</updated><title type='text'>Konkurs - aktualizacja</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;We wpisie o konkursie fotograficznym dodałam informacje, o których zapomniałam wcześniej: o ilości zgłaszanych prac i potrzebnych do publikacji danych Autora zdjęcia. Cieszę się, że pomysł na konkurs się Wam podoba!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-8969628671647473547?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/8969628671647473547/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/konkurs-aktualizacja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8969628671647473547'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8969628671647473547'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/konkurs-aktualizacja.html' title='Konkurs - aktualizacja'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-8511681544278361721</id><published>2011-12-12T14:02:00.003+01:00</published><updated>2011-12-13T12:44:35.329+01:00</updated><title type='text'>Konkurs fotograficzny</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Właściwie nie miałam w planach kolejnego konkursu w najbliższym czasie. Od ogłoszenia wyników rywalizacji kulinarnej minęło raptem dwa tygodnie. Jednak napisał do mnie jeden ze zwycięzców zeszłorocznego konkursu na opowieść wigilijną, Bartosz, namawiając mnie do ogłoszenia kolejnej blogowej zabawy. Jak twierdzi, chciałby sprawić innym taką radość, jaką jemu przyniosła wygrana i udział w konkursie. I ufundował nagrodę, za co od razu serdecznie mu dziękuję :) Zastanawialiśmy się, co Wam zaproponować, aby konkurs był atrakcyjny i zabawny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro było coś dla tych, którzy piszą i dla tych, którzy gotują, tym razem coś dla tych, którym najłatwiej przemawiać do innych za pomocą obrazu. Konkurs fotograficzny. Na fotografię, która będzie ilustracją dla tematyki życia w prostocie. Staram się ostatnio unikać słowa minimalizm, ale akurat tu się może przydać. Zdjęcie ilustrujące dowolny aspekt minimalizmu lub dążenia do niego. Zwykle w kontekście minimalizmu pojawiają się na ilustracjach jakieś ascetyczne nowoczesne meble albo szare czy czarne kamyki w stylu pseudozen, liczę więc na Wasze niesztampowe pomysły i niewyświechtane skojarzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Nie chcę zbytnio ograniczać Waszej inwencji. Zdjęcie może być rodzajem komentarza do tematów poruszanych na moim blogu, ale może być ogólnie związane z tematyką prostoty i minimalizmu, umiaru, pozbywania się nadmiaru rzeczy czy też porządkowania życia i otaczającej przestrzeni. Może opowiadać jakąś osobistą historię, np. &lt;i&gt;jak posprzątałam w szafie&lt;/i&gt;, ale może też przedstawiać jakąś scenę, krajobraz, sytuację, która Waszym zdaniem jest warta pokazania czy opowiedzenia. Może nawet przedstawiać jakieś urządzone minimalistycznie wnętrze. Element przyrody. Ile osób, tyle pomysłów. Rozwińcie skrzydła i nie sugerujcie się zbytnio powyższymi propozycjami. Hasła przewodnie to prostota i minimalizm. Reszta należy do Was.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Troszkę było też kłopotu z wymyśleniem nagrody. Nie chciałam po raz kolejny proponować książek, trudno zaś oczekiwać, że ktoś będzie chciał poświęcać swój czas i wysiłek dla samej satysfakcji, w szanującym się konkursie nagroda być powinna. Ciężko wymyślić coś niematerialnego, co byłoby atrakcyjne. A jeśli nagroda materialna, niech nie będzie to kolejny zbędny przedmiot w domu. Postanowiliśmy więc, że nagrodą będzie kalendarz ilustrowany najlepszymi pracami. Otrzymają go Autorzy trzech najlepszych zdjęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna osoba może zgłosić od jednego do trzech zdjęć, proszę zaznaczyć, czy mają być traktowane jako pojedyncze prace czy też jako całość (cykl).&lt;br /&gt;Zdjęcia proszę nadsyłać na mój adres mailowy ajka.minimalistka@gmail.com do 1 stycznia 2012 r. W mailu zwrotnym ode mnie otrzymacie moje zobowiązanie, że nie będę wykorzystywać nadesłanych prac w celach innych niż publikacja na Prostym blogu, z oznakowaniem znakiem wodnym (watermark), oraz przygotowanie kalendarza, który będzie nagrodą w konkursie. Chodzi o to, byście mieli pewność, że nie będę wykorzystywać tych zdjęć w celach komercyjnych. Autor może oznakować zgłaszane zdjęcie własnym znakiem wodnym, w przeciwnym wypadku oznakuję je sama wyrażeniem „Prosty blog”. Można dodać krótki komentarz, kontekst, cytat, fragment wiersza, ale nie jest to konieczne. Dobry obraz przemawia sam za siebie, nie wymaga objaśnień.&lt;br /&gt;Jeśli Autor zdjęcia prowadzi blog czy autorską stronę, proszę podać adres odnośnika, z chęcią zamieszczę go przy publikacji prac na blogu. Oraz dane Autora (imię i nazwisko lub pseudonim), pod jakimi zdjęcie ma być opublikowane.&lt;br /&gt;Prace konkursowe zostaną opublikowane jednocześnie w pierwszych dniach stycznia i to Czytelnicy wybiorą najlepsze ich zdaniem zdjęcia, głosowanie będzie miało formę prostej ankiety do klikania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warunek konieczny: osoba nadsyłająca musi być właścicielem praw autorskich do zdjęcia, nie ma mowy o nadsyłaniu cudzych czy też skopiowanych z internetu prac. Jak napisałam wyżej, ja wykorzystam zdjęcia tylko w dwóch wspomnianych celach, na potrzeby organizacji konkursu. Wierzę, że nikt nie nadeśle zdjęcia, którego nie jest autorem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli nadesłanych zdjęć będzie więcej niż dwanaście, w kalendarzu znajdzie się dwanaście najlepszych. Jeśli prac będzie mniej, uzupełnię je fotografiami z prywatnych zasobów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co Wy na to, jak podoba się Wam taki pomysł na zamknięcie roku?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-8511681544278361721?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/8511681544278361721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/konkurs-fotograficzny.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8511681544278361721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8511681544278361721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/konkurs-fotograficzny.html' title='Konkurs fotograficzny'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-4530157872714417488</id><published>2011-12-12T13:09:00.002+01:00</published><updated>2011-12-12T13:15:20.348+01:00</updated><title type='text'>Prosta historia z morałem</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Dzisiaj znowu sięgam do literatury, chciałam podzielić się z Wami pewną sympatyczną opowiastką. Myślę, że warto pochylić się nad nią teraz właśnie, w okresie przedświątecznego szaleństwa, gdy tak wiele osób skupia wszystkie swoje myśli wokół przedmiotów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;To nie bajka. To zdarzyło się naprawdę. Zdarzyło się ciotce mojej matki. &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Była raz pewna pani, co bardzo kochała rzeczy, które posiadała. Nie miała dzieci, żeby ją bawiły lub gniewały, nie potrzebowała pracować ani gotować jedzenia, nie dbała o to, co ludzie o niej myślą, i nie była z natury bojaźliwa.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Straciła natomiast chęć do zabawy. Innymi słowy, było jej dość nudno.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ale kochała swoje piękne rzeczy, które zbierała przez całe życie, czyściła je i porządkowała, tak, że stawały się coraz to piękniejsze i piękniejsze i aż trudno było oczom uwierzyć, kiedy weszło się do jej domu.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Pewnej nocy zdarzyło się, że ta ciotka mojej matki, jedząc kotlet w ciemnej spiżarni, połknęła dużą kość. Potem czuła się dziwnie przez szereg dni, a gdy nie było poprawy, poszła do lekarza. Opukał ją, osłuchał, potrząsał nią i prześwietlał, aż w końcu powiedział, że ta kość od kotleta stanęła w poprzek. Była to bardzo złośliwa kość, która nie dawała się wyciągnąć. Innymi słowy, obawiał się najgorszego. (...)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ale ciotka mojej matki nie była z natury bojaźliwa, zapytała więc, ile czasu jej pozostało, a potem poszła do domu i rozmyślała. Kilka tygodni to przecież niewiele.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Przypomniało się jej nagle, że kiedy była młoda, miała zamiar zbadać rzekę Amazonkę, nauczyć się nurkowania w morzu i wybudować duży, wesoły dom dla samotnych dzieci, odbyć podróż do góry ziejącej ogniem i urządzić olbrzymie przyjęcie dla wszystkich swoich przyjaciół. Ale na to wszystko było już teraz naturalnie za późno. Przyjaciół zaś nie miała wcale, gdyż przez całe życie zbierała tylko piękne rzeczy, a to zabiera moc czasu.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Im dłużej zastanawiała się, w tym większą wpadała melancholię. Chodziła po swoich pokojach, szukając pociechy we wszystkich pięknych przedmiotach, jakie tam były, ale nie potrafiły jej pocieszyć. Odwrotnie - myślała tylko o tym, że zostawi to wszystko na ziemi, kiedy pójdzie do nieba. I - rzecz dziwna - myśl, że trzeba będzie zbierać wszystko od początku tam na górze, nie pociągała jej wcale.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Pewnej nocy ciotka mojej matki, leżąc i patrząc w sufit, martwiła się i martwiła. Wokół niej stało mnóstwo pięknych mebli, a na nich moc pięknych drobiazgów. Wszędzie pełno było najrozmaitszych przedmiotów - na podłodze, na ścianach, na suficie, w szafach, w szufladach - i nagle ciotce zrobiło się duszno od tych wszystkich przedmiotów, które nie potrafiły dać jej najmniejszej pociechy. I wtedy wpadła na pewien pomysł. Pomysł był tak wesoły, że ciotka mojej matki zaczęła się śmiać. Ożywiła się natychmiast i wstała, żeby się zastanowić.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wpadła mianowicie na pomysł, żeby rozdać te przedmioty i w ten sposób mieć wokół siebie więcej powietrza, co jest konieczne, kiedy ma się dużą kość leżącą w poprzek żołądka i kiedy chce się poza tym w spokoju rozmyślać o Amazonce.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Było jej okropnie przyjemnie, kiedy siedziała, zastanawiając się, co komu dać. Miała dużą rodzinę i znała mnóstwo ludzi, rozumiesz, więc wszystko to było możliwe, chociaż nie miała przyjaciół. No, więc myślała o wszystkich po kolei i zastanawiała się, kto z czego najbardziej by się ucieszył. Była to przyjemna zabawa.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zresztą, nie była wcale głupia ta ciotka mojej matki. (...) Obmyśliła wszystko tak mądrze, że każdy dostał właśnie to, co mu odpowiadało i o czym zawsze marzył.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ciotka mojej matki miała poza tym zmysł niespodzianki. Wszystko to wysłała w paczkach, a ci, którzy je otrzymali, nie mieli pojęcia, od kogo pochodzi prezent (nigdy przecież nie byli u niej w domu, gdyż bała się, żeby jej czegoś nie stłukli).&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Cieszyła się, wyobrażając sobie ich zdziwienie, ich rozmyślania i domysły, i czuła się w pewnym sensie dumna, mniej więcej jak ta wróżka, która spełnia życzenia wszystkich, a potem znika. (...)&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jednocześnie zdarzyło się coś innego. Ciotka mojej matki nagle zaczęła sypiać w nocy, a we dnie marzyła o Amazonce i czytała książki o nurkowaniu w morzu, i rysowała obrazki dla tego domu dla dzieci, których nikt nie chciał. To ją bawiło i dlatego zrobiła się milsza, niż była dawniej, i zaczynano ją lubić. &lt;/i&gt;„&lt;i&gt;Muszę uważać - myślała sobie. Ani się obejrzę, jak będę miała przyjaciół, a nie zdążę przecież urządzić dla nich tego wielkiego przyjęcia, o którym marzyłam w młodości...&lt;/i&gt;”&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;W jej pokoju było coraz więcej i więcej powietrza. Paczka wyjeżdżała za paczką, a im mniej rzeczy posiadała, tym większe miała poczucie lekkości. W końcu chodziła po swoich pustych pokojach, czując się niby balon, wesoły balon, gotowy do odlotu... (...)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;W końcu więc wszystkie pokoje były puste i ciotce mojej matki pozostało tylko łóżko.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Było to duże łóżko z baldachimem i gdy nowi jej przyjaciele przychodzi, żeby ją odwiedzić, mieścili się na nim wszyscy, ci zaś, którzy byli mniejsi, siadali na baldachimie.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Było im razem okropnie przyjemnie, a jedyną rzeczą, która martwiła ciotkę mojej matki, było to, że może nie zdąży wydać dla nich tego wspaniałego przyjęcia.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wieczorami opowiadali sobie straszne albo wesołe historie i pewnego wieczoru (...) ciotka mojej matki śmiała się tak okropnie z tych wesołych historii, że kość wyleciała jej z żołądka i że zupełnie wyzdrowiała! (...)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zrobiła z tego wszystkiego wesołą historię. A potem urządziła przyjęcie. I wybudowała dom dla samotnych dzieci. Była oczywiście za stara na nurkowanie w morzu, ale zobaczyła górę ziejącą ogniem. Potem udała się w podróż nad Amazonkę. To ostatnie, cośmy o niej słyszeli.&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- To przecież kosztuje moc pieniędzy - powiedział Sniff praktycznie i nieufnie. - A ona przecież wszystko oddała. (...)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Oddała? Gdybyś słuchał jak należy, zauważyłbyś, że zostało jej łóżko z baldachimem, a było ono drogi Sniffie, z czystego złota i zapchane wprost diamentami i rubinami.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj celowo nie podaję źródła, ale wiem, że niektórzy z Was w lot rozpoznają tę historię. A jeśli się nie uda, napiszę, skąd ją zapożyczyłam, w jednym z kolejnych wpisów!&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-4530157872714417488?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/4530157872714417488/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/prosta-historia-z-moraem.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4530157872714417488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4530157872714417488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/prosta-historia-z-moraem.html' title='Prosta historia z morałem'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-3069727630961222674</id><published>2011-12-08T12:12:00.000+01:00</published><updated>2011-12-08T12:12:37.694+01:00</updated><title type='text'>Mała prywata - wystawa w Nowym Sączu przedłużona!</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VBScDlSepXs/TuCa5heZbTI/AAAAAAAAAYw/iF4a71pklXQ/s1600/049_OKI%25C5%259A%25C4%2586+W+TATRACH.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-VBScDlSepXs/TuCa5heZbTI/AAAAAAAAAYw/iF4a71pklXQ/s400/049_OKI%25C5%259A%25C4%2586+W+TATRACH.jpg" width="338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Okiść w Tatrach,&amp;nbsp;&lt;/em&gt;mal. Józef Mularczyk&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Od czasu do czasu informuję Was o wystawach malarstwa mojego Dziadka, Józefa Mularczyka, na których eksponowane są także prace mojej Siostry Urszuli. O ostatniej, zorganizowanej w Nowym Sączu, nie pisałam, ale okazało się, że cieszy się znacznym zainteresowaniem zwiedzających i organizatorzy postanowili ją przedłużyć do 19 grudnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam więc mieszkańców Nowego Sącza i okolic do odwiedzenia Galerii Civitas Christiana, ul. ks. kardynała Wyszyńskiego 3, Nowy Sącz. Wystawa czynna od poniedziałku do piątku w godz. 9-15:00. Prezentowane są obrazy o tematyce tatrzańskiej, wystawa jest trzecią z cyklu pt.&amp;nbsp;&lt;em&gt;Pilnujcie mi tych szlaków&amp;nbsp;&lt;/em&gt;(poprzednie dwie odbyły się w Bochni i Krakowie).&lt;br /&gt;Sama Galeria w Nowym Sączu jest bardzo interesującym miejscem, bo oprócz wystaw czasowych można tam też oglądać (i nabywać) dzieła lokalnych i bardzo zdolnych Artystów. Polecam wszystkim miłośnikom sztuki!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-3069727630961222674?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/3069727630961222674/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/maa-prywata-wystawa-w-nowym-saczu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3069727630961222674'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3069727630961222674'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/maa-prywata-wystawa-w-nowym-saczu.html' title='Mała prywata - wystawa w Nowym Sączu przedłużona!'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-VBScDlSepXs/TuCa5heZbTI/AAAAAAAAAYw/iF4a71pklXQ/s72-c/049_OKI%25C5%259A%25C4%2586+W+TATRACH.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-3611876767195908013</id><published>2011-12-07T19:18:00.001+01:00</published><updated>2011-12-07T19:21:08.825+01:00</updated><title type='text'>Minimalizm jako sposób na kryzys</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5Is7YGBQZ3c/Tt-d_JGahkI/AAAAAAAAAYo/ik1JWMgmgXg/s1600/DSC_0006.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="267" src="http://2.bp.blogspot.com/-5Is7YGBQZ3c/Tt-d_JGahkI/AAAAAAAAAYo/ik1JWMgmgXg/s400/DSC_0006.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Po lekturze niektórych z najnowszych komentarzy pomyślałam, że jednak dobrze będzie odnieść się do artykułu, który ukazał się na temat minimalizmu w nr 49&amp;nbsp;&lt;i&gt;Przekroju&amp;nbsp;&lt;/i&gt;z 5 grudnia. Widzę w statystykach blogu, że sporo osób trafia tu, idąc śladem tego tekstu. Może warto napisać nieco więcej o minimalizmie w kontekście kryzysu i zastanowić się, czy faktycznie można uznać, że takie podejście do życia może być sposobem na przetrwanie ciężkich czasów.&lt;br /&gt;Stali Czytelnicy dobrze mnie znają, wiedzą o mnie sporo, ale przypadkowa osoba, która tu teraz zajrzy, zobaczy wyniki konkursu kulinarnego, moje fejsbukowe marudzenie i notkę o Muminkach. I pomyśli sobie: o co całe to halo? Jakaś rozkapryszona i rozpieszczona pannica wymądrza się, jakby zjadła wszystkie rozumy, a tam, w rzeczywistym, nie wirtualnym świecie, ludzie muszą żyć w prawdziwej biedzie, ograniczać się, nie dlatego, że tak sobie wymyślili, lecz z powodu braku pracy, konieczności spłacania wysokich rat kredytu, z przyczyn losowych.&lt;br /&gt;I potem w komentarzach ktoś napada na mnie, że nie dostrzegam niedoli tych, co nie mają na chleb czy muszą przeżyć za parę złotych dziennie.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek wyjaśnijmy sobie, o co chodzi w tym całym minimalizmie. Krótko, dla tych osób, które nie mają ochoty brnąć przez wszystkie wpisy na blogu i chciałyby dostać definicję w pigułce. W tym rozumieniu, o którym mowa we wspomnianym artykule, to nie żadna filozofia (proszę nie używać tego określenia, to niepoprawne w tym kontekście), tylko postawa życiowa. Można się z nią urodzić, można ją przyjąć dobrowolnie. Mówiąc w skrócie, polega na ograniczaniu potrzeb materialnych, unikaniu nadmiernego przywiązania do przedmiotów. Na zadawaniu sobie pytań co do swoich rzeczywistych potrzeb, co do faktycznej lub wyimaginowanej niezbędności poszczególnych rzeczy. Upraszczając jeszcze bardziej, na tym, by bardziej być niż mieć. Na upraszczaniu życia i eliminowaniu z niego tego, co zbędne - dotyczy to w równym stopniu przedmiotów, jak i zajęć, powierzchownych znajomości, niepotrzebnych zobowiązań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minimalista na każdym kroku zadaje sobie pytania: czy to naprawdę mi potrzebne, może mogę się bez tego obejść? Niektórzy stawiają sobie wyzwania, takie jak ograniczanie liczby posiadanych przedmiotów (np. do setki) albo wyznaczają sobie takie zadania, jak powstrzymywanie się od zakupów przez określony czas, by zmusić się do lepszego wykorzystywania swoich zasobów, pozbyć konsumpcyjnych nawyków, odzwyczaić od używania przedmiotów, które nie są naprawdę potrzebne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały czas mowa o dobrowolnych i osobistych decyzjach, wynikających z chęci pozbycia się ciężaru posiadania, z pragnienia pełniejszego doświadczania świata i życia, skupienia się na najważniejszych dla danej osoby sprawach. To nie jest jakaś ogólnoużytkowa recepta na szczęście i powszechną pomyślność, tylko ścieżka, którą można wybrać, ale nie trzeba. Nikt nie zmusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autorka artykułu, który ukazał się w&amp;nbsp;&lt;i&gt;Przekroju,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Pani Beata Chomątowska, moim zdaniem bardzo rzetelnie przedstawiła minimalizm jako pewne zjawisko społeczne czy też może trend w zachowaniach określonych grup ludzi. Umieściła go w kontekście światowego kryzysu, zapewne z tego względu, że faktycznie w Stanach Zjednoczonych rozwój popularności minimalizmu zbiegł się w czasie z kryzysem, chociaż trudno chyba powiedzieć, by był jego skutkiem. Bardziej prawdopodobne, że wynika z przesytu konsumpcji, z buntu przeciwko materialistycznemu podejściu do życia, ze zmęczenia plastikowym światem nadmiaru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, być może nikt nie chciałby czytać o minimalizmie, gdyby nie został przedstawiony jako jeden ze sposobów na przetrwanie kryzysu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje wypowiedzi zamieszczono w tekście artykułu, ponieważ byłam jedną z pierwszych osób w Polsce, które zaczęły o zjawisku minimalizmu pisać. We wpisach na tym blogu znajdziecie opis zmian, jakie wprowadzałam pod jego wpływem wprowadzać w swoim życiu. W większości dotyczy to porządkowania otaczającej przestrzeni, pozbywania się nadmiaru przedmiotu, zbędnych ubrań, książek, gadżetów. W miarę tych porządków coraz wyraźniej dostrzegałam, co jest dla mnie w życiu naprawdę ważne, czego chcę, czego potrzebuję, a bez czego doskonale mogę się obejść. Jeśli ktoś z Gości na blogu będzie ciekaw, jak przebiegał ten proces, zapraszam do lektury starszych wpisów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak z czasem przestałam ograniczać się do tematu minimalizmu, obecnie częściej zdarza mi się pisać na tematy nieraz luźno związane z upraszczaniem życia - jak ostatnio o prostym gotowaniu czy o wątpliwościach co do konieczności posiadania konta w serwisie społecznościowym. Ale porządkowanie i upraszczanie wciąż powracają i będą powracać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy minimalista naprawdę śpi spokojnie, gdy inni martwią się wynikami giełdy i kursem franka? Czy minimalizm może być sposobem na kryzys? W takim samym stopniu jak może nim być każda inna postawa życiowa.&lt;br /&gt;Minimalizm nie pomoże na biedę ani bezrobocie. Ale może pomóc przetrzymać ciężkie chwile.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychowano mnie w przekonaniu, że najważniejszymi sprawami w życiu są nie dobra materialne, ale rodzina, przyjaciele, uczciwość, praca nad sobą. Wiem, że nawet najcięższe chwile łatwiej jest przetrwać, gdy ma się wsparcie bliskich. Doświadczyłam bezrobocia, słabo płatnej pracy poniżej kwalifikacji, był taki czas, że myślałam, że nigdy nie stanę na nogi. Przetrwałam, bo miałam silne oparcie w rodzinie. A także w prawdziwych Przyjaciołach.&lt;br /&gt;Nawet gdy w domu się nie przelewało, Rodzice mawiali: najważniejsze, że mamy siebie, że jesteśmy zdrowi, że się kochamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz też nie jest nam łatwo jako Rodzinie, moja Siostra jest głuchoniema od urodzenia, w tym roku straciła pracę i dopiero po paru miesiącach znalazła inną, nie wiadomo jeszcze, czy na stałe. Osobie, która ma problemy z mówieniem i niemal nie słyszy, nie jest łatwo znaleźć jakąkolwiek nawet pracę, gdy teraz każdy wymaga od pracowników komunikatywności. Nawet jeśli osoba ta ma dyplom magistra i ukończyła dwa kierunki studiów podyplomowych. Pomagamy Jej wszyscy jak możemy. I będziemy pomagać, tak długo, jak będzie to konieczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego o tym mówię? Żeby przypadkowy odwiedzający nie miał wrażenia, że jestem osobą oderwaną od rzeczywistości, która z nudów pozuje na minimalistkę. To, że teraz dobrze mi się żyje, nie znaczy, że zawsze tak było. Jednak niegdysiejsze trudności nauczyły mnie, że kryzys, bezrobocie i bieda to jeszcze nie koniec świata. Boję się ich, nie chcę, by dotykały mnie czy moich bliskich, ale wiem, że one przemijają. Jak wszystko inne. Pieniądze, sukcesy, dobra materialne - też przychodzą i odchodzą. &lt;br /&gt;Co zostaje? &amp;nbsp;Czasem miłość, ludzka życzliwość, życie po prostu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czasem zostaje życie bez miłości, bez życzliwości, w samotności i chorobie. I co wtedy? Też jakoś trzeba żyć. Od oddechu do oddechu. Od rana do wieczora. I wstaje się codziennie i zaczyna kolejny dzień od nowa, w nadziei, że kiedyś będzie lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2010/03/omnia-mea-mecum-porto.html"&gt;Napisałam kiedyś&lt;/a&gt;:&amp;nbsp;&lt;i&gt;To, co najważniejsze, zawsze noszę przy sobie. Dwie ręce zdolne do pracy, głowę pełną myśli i wiedzy, miłość, wspomnienia, emocje. Omnia mea mecum porto. Cała reszta to balast, sceneria, w której żyję. Rozstanie z owocami pracy swoich rąk byłoby na pewno bolesne i smutne, ale przecież to, co najcenniejsze i tak jest we mnie, a nie na zewnątrz.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minimalizm sposobem na kryzys nie jest na pewno, lecz uczy rozpoznawania swoich potrzeb, ograniczania ich. Uczy też oszczędności, odpowiedniego zarządzania swoim czasem, oddzielania spraw ważnych od całkowicie nieistotnych. Dystansu do siebie i swoich, a także cudzych, zachcianek. Rezygnowania z tego, co zbędne. A te umiejętności przydają się zawsze, a szczególnie w ciężkich czasach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minimalizm tylko utwierdził mnie w przekonaniach wyniesionych z rodzinnego domu, bo nakazuje mi skupiać się bardziej na tym, co niematerialne. Na wartościach, uczuciach, emocjach, przeżyciach, wrażeniach. Na tym, by nie marnować czasu, który dano mi na Ziemi, na sprawy niegodne zachodu. Nie znaczy to, że gardzę dobrami materialnymi, staram się tylko pamiętać, że nie są najważniejsze. I dlatego mogę patrzeć z dystansem na kryzys: on też kiedyś przeminie, jak wszystko inne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec jeszcze a propos rzekomego wpływu minimalizmu na gospodarkę. Śmieszy mnie, gdy ktoś po raz kolejny wyskakuje ze słynnym: ale trzeba kupować, żeby napędzać gospodarkę. Gdy nie będziemy kupować, wszystko się zawali.&lt;br /&gt;Minimaliści też kupują i konsumują, może tylko czasem w inny lub bardziej przemyślany sposób niż inni. Pracują, zarabiają pieniądze, wydają je. Jeżdżą na wakacje, wychowują dzieci, czytają książki. Kupują to, na co ich stać. Nie wydają więcej niż zarabiają. To chyba dość logiczne podejście, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znakomity wpis o związkach minimalizmu z gospodarką można przeczytać u &lt;a href="http://drogaminimalisty.blogspot.com/2011/12/minimalizm-gospodarka.html"&gt;Henryka Minimalisty&lt;/a&gt;. Polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jak pisałam tu nie raz: minimalizm to narzędzie, które służy mi do ułatwiania sobie życia. Czy to narzędzie przyda się również Tobie, zależy tylko od Ciebie, drogi Czytelniku lub Czytelniczko. Niektórym takie podejście odpowiada, innym nie. Do takich samych wniosków można dojść na milion różnych sposobów, każdy szuka najlepszego dla siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chętnie odpowiadam na pytania, zadawane w komentarzach lub pocztą elektroniczną, adres znajdziesz w zakładce &lt;i&gt;O mnie.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Od dzisiaj nie będzie już możliwości wyboru anonimowych komentarzy, ciekawe, że jak ktoś chce napisać coś uszczypliwego, to się nie podpisuje...&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-3611876767195908013?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/3611876767195908013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/minimalizm-jako-sposob-na-kryzys.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3611876767195908013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3611876767195908013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/minimalizm-jako-sposob-na-kryzys.html' title='Minimalizm jako sposób na kryzys'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-5Is7YGBQZ3c/Tt-d_JGahkI/AAAAAAAAAYo/ik1JWMgmgXg/s72-c/DSC_0006.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-7969168089523491817</id><published>2011-12-06T21:36:00.000+01:00</published><updated>2011-12-06T21:36:21.091+01:00</updated><title type='text'>Minimalizm w Dolinie Muminków</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-KmFxJUifCV8/Tt57JUgtFZI/AAAAAAAAAYg/n34IwtNummA/s1600/Kabina.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-KmFxJUifCV8/Tt57JUgtFZI/AAAAAAAAAYg/n34IwtNummA/s320/Kabina.jpg" width="198" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Zdjęcie pożyczyłam &lt;a href="http://www.qlturka.pl/czytelnia,literatura,dolina_muminkow_w_lipcu,43.html"&gt;ze strony Qlturka&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Właśnie skończyłam pilne zlecenie z gatunku „na przedwczoraj” i trochę jeszcze dymią mi neurony, więc &amp;nbsp;proponuję coś lekkiego. Mały cytat z klasyki literatury dziecięcej. Ciekawe, tylu książek się pozbyłam, a Muminki pozostały... Chociaż jako dziecko bardzo ich nie lubiłam. Nie będę Wam opowiadać całej książeczki, tylko dwa małe cytaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zima Muminków. Zazwyczaj wszystkie Muminki przesypiają całą zimę, jednak pewnego razu mały Muminek z tajemniczych powodów budzi się w środku zimy i nie może spać. I dowiaduje się, że świat w zimie jest niezwykle interesujący. Na początku czuje się nieco samotnie, pusty dom, wszyscy krewni śpią, a na dodatek powoli znikają różne rzeczy z domu:&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;em&gt;Muminek milczał przez chwilę. Potem powiedział:&lt;/em&gt; &lt;em&gt;- Ktoś wynosi rzeczy z domu Tatusia. - To chyba tylko dobrze - rzekła Too-tiki wesoło. - Masz o wiele za dużo rzeczy wokół siebie. Takich, które wspominasz, i takich, o których marzysz. Następnie zaczęła śpiewać drugą zwrotkę. Muminek zawrócił na pięcie i odszedł.&lt;/em&gt; „&lt;em&gt;Ona mnie nie rozumie&lt;/em&gt;” &lt;em&gt;- pomyślał.&amp;nbsp;&lt;/em&gt;&lt;/blockquote&gt;Potem dzieje się bardzo wiele, Muminek poznaje nowych przyjaciół, udaje mu się polubić zimę, aż w końcu nadchodzi długo wyczekiwana wiosna. Dom został jednak doszczętnie splądrowany. Muminek obawia się, co powie Mama?&lt;br /&gt;I jak zareagowała Mama Muminka, gdy już obudziła się na wiosnę? &lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;em&gt;- Całe szczęście, że zająłeś się gośćmi i nie muszę teraz przed nikim świecić oczyma ze wstydu. I wiesz co - dom jest jakby o wiele przestronniejszy bez tej całej masy dywanów i drobiazgów. Poza tym nie będzie trzeba tak często sprzątać.&lt;/em&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;em&gt;Zima Muminków, &lt;/em&gt;Tove Jansson, w przekładzie Ireny Szuch-Wyszomirskiej, Nasza Księgarnia, Warszawa 1986.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-7969168089523491817?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/7969168089523491817/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/minimalizm-w-dolinie-muminkow.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7969168089523491817'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7969168089523491817'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/minimalizm-w-dolinie-muminkow.html' title='Minimalizm w Dolinie Muminków'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-KmFxJUifCV8/Tt57JUgtFZI/AAAAAAAAAYg/n34IwtNummA/s72-c/Kabina.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-8738598385045609100</id><published>2011-12-05T13:12:00.001+01:00</published><updated>2011-12-05T13:16:28.135+01:00</updated><title type='text'>Diogenes wchodzi do beczki - minimalizm w Przekroju</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-oT6wVeu_MLw/Tty0dfOVq7I/AAAAAAAAAYY/2v0bKFJJEng/s1600/cover.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-oT6wVeu_MLw/Tty0dfOVq7I/AAAAAAAAAYY/2v0bKFJJEng/s1600/cover.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Miło mi poinformować, że w najnowszym numerze &lt;em&gt;Przekroju&lt;/em&gt; znajdziecie artykuł o minimalizmie jako sposobie na przetrwanie kryzysu, autorstwa Pani Beaty Chomątowskiej. Tekstu jeszcze nie czytałam, bo uziemiło mnie &amp;nbsp;w domu pilne zlecenie, bardzo jednak cieszę się z tego, że minimaliści trafili na okładkę&amp;nbsp;&lt;em&gt;Przekroju.&amp;nbsp;&lt;/em&gt;W oczekiwaniu na powrót Męża z kiosku pozdrawiam Was ciepło i życzę miłej lektury.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-8738598385045609100?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/8738598385045609100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/diogenes-wchodzi-do-beczki-minimalizm-w.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8738598385045609100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8738598385045609100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/diogenes-wchodzi-do-beczki-minimalizm-w.html' title='Diogenes wchodzi do beczki - minimalizm w Przekroju'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-oT6wVeu_MLw/Tty0dfOVq7I/AAAAAAAAAYY/2v0bKFJJEng/s72-c/cover.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-6409318068310043242</id><published>2011-12-03T21:20:00.000+01:00</published><updated>2011-12-03T21:20:45.244+01:00</updated><title type='text'>Mam kryzys na fejsie</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ChdkFRRV5EQ/TtpvmicvcAI/AAAAAAAAAYQ/siqHPhrv4fk/s1600/facebook-monster.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="251" src="http://3.bp.blogspot.com/-ChdkFRRV5EQ/TtpvmicvcAI/AAAAAAAAAYQ/siqHPhrv4fk/s320/facebook-monster.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Potwora pożyczyłam z &lt;a href="http://www.phawker.com/2009/02/16/everything-you-put-on-facebook-stays-on-facebook/"&gt;serwisu Phawker&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Mam kryzys fejsowy. Nie znaczy to, że mi się coś stało z twarzą, lecz że przeżywam rozterki związane z planowaną likwidacją konta w serwisie Facebook. Nigdy nie byłam szczególnie aktywną użytkowniczką, ostatnio logowałam się tylko wtedy, gdy ktoś wysłał mi wiadomość albo zaproszenie. Czasem też, by wpisać informacje o wystawach malarstwa mojego Dziadka na stronie, którą w tym celu założyłam.&lt;br /&gt;Jednak od dłuższego czasu serwis ten coraz bardziej mnie irytuje. Przede wszystkim dlatego, że nie rozumiem fenomenu jego popularności. Nie czuję tego, nie łapię, o co chodzi. Widzę, że znajomi zamieszczają jakieś linki, filmiki, zdjęcia, komentarze, piszą, o czym właśnie myślą albo jakie mają plany, a ja nie czuję takiej potrzeby. Zdarzało mi się czasem poinformować o nowym wpisie na blogu na facebookowej stronie Neominimalizm, skomentować ładne zdjęcie koleżanki, ale nie znajduję w sobie motywacji, by robić to regularnie, nawet raz na tydzień, nie mówiąc już o tym, by działo się to codziennie lub nawet kilka razy dziennie. Szkoda mi czasu na nieustanne śledzenie tego, czym żyją inni, zaglądanie na ich profile, przeglądanie zdjęć, sprawdzanie łączy czy filmików, które zamieszczają.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Bynajmniej nie chodzi mi o kwestie anonimowości, w końcu piszę blog pod swoim imieniem i nazwiskiem, udostępniam zdjęcie swojej twarzy, opowiadam tu czasem o dosyć prywatnych sprawach, nie w tym więc rzecz.&amp;nbsp; Być może to blog zaspokaja moją potrzebę tzw. lansu, może taka forma autopromocji mi wystarcza? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Irytacja pogłębia się, gdy obserwuję, że „bycie na fejsie” zaczyna być uważane za konieczność. Niektórzy twierdzą nawet, że jeśli nie ma Cię na Facebooku, to znaczy że po prostu nie istniejesz. Obecność w tym serwisie staje się marketingowym obowiązkiem (np. w przypadku firm czy instytucji kulturalnych).&lt;br /&gt;Czara przepełniła się, gdy podczas zwiedzania wystawy w Muzeum Narodowym zobaczyłam pod niektórymi obrazami charakterystyczny obrazek kodujący z informacją &lt;em&gt;Zaloguj się na obrazie w Facebooku.&amp;nbsp;&lt;/em&gt;I oczywiście logo serwisu. Wpadłam w osłupienie: po cóż u licha miałabym się logować „w obrazie” (cokolwiek to oznacza)? W celu lansu, że niby taka koneserka sztuki jestem, czy co? A może by przy okazji zareklamować wystawę i Muzeum? Zachęcić znajomych do wybrania się? Przecież mogę im o tym po prostu powiedzieć, gdyby ktoś był zainteresowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Złoszczę się nie dlatego, że widzę cokolwiek złego w tym serwisie (oprócz skrajnie antypatycznego założyciela), lecz dlatego, że mam wrażenie, że coś mnie omija. Bo tego nie rozumiem, bo szkoda mi czasu, bo mnie fejs nie kręci. Także dlatego, że czuję się przez to jak zramolała ciotka na kanapie, która się nadyma, bo wszyscy tylko o tych komputerach, a ona nawet włączyć nie potrafi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co więcej, mój kochany Tata, który jest naprawdę nowoczesnym facetem, pyta się mnie na przykład: jak to, nie widziałaś tego filmiku, który umieściłem na Facebooku? Nawet życzenia imieninowe i urodzinowe Rodzice składają mi na tablicy na fejsie, a koleżanki zazdroszczą mi takich „cool” Rodziców (&lt;em&gt;ale Ci fajnie, moja Mama nawet smsa wysłać nie potrafi...)&lt;/em&gt;. Rodziców mam naprawdę „cool” i pierwsza klasa, ale sami rozumiecie, że tym bardziej czuję się przy nich zacofana. Oni to czują, a ja nie? Co ze mną nie tak?&lt;br /&gt;Ania vel Vespertine, Autorka znakomitego blogu Strawberries from Poland, jak sama pisze &lt;em&gt;po wielkich dylematach i z pewną niechęcią postanowiła uruchomić fanpejdża Truskawek na Facebooku.&amp;nbsp;&lt;/em&gt;I na tymże fanpejdżu, witanym z radością przez użytkowników, komentuje „Ewa mi powiedziała, żebym nie była skostniałym piernikiem i szła z duchem czasu... To idę...”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wszyscy moi znajomi mają konta na FB, nie wszyscy też aktywnie z nich korzystają. Nie da się jednak nie zauważyć, że „bycie na fejsie” jest jedną z popularnych form spędzania czasu.&lt;br /&gt;Wczoraj zlikwidowałam konto na nk (nie bolało i nie czuję pustki) oraz zgłosiłam do likwidacji konto na Facebooku. Z fejsem to nie takie łatwe. O procedurze usuwania można przeczytać &lt;a href="http://like-a-geek.jogger.pl/2010/07/01/jak-usunac-konto-na-facebooku/"&gt;u Marcina Kosedowskiego na blogu like a Geek&lt;/a&gt;. Konto zostało zaznaczone do usunięcia, ale mam dwa tygodnie na rozmyślenie się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed likwidacją kont rozesłałam do znajomych z obu serwisów wiadomości z moim adresem mailowym, na wypadek gdyby ktoś zatęsknił, a polegał tylko na kontakcie przez serwis. Koleżanka zapytała, czemu podejmuję tak &lt;strong&gt;drastyczną&lt;/strong&gt; decyzję. Pomyślałam, że może rzeczywiście przesadzam?&lt;br /&gt;Może zamiast rezygnować z konta na FB powinnam spróbować zrozumieć, czemu tak wiele osób go lubi i z niego korzysta? Skąd bierze się jego siła i popularność? Może gdybym aktywniej używała serwisu, też złapałabym bakcyla? A może (ojej, ojej) powinnam nawet założyć „fanpejdża” prostego blogu na fb? Liczba fanów może nie sięgnęłaby tysięcy, ale dla tych osób, które posługują się serwisem na co dzień, byłoby to może wygodniejsze niż czytnik rss?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, nie wiem. Waham się. Nie chcę czuć się jak zapleśniały grzyb. Jak &lt;em&gt;skostniały piernik ;-)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Czuję, że jeśli nie zlikwiduję konta, powinnam zmienić podejście do tego serwisu, sprawdzić, co może wnieść w moje życie dobrego, zabawnego i ciekawego, dostrzec jego przydatność. Na razie jestem chodzącym dużym znakiem zapytania: czemu nie rozumiem popularności Facebooka????&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnodostępny internet to wciąż jeszcze nowa sprawa, formy korzystania z niego ewoluują na naszych oczach. Jeszcze parę lat temu nie mieliśmy pojęcia o możliwościach, jakie nam przyniesie. W sieci można funkcjonować na różne sposoby, na forach, prowadząc blog, mikroblog, autorską stronę. Konto w serwisie społecznościowym to jeszcze jedna z tych możliwości, czy mam rację, rezygnując z tej opcji?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-6409318068310043242?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/6409318068310043242/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/mam-kryzys-na-fejsie.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6409318068310043242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6409318068310043242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/mam-kryzys-na-fejsie.html' title='Mam kryzys na fejsie'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ChdkFRRV5EQ/TtpvmicvcAI/AAAAAAAAAYQ/siqHPhrv4fk/s72-c/facebook-monster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-7877909508467433681</id><published>2011-12-03T18:03:00.000+01:00</published><updated>2011-12-03T18:03:04.098+01:00</updated><title type='text'>Jeszcze jeden przepis konkursowy</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-4VDdyhNr5dg/TtpVsALoT-I/AAAAAAAAAX4/UYTlojuKE_w/s1600/rosol.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-4VDdyhNr5dg/TtpVsALoT-I/AAAAAAAAAX4/UYTlojuKE_w/s320/rosol.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;em&gt;Obiecałam, że opublikuję też przepisy, które nie zostaną nagrodzone. Takowa przesłała propozycję zimowego obiadu przyrządzonego niemal &amp;nbsp;w całości z produktów pochodzących z Jej własnego ogrodu. Jak sama pisze, poza przyprawami kupuje tylko mięso i śmietanę. Zazdroszczę ogrodu i warzyw z własnej uprawy! W imieniu Takowej zapraszam na domowy obiad :)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Do wybranych przeze mnie dań nie trzeba mieć wielkich zdolności kulinarnych. Wystarczy połączyć to, co się ma pod ręką w coś smacznego i zdrowego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Jako pierwsze danie proponuję rosół. Robię go na bazie mięsa z kurczaka. Dodaję marchewkę, pietruszkę, seler, cebulę, pora, zasuszoną natkę z selera i pietruszki w formie przyprawy, koperek, pieprz ziołowy, sól. Dodaję również gorczycę. Można jej używać na dwa sposoby. Ziarenka można dodać do potrawy w całości. Wpływa ona wtedy pozytywnie na trawienie. Pobudza jelita do pracy. Gorczycę można też rozmiażdżyć. W takiej formie ma ona wpływ na poprawę apetytu poprzez pobudzanie produkcji soku żołądkowego. Do tego rosołu dodaję czasami trochę buraczków do koloru. Proponuję podawać z makaronem lub ziemniaczkami. Na drugi dzień rosół może się "zmienić" w pomidorową. Ja dodaję własnej roboty przecier lub keczup z pomidorów, cebulki i jabłek.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Do świetnie rozgrzewającego rosołu kupiłam tylko trochę mięsa z kurczaka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-h8EUVGR-h3g/TtpV0nAc4XI/AAAAAAAAAYA/egeSOmB1gms/s1600/buraczki.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-h8EUVGR-h3g/TtpV0nAc4XI/AAAAAAAAAYA/egeSOmB1gms/s320/buraczki.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-HTUGYHjn6a8/TtpV2puRbhI/AAAAAAAAAYI/tzamXRQJFXg/s1600/3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-HTUGYHjn6a8/TtpV2puRbhI/AAAAAAAAAYI/tzamXRQJFXg/s1600/3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Jako drugie danie proponuję gotowane na wodzie ziemniaczki z marchewką. Do tego koperek. Kotlet mięsny lub rybny. Surówkę z pora, jabłka i marchewki. Dodaję szczyptę kwasku cytrynowego, trochę cukru i soli, przyprawy z selera i pietruszki, koperek i śmietana. Polecam również smażone buraczki oraz marchewkę z groszkiem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;em&gt;I w ten sposób kończy się cykl wpisów kulinarnych, czas wyjść z kuchni i porozmawiać na inne tematy :)&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-7877909508467433681?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/7877909508467433681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/jeszcze-jeden-przepis-konkursowy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7877909508467433681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7877909508467433681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/jeszcze-jeden-przepis-konkursowy.html' title='Jeszcze jeden przepis konkursowy'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-4VDdyhNr5dg/TtpVsALoT-I/AAAAAAAAAX4/UYTlojuKE_w/s72-c/rosol.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-1784404770820319891</id><published>2011-12-03T17:53:00.000+01:00</published><updated>2011-12-03T17:53:56.622+01:00</updated><title type='text'>III miejsce w konkursie kulinarnym</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-SczBi200WCI/TtpSGU1gMOI/AAAAAAAAAXg/O-JVZfboNLs/s1600/Pieczone_warzywa_1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://1.bp.blogspot.com/-SczBi200WCI/TtpSGU1gMOI/AAAAAAAAAXg/O-JVZfboNLs/s400/Pieczone_warzywa_1.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Przyszedł czas na ostatnią z nagrodzonych propozycji, pieczone warzywa wg Ani Gałutowskiej. Proste i wdzięczne danie, dające wiele możliwości wariacji, zależnie od użytych warzyw, przypraw czy ziół.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Moim zdaniem można na przykład dodać sporo suszonego tymianku oraz całe i niebrane ząbki czosnku - po upieczeniu będą słodkie i stracą ostry smak. A gdy chcemy, by było bardziej lokalnie, rezygnujemy ze słodkich ziemniaków, znanych też jako bataty, u nas dość drogie, Ania chyba przebywa na Wyspach, nie wiem, ile tam kosztują. W smaku są nieco podobne do marchewki. Można za to dorzucić kawałki selera korzeniowego, podobnie jak pietruszka w pieczeniu czy smażeniu wiele zyskuje!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dobre jako samodzielne danie lub idealny dodatek do np. pieczonego kurczaka czy innych mięs.&amp;nbsp;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Oddaję głos Ani:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;strong&gt;Pieczone warzywa&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Doprawdy trudno to nazwać przepisem... Źródła nie jestem w stanie podać :) Pracy przy tym niewiele, a efekt zawsze świetny. Ostatnio jadamy je regularnie w weekendy, gdy mam ochotę na dobry obiad, lecz chcę na jego przygotowywanie poświecić minimum czasu.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-yaArmJVSeDE/TtpSebPFp2I/AAAAAAAAAXo/khRB-kfUPi4/s1600/Pieczone_warzywa_2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/-yaArmJVSeDE/TtpSebPFp2I/AAAAAAAAAXo/khRB-kfUPi4/s400/Pieczone_warzywa_2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Na zdjęciu jest wersja wegetariańska, ale czasami dorzucam mięsko (np. pierś kurczaka, schab pokrojony w kostkę).  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Ziemniaki, marchewka, korzeń pietruszki (po upieczeniu po prostu pyszna!!!), rzepa, brukiew (której na pierwszym zdjęciu niestety brak), brukselka (tak, to warzywo można piec i wychodzi bardzo smaczne), oraz słodkie ziemniaki. (Koszt całości to około 2 funty - dodatkowa zaleta).&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Warzywa obieram, kroję na kawałki (spore), polewam oliwą z oliwek, solę, dodaję przyprawy - w 90% przypadków jest to rozmaryn - bardzo lubię. A potem wkładam do piekarnika (&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;180°C)&lt;/span&gt; i po niecałej godzinie mam pyszny obiad.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Warto też dodać, że lepiej używać ziemniaków, które gotują się „na sypko”, czyli takie, z których łatwo zrobić piure. Pozostałe (nie znam się na nazwach i gatunkach) warto wcześniej lekko podgotować, bo upieczenie ich zajmuje o wiele więcej czasu. Albo pokroić na mniejsze kawałki.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Oczywiście można pokombinować, dodać czosnek, plasterki cytryny lub pomarańczy itp.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0cGZAz5VQ_0/TtpSo30IXaI/AAAAAAAAAXw/AezzYlBp1Iw/s1600/Pieczone_warzywa_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-0cGZAz5VQ_0/TtpSo30IXaI/AAAAAAAAAXw/AezzYlBp1Iw/s400/Pieczone_warzywa_3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Zimowe obiady wcale nie muszą być monotonne i nudne. Staram się kupować produkty lokalne i sezonowe, ale nie mam na tym punkcie fioła. Jadam banany, pomarańcze, awokado i nie zamierzam z nich rezygnować. Zdecydowanie jednak wolę wersje mrożoną fasolki niż importowaną np. z Kenii (smak możne i lepszy, ale food miles mnie zniechęcają skutecznie). W dzieciństwie nie jadałam pomidorów i rzodkiewki przez cały rok, wiec teraz też mogę się obejść. Zwłaszcza, że po prostu nie smakują. Tak więc raczej surówka z buraczków niż pomidory i sałata.  &lt;/div&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;em&gt;Po raz kolejny życzę więc przyjemnego gotowania!&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-1784404770820319891?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/1784404770820319891/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/iii-miejsce-w-konkursie-kulinarnym.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1784404770820319891'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1784404770820319891'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/iii-miejsce-w-konkursie-kulinarnym.html' title='III miejsce w konkursie kulinarnym'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-SczBi200WCI/TtpSGU1gMOI/AAAAAAAAAXg/O-JVZfboNLs/s72-c/Pieczone_warzywa_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-2456045398354838122</id><published>2011-12-02T19:07:00.000+01:00</published><updated>2011-12-02T19:07:39.083+01:00</updated><title type='text'>A przy okazji... wspomnienie opowieści wigilijnych</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-2VsZJe-33Ts/TtkSpDVHHjI/AAAAAAAAAXY/qha612fsGNM/s1600/DSC_0290.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://4.bp.blogspot.com/-2VsZJe-33Ts/TtkSpDVHHjI/AAAAAAAAAXY/qha612fsGNM/s320/DSC_0290.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczął się grudzień, coraz więcej osób zaczyna myśleć o przygotowaniach do Świąt. A ja publikuję przepisy nadesłane na konkurs kulinarny.&lt;br /&gt;Pomyślałam, że z tych dwóch powodów warto wrócić do zeszłorocznego konkursu świątecznego i urokliwych opowieści wigilijnych. Zestawienie łączy do konkursowych wpisów znajdziecie &lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2010/12/opowiesci-wigilijne-podsumowanie.html"&gt;w tym wpisie&lt;/a&gt;. Miłej lektury!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-2456045398354838122?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/2456045398354838122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/przy-okazji-wspomnienie-opowiesci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/2456045398354838122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/2456045398354838122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/przy-okazji-wspomnienie-opowiesci.html' title='A przy okazji... wspomnienie opowieści wigilijnych'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-2VsZJe-33Ts/TtkSpDVHHjI/AAAAAAAAAXY/qha612fsGNM/s72-c/DSC_0290.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-764185981463397409</id><published>2011-12-02T13:57:00.001+01:00</published><updated>2011-12-02T13:59:05.632+01:00</updated><title type='text'>II miejsce w konkursie kulinarnym</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-r8Uwe7p7L4Y/TtjKA-rymkI/AAAAAAAAAXQ/EOl7rFu24Ho/s1600/modra_kapusta_tofalarii.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-r8Uwe7p7L4Y/TtjKA-rymkI/AAAAAAAAAXQ/EOl7rFu24Ho/s400/modra_kapusta_tofalarii.jpg" width="328" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;Dzisiaj prezentuję przepis nadesłany przez &lt;a href="http://tofalaria.blogspot.com/"&gt;Tofalarię&lt;/a&gt;. Spodobało mi się twórcze podejście Autorki do tak z pozoru zwyczajnego warzywa, jakim wydaje się kapusta. A przecież z warzyw można wyczarować wspaniałe i interesujące dania. I jeszcze ta kolorystyka, widoczna na zdjęciu! Mnóstwo pozytywnej energii na jesień.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Oto propozycja nadesłana przez Tofalarię:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Czerwona, fioletowa, modra... kapusta!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&amp;nbsp;Czerwona kapusta gości na stole przeważnie pod postacią surówki. Tymczasem można z niej przygotować także świetne, zimowe dania na ciepło. Potrawę, którą przedstawię, wymyśliłam niedawno sama przez przypadek, czyli tradycyjne już u nas w domu mieszanie różnych składników zgromadzonych w kuchni. Dopiero później, przeglądając kulinarne blogi, odkryłam, że podobne danie jest w Polsce znane od lat. W kuchni Śląska i Wielkopolski występuje ponoć pod nazwą „modrej kapusty” i serwowane jest od święta. Jeśli zagląda tu ktoś z tych rejonów, to może potwierdzi :)&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Przechodząc do rzeczy - moja wersja  „modrej kapusty” jest bardzo szybka i prosta do zrobienia.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Potrzebne będą:&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;mała główka czerwonej kapusty,&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;kwaśne jabłko,&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;większa cebula,&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;2 garści rodzynek (najlepiej dużych, słodkich sułtanek),&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;oliwa lub olej, sól,&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;przyprawa „pięć smaków”.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Cebulę poddusić na oliwie, gdy się zeszkli - dodać posiekaną niezbyt drobno kapustę. Osolić i przykryć. Gdy nieco zmięknie, dorzucić rodzynki. Pod koniec duszenia dodać pokrojone w kostkę jabłko i doprawić hojnie przyprawą pięć smaków. Najlepiej smakuje, gdy kapusta jest al dente, rozgotowana traci charakterystyczny ostrzejszy posmak.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Podawać z kaszą jaglaną lub pęczakiem (lokalny akcent!), choć pasuje również do ryżu.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Kapusta jest u nas uprawiana od kilku wieków, jak najbardziej zasługuje na miano warzywa lokalnego. Podobnie cebula i jabłka. Drobnym odstępstwem od lokalności jest dodanie rodzynek oraz przyprawa, która nadaje potrawie charakterystyczną, orientalną nutę - pięć smaków, znane z kuchni Wschodu. Bardzo lubię tego rodzaju połączenia, w których pospolite, żeby nie rzec - nudne składniki zestawione są z czymś egzotycznym, dzięki czemu można odkryć je zupełnie na nowo!&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;PS. Nazwa jest nieco myląca. Kapusta po uduszeniu faktycznie zmienia kolor z buraczkowego na niebieskawy czyli modry, jednak dodanie kwaśnego jabłka nieco powstrzymuje ten proces.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;Prawda, że ciekawa to propozycja? Miłego gotowania!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-764185981463397409?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/764185981463397409/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/ii-miejsce-w-konkursie-kulinarnym.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/764185981463397409'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/764185981463397409'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/ii-miejsce-w-konkursie-kulinarnym.html' title='II miejsce w konkursie kulinarnym'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-r8Uwe7p7L4Y/TtjKA-rymkI/AAAAAAAAAXQ/EOl7rFu24Ho/s72-c/modra_kapusta_tofalarii.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-8748588455805549871</id><published>2011-12-01T15:41:00.002+01:00</published><updated>2011-12-01T15:43:25.357+01:00</updated><title type='text'>I miejsce w konkursie kulinarnym</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-mmsoEYM6_U0/TteOJjDi-tI/AAAAAAAAAXI/azcrGkbdyZ0/s1600/gazetki.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="225" src="http://4.bp.blogspot.com/-mmsoEYM6_U0/TteOJjDi-tI/AAAAAAAAAXI/azcrGkbdyZ0/s320/gazetki.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;Oto zestaw przepisów nadesłany przez &lt;a href="http://magdalenapiasecka.blogspot.com/"&gt;Panią La Môme&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;.&amp;nbsp;&lt;i&gt;Przyznam, że miałam pewne wątpliwości przy przepisie na cukinię z kukurydzą, bo cukinię z ogrodu można zbierać najpóźniej w październiku, w listopadzie już na nią za późno, a dania konkursowe miały być późno jesienne i zimowe. Za to urzekły mnie przepisy na placuszki ziemniaczane i owsiankę oraz sam sposób opisania i przedstawienia potraw.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;Duch prostoty, bezpretensjonalność, całość domowa, ale pomysłowa, apetyczna i zachęcająca. Bardzo ładne fotografie!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;Przepis na placuszki wydaje się kompletną rozpustą kulinarną, ale odrobina rozpusty, &lt;/i&gt;&lt;i&gt;od czasu do czasu,&lt;/i&gt; &lt;i&gt; nikomu jeszcze nie zaszkodziła ;-)&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;Moim zdaniem najsłabszym punktem tego zestawu jest deser, chociaż prezentuje się bardzo apetycznie. Jednak po pierwsze nie jestem kilkulatkiem, gustuję w bardziej wyrazistych smakach, po drugie zaś przepis jest łatwy do wykonania i pokazuje, jak można wykorzystać półprodukty, gdy nie mamy zbyt wiele czasu, a czymś smacznym rodzinę nakarmić trzeba. &amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;Dużą zaletą proponowanych przez Magdę przepisów jest także niski koszt. &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;Idealnie trafiła w moje upodobania, mam nadzieję, że Wam także pocieknie ślinka na widok tych propozycji!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;Oddaję głos Laureatce:&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio ograniczyłam korzystanie z internetu, komputera do minimum, stąd moje jesienne przepisy pochodzą z książeczki „Przepisy czytelników” - jesień ( biblioteczka Poradnika Domowego, rok 1994), oraz jeden przepis z czeskiego dodatku kulinarnego poświęconego bramborom ;) - „Delikatesy” (uwielbiam czeską kuchnię, chociaż do dietetycznych nie należy;).&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Przyznam się, że przepisy z książek, gazetek są dla mnie inspiracją. Lubię polską, tradycyjną kuchnię (zwłaszcza jesienią i zimą; najbardziej tłusty rosół z kaczki), ale żeby nie było nudno, lubię czasami zaszaleć.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Ponieważ mieszkam na wsi, korzystam często z tego, co przyroda akurat oferuje i nie zastanawiam się specjalnie nad tym. We wrześniu wykopki - więc wiadomo, zaczyna się okres ziemniaczany. Jesień w ogóle kojarzy mi się z cebulą, cukinią, papryką, jabłkami, gruszkami, ale takimi smażonymi lub duszonymi - z kuchnią, jakby to określić...bardziej kaloryczną...&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Do połowy października miałam maliny w ogródku;)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Dobra, przechodzę do przepisów:&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Bramborové placičky s nívou a hruškou&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-g3Wgs6_nllQ/TteMDjocvBI/AAAAAAAAAWg/tjXW64OqKHA/s1600/placuszki+ziemniaczane+z+serem+brie+i+gruszk.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://2.bp.blogspot.com/-g3Wgs6_nllQ/TteMDjocvBI/AAAAAAAAAWg/tjXW64OqKHA/s400/placuszki+ziemniaczane+z+serem+brie+i+gruszk.jpeg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;500g ziemniaków&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;200g sera Niva (ja dałam ser Brie, ale można powariować także z żółtym serem)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;100g mąki&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;2 gruszki&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;1 jajko&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;garść cukru (może być brązowy)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;olej do smażenia, sól&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;mąka na stolnicę&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;rozmaryn na ozdobę (ja dałam pietruszkę)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Ziemniaki gotujemy, aż będą miękkie. Ugotowane trzemy na tarce, następnie dodajemy do nich mąkę, jajko, sól i ugniatamy ciasto (ja zawsze dodaję mąki tyle, by się nie lepiło). Wałkujemy ciasto na stolnicy i kubkiem, większą filiżanką wycinamy kółka. Dajemy je na patelnię z rozgrzanym olejem, z obu stron smażymy na złoto i wykładamy na papier, by wsiąkł tłuszcz. Umyte gruszki rozpoławiamy i środek przykładamy do cukru, potem tą samą stroną kładziemy na patelnię z masłem i czekamy aż gruszka lekko się podpiecze, a cukier skarmelizuje się. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Trzy placki przekładamy serem, a na koniec kładziemy gruszkę i przyozdabiamy kawałkiem Nivy. Następnie wieże z placków wkładamy do piekarnika, tak by się ser roztopił.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Ja na koniec jeszcze polewam masełkiem.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Palce lizać! (dla jednych może to być obiad, a dla innych przystawka;)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Cukinia z kukurydzą&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-XX3twdBcIHU/TteM3dfsECI/AAAAAAAAAWo/oUuGN-u1Mg8/s1600/cukinia+z+kukurydz.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="263" src="http://3.bp.blogspot.com/-XX3twdBcIHU/TteM3dfsECI/AAAAAAAAAWo/oUuGN-u1Mg8/s400/cukinia+z+kukurydz.jpeg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;4 małe cukinie,&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;puszka kukurydzy,&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;jajo, &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;3 łyżki mleka,&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;2 pomidory,&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;pół szklanki startego żółtego sera,&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;bazylia,  &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;2 łyżki oleju, &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;pieprz, sól&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Umytą cukinię przekroić wzdłuż i delikatnie wydrążyć środek. Kukurydzę odsączyć, dodać jajo i mleko, drobno pokrojone pomidory, przyprawy i wymieszać.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Wypełnić cukinię farszem, posypać serem, skropić olejem. dusić pod przykryciem na małym ogniu około 30 min. Pod koniec zdjąć przykrywkę. Podawać z ziemniakami lub ryżem.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Można też do tego przygotować jakiś sos do polania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cJdTQ2DTbaQ/TteM5SJGxPI/AAAAAAAAAWw/pvY4TuJJdyU/s1600/cukinia+z+kukurydz_2.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://1.bp.blogspot.com/-cJdTQ2DTbaQ/TteM5SJGxPI/AAAAAAAAAWw/pvY4TuJJdyU/s400/cukinia+z+kukurydz_2.jpeg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Owsianka ( na śniadanko)&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-uq8jUMQcZY8/TteNle1tD0I/AAAAAAAAAW4/2TmDjfElFg8/s1600/owsianka_inaczej.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="268" src="http://1.bp.blogspot.com/-uq8jUMQcZY8/TteNle1tD0I/AAAAAAAAAW4/2TmDjfElFg8/s400/owsianka_inaczej.jpeg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;4-6 łyżek płatków owsianych&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;po szklance wody i mleka&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;łyżeczka rodzynek&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;banan, jabłko,&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;bakalie wg uznania&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;po łyżeczce masła, miodu&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;cynamon wg uznania&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Do wrzącej wody wlać mleko, wrzucić rodzynki, bakalie, plasterki banana, pokrojone w kosteczkę jabłko. wsypać płatki owsiane, przyprawić. Gotować około 5 min. Na koniec dodać masło, posypać  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;cynamonem. Jest to ulubione śniadanko mojej rodziny ;D.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Dla najmłodszych (deser)&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-dCou4sy3l3I/TteN4Cb8U6I/AAAAAAAAAXA/Ji2ut7AVIRs/s1600/deser.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-dCou4sy3l3I/TteN4Cb8U6I/AAAAAAAAAXA/Ji2ut7AVIRs/s400/deser.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;25 dag serka homogenizowanego, waniliowego&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;dwa opakowania galaretki w różnych kolorach, dowolne bakalie owoce&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Przygotowaną, stężałą  galaretkę nakładamy do wysokich szklanek na przemian z serkiem. Deser dekorujemy bakaliami, można dodać startej czekolady, włożyć śmieszny wafelek itd.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Podane przepisy mogą podlegać modyfikacji, możemy korzystać z tego co mamy w szafce, w lodówce i kombinować. Ja tak robię - frajda jest podwójna;)). Ponad to przepisy są średniej trudności i szybkie - ja takie lubię, mam więcej czasu dla rodziny;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dziękuję Magdzie za przepisy i życzę Wam miłego gotowania!&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-8748588455805549871?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/8748588455805549871/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/i-miejsce-w-konkursie-kulinarnym.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8748588455805549871'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8748588455805549871'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/i-miejsce-w-konkursie-kulinarnym.html' title='I miejsce w konkursie kulinarnym'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-mmsoEYM6_U0/TteOJjDi-tI/AAAAAAAAAXI/azcrGkbdyZ0/s72-c/gazetki.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-6915839417641461970</id><published>2011-12-01T15:40:00.000+01:00</published><updated>2011-12-01T15:40:13.631+01:00</updated><title type='text'>Wyniki konkursu kulinarnego</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Czas ogłosić &lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/11/konkurs-pobawmy-sie-w-blog-kulinarny.html"&gt;wyniki konkursu kulinarnego&lt;/a&gt;. Nieprzekupne jednoosobowe Żury (czyli ja), wspomagane przez Szanownego Małżonka, miało niełatwe zadanie, bo wprawdzie wpłynęły tylko cztery propozycje konkursowe, lecz poziom był bardzo wyrównany. Cóż, debatom nie było końca, ale werdykt zapadł ;-)&lt;br /&gt;Uwaga, werble i fanfary!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagrodę główną otrzymuje &lt;a href="http://magdalenapiasecka.blogspot.com/"&gt;Pani la Môme&lt;/a&gt; za cały zestaw przepisów, od śniadania po deser. Drugie miejsce zajęła &lt;a href="http://tofalaria.blogspot.com/"&gt;Tofalaria&lt;/a&gt;, z wariacją na temat modrej kapusty. A trzecie Ania Gałutowska, za pieczone warzywa. Autorką czwartej, nienagrodzonej, propozycji jest Takowa.&lt;br /&gt;Poszczególne przepisy opublikuję w najbliższych dniach, dzisiaj zaczynamy od pierwszego miejsca, czyli zestawu nadesłanego przez Panią la Môme.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim Uczestniczkom za udział i za przepisy, oby posłużyły także Czytelnikom za inspirację! Po raz kolejny przekonuję się, że warto organizować konkursy blogowe (nawet jeśli uczestniczy w nich tylko parę osób), przynoszą mi wiele radości, mam nadzieję, że Wy także je lubicie?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-6915839417641461970?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/6915839417641461970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/wyniki-konkursu-kulinarnego.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6915839417641461970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6915839417641461970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/12/wyniki-konkursu-kulinarnego.html' title='Wyniki konkursu kulinarnego'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-6448406913873395874</id><published>2011-11-25T18:02:00.002+01:00</published><updated>2011-11-25T18:57:29.883+01:00</updated><title type='text'>Droga do domowej piekarni</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zjKNEUfrChU/Ts-HEscOoqI/AAAAAAAAAWI/nBe8wPzYwjk/s1600/DSC_0075.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-zjKNEUfrChU/Ts-HEscOoqI/AAAAAAAAAWI/nBe8wPzYwjk/s320/DSC_0075.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Vermont Sourdough wg przepisu z blogu &lt;/span&gt;&lt;a href="http://truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com/2008/10/vermont-sourdough.html"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Trufla&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nothing gives you quite so much confidence as making your own bread. It is one of the easiest things to make and everyone will think you are a genius. [Nigel Slater - Apetite. So what do you want to eat today?]&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;(Nic nie daje takiej pewności siebie, jak samodzielne pieczenie chleba. To jedna z najłatwiejszych do zrobienia rzeczy, a wszyscy uznają cię za geniusza.)&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;W ostatnim wpisie namawiałam do samodzielnego pieczenia chleba, argumentując, że to jedna z najłatwiejszych czynności kulinarnych, a dostępne w handlu pieczywo jest albo tanie i kiepskie, albo pyszne, lecz bardzo drogie. W odpowiedzi jedna z Czytelniczek, &lt;/span&gt;&lt;a href="http://craftingcoco-nut.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Coco.nut&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;, zapytała: &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;czy jest szansa na uzyskanie przepisu na ten szybki chleb? bo ja się zbieram od dawna i trochę mnie właśnie przeraża ten potrzebny czas... no i zakwas też, czytałam przepisy na samodzielne zrobienie - i się zniechęciłam :/&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Pomyślałam, że jestem winna pewne wyjaśnienie, które może przydać się osobom takim jak Coco.nut, które chciałyby piec same chleb, ale nie bardzo wiedzą, jak się do tego zabrać, boją się komplikacji, porażki, nie wiedzą, ile czasu i wysiłku trzeba na to poświęcić... Wprawdzie w sieci można znaleźć mnóstwo świetnych i rzetelnych informacji na temat pieczenia chleba, na przykład blog znanej też jako autorka świetnego &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;White plate &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Liski, &lt;/span&gt;&lt;a href="http://pracowniawypiekow.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Pracownia Wypieków&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; , ale wiele osób może myśleć tak: &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;no tak, Liska czy inne dziewczyny, które prowadzą blogi kulinarne, one mają doświadczenie, czas, wprawę, im się wszystko udaje... A ja nie mam takich kuchennych umiejętności, jestem zapracowana, nie dam rady. Fajnie byłoby piec chleb w domu, ale boję się, że nie wyjdzie :(&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;W pełni rozumiem te obawy, ale zapewniam, że nie taki diabeł straszny i naprawdę można piec chleb regularnie, nawet jeśli nie ma się wielkich umiejętności kulinarnych ani wiele czasu. Moja bliska koleżanka, która wzięła od mnie zakwas, zaczęła swoją przygodę z pieczeniem chleba jako młoda pracująca zawodowo Mama, prowadząca jednocześnie dom, zajmująca się też ogrodem, nie mając żadnego doświadczenia w wypiekach tego rodzaju (chociaż już w kuchni radziła sobie na tym etapie nieźle). Od tego czasu piecze chleb regularnie, sama też rozdaje zakwas na prawo i lewo, jednocześnie namawiając wszystkich do pieczenia. Bo to już tak jest z tym chlebem, jak się zacznie, człowiek zadaje sobie pytanie, czemu u licha nie zaczął wcześniej?!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Gdy w jesieni zeszłego roku wyhodowałam wreszcie zakwas, bardzo mocno przeżywałam te pierwsze zakwasowe wypieki. I powiem Wam, że to wzruszenie, z jakim wyjmowałam swój pierwszy zakwasowy chleb z pieca, było jednym z najwspanialszych uczuć, jakich doświadczyłam w życiu... To tak pierwotne uczucie, wrażenie robienia czegoś z niczego - trochę mąki, woda i gorący piec. I powstaje chleb.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Na zdjęciu ilustrującym wpis widzicie bochenek, który zabrałam na sylwestrowe spotkanie z przyjaciółmi. Był tam też znajomy, który od lat przebywa na emigracji. Zajadał się bigosem i chlebem, aż uszy mu się trzęsły, aż wreszcie powiedział:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;dziękuję Ci, bo tym chlebem przywołałaś wspomnienia mojego dzieciństwa. Tak smakował chleb, który piekła moja Babcia.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nie muszę chyba pisać, jak się wtedy poczułam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Dosyć smęcenia o wzruszeniach! Do rzeczy: jak pokonać lęk przed zakwasem i pieczeniem chleba? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Po prostu zacząć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Jeśli naprawdę nie czujesz się na siłach, możesz zacząć od pieczenia na drożdżach, zanim dojrzejesz do zmierzenia się z zakwasem. Na przykład&lt;/span&gt;&lt;a href="http://truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com/2010/02/chleb-pszenny-najprostszy-i-instrukcja.html"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; taki prosty przepis.&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; Moim zdaniem łatwiej zacząć piec z jasnej mąki (chociaż wolę ciemne i na co dzień piekę z razowych lub przynajmniej nie całkiem oczyszczonych), bo dla początkujących, których temat jeszcze nieco przerasta, mierzenie się z razową mąką może być dodatkowym utrudnieniem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Zanim „dorosłam” do zakwasu, przez dobrych parę lat piekłam na drożdżach, nie na co dzień, zwykle w weekendy albo wtedy, gdy nie było czasu iść na zakupy. Domowe pieczywo drożdżowe, takie jak ziołowe chleby, bagietki czy bułeczki też ma wiele uroku, jest miłym urozmaiceniem od sklepowego. I te zapachy, które unoszą się w domu podczas pieczenia...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Używałam też maszyny do pieczenia chleba, która jest wygodnym wynalazkiem, lecz po pierwsze zajmuje sporo miejsca, a po drugie chleb z niej ma dziwny kształt i nie całkiem odpowiadał naszym oczekiwaniom. Niedawno pożegnałam się z nią, bo stała tylko w piwnicy i irytowała (mnie, nie się).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Pierwszą próbę wyhodowania zakwasu podjęłam parę lat temu i poniosłam sromotną porażkę. Opis, który znalazłam na pewnym forum, był fatalny - wydało mi się, że to bardzo skomplikowana czynność, wymagająca umiejętności, za które jeszcze parę wieków temu spłonęłabym na stosie. Nie udało się. Zamiast zakwasu otrzymałam śmierdzącą obcą formę życia, która bardziej wyglądała jak bohater Wojen gwiezdnych niż baza do chleba. Zraziłam się na długi czas. Dopiero lektura &lt;/span&gt;&lt;a href="http://truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;blogu Patrycji&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;, który jest dla mnie źródłem nieustającej inspiracji, dodała mi odwagi. Wreszcie trafiłam na precyzyjny &lt;/span&gt;&lt;a href="http://truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com/2008/12/zakwas-produkcja.html"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;opis produkcji zakwasu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;, z wagami, temperaturą, czasem i informacjami podanymi po prostu kawa na ławę, bez miejsca na domysły i czarną magię. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Pomyślałam: zaryzykuję. Zaczekałam do jesieni, po urlopie, bo ten etap wymaga jednak regularnego doglądania nowej formy życia. Wiele było obaw, czy się uda, czy zakwas nie spleśnieje, czy chleb wyrośnie... Ale udało się i w krótkim czasie nabrałam pewności siebie. Nie twierdzę, że przez cały czas było łatwo. Pieczenie chleba w takich rasowych klasycznych bochenkach wymaga pewnej wprawy, po przełożeniu na blachę lubią rozjechać się we wdzięczny placuszek. Dopiero nabycie kamienia do pizzy okazało się rozwiązaniem, bo na kamieniu chleb wspaniale „odbijał”, lecz niestety kamień okazał się tandetny i przy drugim pieczeniu pękł. Od tego czasu piekę więc w keksówkach, kolejny kamień mam zamiar zamówić u kamieniarza (tym bardziej, że lubimy też domową pizzę, a taka pieczona na kamieniu jest o niebo lepsza), lecz zwlekam z tym od wielu miesięcy, skoro można piec dobry chleb i bez tego, po co zawracać sobie głowę? Kamień nie zając, nie ucieknie (nawiasem mówiąc, bardzo rzeczowy opis akcesoriów domowego piekarza można znaleźć &lt;/span&gt;&lt;a href="http://pracowniawypiekow.blogspot.com/2009/06/niezbednik-domowego-piekarza-cz-3.html"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;u Liski&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Od jesieni 2010 r. nie kupuję chleba. Regularnie piekę w domu. Zakwas, z delikatnego słabego stworzonka, jakim był w pierwszych miesiącach życia, stał się mężnym chłopiskiem na schwał i żadne przeciwności losu mu nie straszne. Był nawet SAM przez trzy tygodnie na wakacjach na wsi (opiekowali się nim moi Rodzice pod naszą nieobecność), bardzo był dzielny i grzeczny, nie płakał, a po początkowym szoku spowodowanym podróżą dziarsko się poderwał i rósł pięknie jak zwykle.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Wszystko pięknie ładnie malinowo, lecz jak to w końcu jest z tym czasem na hodowlę zakwasu i pieczenie chleba? Coco.nut pytała przecież o przepis na szybki chleb. Powiem tak, pieczenie chleba nie jest czynnością szybką. Jest ŁATWE i NIEPRACOCHŁONNE, ale wymaga czasu. Na szczęście nie oznacza to, że musimy nad chlebem wisieć przez 24 godziny, robić coś z nim przez nie wiadomo ile czasu, to nie risotto, przy którym trzeba stać i merdać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Pieczenie na drożdżach oznacza trochę czasu na zarobienie ciasta, potem dajemy mu spokój i pozwalamy wyrosnąć, w tym czasie można robić milion innych rzeczy (poczytać, zrobić pranie, wykorzystać seksualnie towarzysza życiowego czy towarzyszkę, wedle gustu...) i nie trzeba wcale zwracać na wyrastający chleb uwagi, lepiej nawet dać mu spokój i mu za bardzo nie przeszkadzać. Potem pieczenie - oprócz włożenia chleba do pieca też nie wymaga wiele zachodu. Potem wyjmujemy upieczony chleb z pieca i odganiamy domowników, żeby nie zeżarli na ciepło, bo im zaszkodzi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;A na zakwasie? W moim odczuciu pieczenie na zakwasie wymaga jeszcze mniej wysiłku, ciasto na drożdżach (takich z kostki lub suszonych) potrzebuje staranniejszego wyrabiania.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Sama hodowla zakwasu to kwestia poświęcenia kilku minut dziennie: odmierzamy, mieszamy, odstawiamy. I tak przez parę dni, nieco ponad tydzień.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Gdy zakwas jest już gotowy, trzymamy go w lodówce. I jedyne, o czym trzeba pamiętać, to o systematycznym dokarmianiu raz na tydzień (jeśli nie pieczemy tak regularnie), albo wyjąć go z wyprzedzeniem przed planowanym pieczeniem chleba.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;U mnie zwykle wygląda to tak: dwa dni przed planowanym pieczeniem wyjmuję po południu zakwas z lodówki. Odczekuję dwie-trzy godziny, żeby się zagrzał, wieczorem dokarmiam. Rano następnego dnia przygotowuję zaczyn. Najczęściej piekę wg tego &lt;/span&gt;&lt;a href="http://truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com/2008/12/zytni-razowy_16.html"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;przepisu na chleb żytni&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;, czasem z mąki żytniej razowej, czasem z jaśniejszej, tzw. żurkowej. Zwykle mieszam je w różnych proporcjach. W lecie, gdy jest ciepło,&amp;nbsp; zarabiam ciasto wieczorem, zostawiam do wyrośnięcia na noc, piekę rano. Gdy jest chłodniej (chleb wolniej rośnie) albo wiem, że nie będę miała dość czasu na pieczenie w ciągu dnia, zarabiam chleb dopiero po 24 godzinach od przygotowania zaczynu (czyli następnego dnia rano), zostawiam na cały dzień do wyrośnięcia, piekę wieczorem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Czasem, gdy chcę nieco przyspieszyć sprawę, bo chleb zostanie wyjedzony szybciej niż się spodziewałam, uciekam się do nieco prostszego wariantu, jak na przykład&lt;a href="http://pracowniawypiekow.blogspot.com/2008/09/chleb-z-san-francisco.html"&gt; chleb z San Francisco&lt;/a&gt;, bardzo smaczny, chociaż nieco wspomagany suszonymi drożdżami, które znacznie przyspieszają jego wyrastanie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Widzicie, takie czynności, jak przygotowanie zaczynu, zarobienie ciasta NIE WYMAGAJĄ WIELE CZASU. Każda z nich to może 10 minut do kwadransa. Nie więcej. Czas potrzebny jest na to, by zakwas się uaktywnił, zaczyn zaczął pracować, chleb wyrósł. Pieczenie chleba jest bardziej kwestią odpowiedniego planowania niż czasu i wysiłku, który trzeba w nie włożyć. Przytoczony przeze mnie przykład Koleżanki z małym Urwisem, która regularnie piecze, idealnie pokazuje, że się da. Wspomniana Koleżanka jest dobra w planowaniu (tym, co nazywam gospodarską logistyką), więc chociaż harmonogram Jej zajęć bywa mocno zatłoczony, jednak znajduje w nim miejsce na chleb. Specjalnie przytaczam przykład osoby, która pracuje zawodowo, dojeżdża do pracy spoza miasta, wychowuje wesołego dwulatka, w niektóre weekendy dorabia ustnymi tłumaczeniami w mieście oddalonym o kilkaset kilometrów od domu, gotuje i jeszcze czasem zajmuje się ogrodem. I życie towarzyskie też prowadzi. Po prostu mój przykład - osoby, która pracuje w domu i nie ma dzieci, mógłby wielu osób nie przekonać (często słyszę przecież - tak, &amp;nbsp;Ty nie masz dzieci, to masz dużo czasu...).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Przytoczyłam przepisy, które lubię, ale z szerokiego zakresu propozycji sprawdzonych rozwiązań przedstawianych na różnych blogach każdy może wybrać coś dla siebie. Jaśniejsze, ciemniejsze, bardziej ziołowe, pszenne, żytnie, orkiszowe....&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Jeśli cała ta argumentacja jeszcze Was nie przekonała, jako podsumowanie zdjęcie wspomnienia po chlebie, który przedstawiłam na początku. Okruszki, ot co.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-cgDPGeY95Rk/Ts_FnjvEyHI/AAAAAAAAAWQ/mgjcN_J3Gmg/s1600/DSC_0298.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://2.bp.blogspot.com/-cgDPGeY95Rk/Ts_FnjvEyHI/AAAAAAAAAWQ/mgjcN_J3Gmg/s400/DSC_0298.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;P.S. Nie zapominajcie, że do 30 listopada można jeszcze nadsyłać propozycje konkursowe!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-6448406913873395874?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/6448406913873395874/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/11/droga-do-domowej-piekarni.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6448406913873395874'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6448406913873395874'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/11/droga-do-domowej-piekarni.html' title='Droga do domowej piekarni'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-zjKNEUfrChU/Ts-HEscOoqI/AAAAAAAAAWI/nBe8wPzYwjk/s72-c/DSC_0075.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-5742561356794267924</id><published>2011-11-23T10:48:00.000+01:00</published><updated>2011-11-23T10:48:17.442+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prostota'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia'/><title type='text'>Zupa z gwoździa i pizza quattro cioccolati</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-BYRRPt2uYMM/TsulFS-Hz5I/AAAAAAAAAWA/iflwafQIWNw/s1600/types_pizza.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-BYRRPt2uYMM/TsulFS-Hz5I/AAAAAAAAAWA/iflwafQIWNw/s400/types_pizza.jpg" width="281" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;http://www.haroldsplanet.com/daily.htm&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Pamiętacie bajkę Aleksandra Fredry „Cygan i baba”? O tym, jak Cygan obiecał babie, że ugotuje krupnik na gwoździu? Jeśli nie pamiętacie, możecie sobie przypomnieć &lt;a href="http://babajki.republika.pl/cygan-i-baba.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. Hmm, szczyt minimalizmu w gotowaniu ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak poważnie jednak mówiąc, na czym polega minimalizm w kuchni? Na rezygnacji z gotowania? Na podgrzewaniu gotowych potraw? Może na niejedzeniu, jak ktoś mógłby pomyśleć po lekturze mojego niedawnego wpisu o poszczeniu? Czy też na zamawianiu pizzy przez telefon?&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Obecnie wiele osób rezygnuje z gotowania w domu, z wielu względów: braku czasu, rozkładu dnia, zmęczenia, łatwego dostępu do taniego i szybkiego jedzenia na każdym kroku. Stołówki, jadłodajnie, firmowe kafeterie, bary szybkiej obsługi, lokale z fast foodem, kanapki, przekąski. Roznosiciele kanapek i sałatek w biurowcach. Różne smaki, różne kuchnie, opcje dla wegetarian. Szybko, smacznie, niedrogo, wprost do ręki. Tak jest w wielu miejscach. Po co więc wysilać się, tracić czas na zakupy i gotowanie, skoro jedzenie przychodzi do nas niemal samo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy Ty znajdujesz na to czas, chce Ci się, nie szkoda Ci czasu na gotowanie? - Często słyszę takie pytania od znajomych. A gdy odpowiadam, że ugotowanie zupy czy upieczenie chleba wcale nie zajmuje wiele czasu, widzę pełne niedowierzania spojrzenie. Nie, nie szkoda mi czasu na gotowanie. Dlaczego? Bo tak jest smaczniej, taniej, zdrowiej, bo w ten sposób mam pewność, że moi bliscy nie jedzą „byle czego na mieście”. A z wygospodarowaniem czasu na kucharzenie jest tak samo, jak ze znajdowaniem go na inne sprawy. Jeśli uzna się, że gotowanie jest ważne, czas się znajdzie. Nie mamy go tylko wtedy, gdy nie chcemy go znaleźć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś nie cierpiałam gotowania, uważałam, że jest nudne. Aż pewne okoliczności życiowe postawiły mnie przed koniecznością gotowania dla czteroosobowej dość grymaśnej rodziny w celach zarobkowych, w krótkim czasie musiałam odłożyć koronę z głowy na bok i nauczyć się przynajmniej podstaw. Łatwo nie było, ale zadaniu podołałam, a tym samym przekonałam się, że kucharzenie nie takie straszne, jak się wydaje. I wcale nie nudne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz bardzo lubię spędzać czas w kuchni, bo nie dość, że to świetna zabawa, wielka przyjemność dla wszystkich zmysłów (sam proces gotowania - angażuje przecież nie tylko wzrok i dłonie, ale też węch, a nawet słuch...), to też zajęcie bardzo relaksujące i odstresowujące. A ileż radości daje, gdy możemy poczęstować czymś smacznym ukochane i najbliższe osoby czy przyjaciół. Dla samej siebie gotuję (mąż często wyjeżdża), nie muszę wtedy oglądać się na gusty innych i kieruję się tylko własnym smakiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ukrywam jednak, że tak jak i w innych dziedzinach życia, najważniejsza jest dla mnie prostota, zarówno pod względem przygotowania, jak i formy potraw. I zwykle nie mam zbyt wiele czasu na stanie przy garach. Jak to zrobić, by gotować i nie zwariować? Dobrze zorganizować sobie pracę, przede wszystkim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyposażenie kuchni zależy przede wszystkim od upodobań i zwyczajów właścicieli. O minimalistycznej kuchni pisały już Dziewczęta, &lt;a href="http://tofalaria.blogspot.com/2011/11/w-maej-kuchni.html"&gt;Tofalaria&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://plusultraminimalism.blogspot.com/2010/12/kuchnia-wyposazona-minimalnie.html"&gt;Plus Ultra&lt;/a&gt;. Nie będę więc powielać ich porad. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na podstawie własnych doświadczeń dodam tylko, że nawet w najmniejszej i najskromniej wyposażonej kuchni można przygotować danie godne królów, nie potrzebne są żadne pseudopomagacze, świecące kuchenki z wodotryskiem i inne bajeromiksy za ciężkie tysiące złotych. Im mniej gadżetów, tym zwykle lepiej. Co nie oznacza, że mam coś przeciwko AGD jako takim. Po prostu każdy musi dostosować ich rodzaj i ilość do swoich potrzeb. Dla mnie niezbędnikami są ekspres ciśnieniowy do kawy (bo poranek bez aromatycznej arabiki traci połowę uroku), toster (bardzo lubimy grzanki, a dzięki temu nie marnuje się u nas pieczywo), blender zwany żyrafą (upodobanie do kremowych zup), mikser ręczny (potrafię obyć się bez, ale przyspiesza i ułatwia pieczenie). Łatwo jednak przesadzić i skończyć z blatami zawalonymi niepotrzebnymi gratami, które będą tylko pokrywać się kurzem. Nie należy zapominać, że niewiele jest przedmiotów, bez których naprawdę nie da się obejść w kuchni (nóż, patelnia, garnek, miska itd.), cała reszta jest opcjonalna. Skromność wyposażenia nie musi oznaczać kiepskich potraw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z najwspanialszych kolacji w życiu poczęstowano mnie niegdyś w maleńkiej kawalerce, której Właścicielka dokonywała istnych cudów na mikrokuchence w kuchnio-przedpokoju, gdzie było tak mało miejsca, że nie była w stanie przygotować całej porcji dla czterech osób na raz, więc jedliśmy na raty. Ale za to jak pysznie!&lt;br /&gt;Natomiast znam pewną dizajnerską kuchnię, gdzie gotuje się jedynie parówki i wodę na twardo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdej kuchni warto czasem urządzić wielkie odgruzowanie, podobne jak sprzątanie w szafie. Krytyczny przegląd stanu posiadania, od naczyń, sztućców i szkła, przez AGD, na zapasach kończąc. To, czego się nie używa - wydajemy lub sprzedajemy, co zepsute - naprawiamy lub wyrzucamy, to, co zostaje - doprowadzamy do porządku. Zapasy spożywcze także przeglądamy, pozbywając się produktów przeterminowanych. Gdy mamy do dyspozycji niezagracone blaty i przestrzenie robocze, czystą i niezapchaną lodówkę, porządek w szafkach, o wiele przyjemniej się pracuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A gdy mamy już pięknie posprzątaną kuchnię, zastanówmy się, co będziemy w niej robić. Dla mnie codzienne gotowanie jest wypadkową upodobań domowników, dostępnych składników, ilości czasu, jakim dysponuje kucharka, a także dbałości o smak i różnorodność potraw. Pomimo tego, ile produkowałam się ostatnio na temat zdrowego żywienia, nie wymieniam go tutaj jako kryterium stosowanego podczas obmyślania kolejnego posiłku. Rzecz w tym, że gdy zaczynamy gotować z myślą „od dzisiaj będziemy się zdrowo odżywiać”, zwykle kończy się to tym, że jemy rzeczy nudne i pozbawione smaku. Moim zdaniem należy zacząć od drugiej strony, dbać o to, by przygotowywać potrawy smaczne, ze świeżych i dobrej jakości składników, różnorodne, lecz sezonowe, pozbawionej zbędnych syntetycznych składników, i właśnie w ten sposób zaczniemy się odżywiać zdrowo, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najważniejszą sprawą, jeśli chodzi o gotowanie w duchu prostoty, oprócz porządku w kuchni, jest odpowiednie planowanie zakupów i zapasów. Gromadzenie zbyt wielu produktów może sprawić, że nie zapanujemy nad terminami przydatności do spożycia lub zalęgnie się jakieś obleśne robactwo, zbyt skąpe zasoby oznaczają częste kryzysy kulinarne i konieczność ciągłego biegania do sklepu. Trzeba więc sobie wypracować żelazny zestaw, do którego dokupujemy na bieżąco świeże składniki, by móc z łatwością komponować posiłki, nawet nie dysponując wielką ilością czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co powinno znaleźć się w takim żelaznym zestawie? To kwestia indywidualna, zależna od typowego jadłospisu domowników. Dopracowuje się go na podstawie ulubionych i najczęściej przygotowywanych potraw. Czy są to zupy, potrawy jednogarnkowe, czy też mięso + ziemniaki + surówka?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W moim żelaznym zestawie są różne rodzaje mąki (wyłącznie razowej), kilka rodzajów makaronu, suche warzywa strączkowe (różne fasole, soczewica, ciecierzyca), tłuszcze , warzywne przetwory w słoikach, oczywiście przyprawy i zioła. Zamrożone mięso, kilka mrożonek warzywnych (jako rozwiązanie awaryjne). Nie ma w nim sztucznej, przetworzonej żywności, której unikam głównie z powodu jej smaku. Gotowce po prostu są niesmaczne. Wszelkie te kostki, wzmacniacze smaku, fiksy i pomysły na... Cóż, jeśli ktoś miałby nie gotować wcale, a przygotowuje coś ciepłego dla rodziny, pomagając sobie torebką, świat się nie zawali, lecz przecież bez tych &amp;nbsp;wspomagaczy też można przygotowywać szybkie i proste potrawy. Do zrobienia dobrego sosu pomidorowego wcale nie potrzeba proszku z torebki, podobnie jak do ugotowania pożywnej zupy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak nie gotuję wszystkiego od podstaw, nie przygotowuję sama ciasta francuskiego ani nie robię w domu makaronu, nie kręcę (jeszcze) majonezu (chociaż muszę spróbować, bo podobno to łatwe, a smak o niebo lepszy). Nie robię i nie będę robić jogurtów. Zdarza mi się skorzystać z ekologicznej kostki rosołowej czy bulionetki, mam ulubioną gotową przyprawę do chili con carne (które zresztą również pyszne jest w wersji jarskiej jako chili z soczewicą).&lt;br /&gt;Myślę, że warto zachować równowagę pomiędzy rozsądnym korzystaniem z półproduktów, a spędzaniem połowy życia w kuchni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co kupuję w wersji gotowej? Pomidory w puszkach, przecier pomidorowy, wspomniane ciasto francuskie (używane rzadko), gotowe makarony. Natomiast moim zdaniem nie warto kupować gotowych płatków śniadaniowych, bo zrobienie domowej granoli czy mieszanki muesli jest łatwe i nie zajmuje wiele czasu.&amp;nbsp; Słodyczy (oprócz czekolady, rzecz jasna), przecież np. razowe muffiny piecze się w mgnieniu oka. Warzyw strączkowych w puszkach, ugotowanie fasoli wymaga tylko pomyślenia o wcześniejszym zamoczeniu (z wyjątkiem zapasu awaryjnego, może się przydać, gdy trzeba ugotować coś pożywnego na szybko). Gotowych dań w torebkach.&lt;br /&gt;I chleba - bo pieczenie chleba jest jedną z najłatwiejszych czynności kulinarnych, a dostępne w handlu pieczywo albo jest tanie, lecz niesmaczne i pełne dziwnych substancji, albo pyszne i wartościowe, lecz horrendalnie drogie. Podliczenia kosztów pieczenia domowego chleba dokonała również Tofalaria &lt;a href="http://tofalaria.blogspot.com/2011/02/domowy-chleb-drogo-czy-tanio.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko lubię jadać na mieście - od czasu do czasu wychodzimy na niedzielny obiad do restauracji. Gdy gotuje się na co dzień, tym bardziej docenia się, gdy czasem ktoś inny przyrządza dla nas coś pysznego.&lt;br /&gt;Gdy idziemy do restauracji, mogę skupić się tylko na dwóch kwestiach: jak wyglądać ślicznie i na co mam dzisiaj apetyt. A potem tylko siedzę, pachnę i delektuję się :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To też okazja do wypróbowania innych smaków, czasem źródło kulinarnej inspiracji. Niektóre potrawy bardzo smakowite w wersji domowej, jak pizza, są atrakcyjniejsze w lokalu, chociażby ze względu na ograniczenia techniczne (nie mam przecież pieca opalanego drewnem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życie współczesnej gospodyni domowej (lub gospodarza, precz z seksizmem) wymaga dobrej organizacji i logistyki. Znalezienie czasu na konieczne zajęcia, pogodzenie obowiązków domowych z pracą zawodową czasami wydaje się równie trudne, co balansowanie na cienkiej linie nad przepaścią. I każdemu zdarza się czasem ponieść porażkę, wrócić do domu po ciężkim dniu, zajrzeć do lodówki i zobaczyć tam jedynie światło. Wtedy jedynym wyjściem może być ugotowanie makaronu z sosem z torebki czy też zamówienie pizzy na telefon, nie przesadzajmy, naprawdę nie jest to dramat na miarę &lt;em&gt;Zbrodni i kary.&amp;nbsp;&lt;/em&gt;Warto jednak pracować nad taką organizacją domowego życia, by znaleźć czas na gotowanie&amp;nbsp;&lt;strong&gt;prawdziwego jedzenia.&amp;nbsp;&lt;/strong&gt;I otworzyć się na radość, jaką ta czynność może przynosić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam więc na pizzę &lt;em&gt;quattro cioccolati,&amp;nbsp;&lt;/em&gt;serwowaną przez Harolda.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-5742561356794267924?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/5742561356794267924/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/11/zupa-z-gwozdzia-i-pizza-quattro.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/5742561356794267924'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/5742561356794267924'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/11/zupa-z-gwozdzia-i-pizza-quattro.html' title='Zupa z gwoździa i pizza quattro cioccolati'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-BYRRPt2uYMM/TsulFS-Hz5I/AAAAAAAAAWA/iflwafQIWNw/s72-c/types_pizza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-9172130505865459261</id><published>2011-11-08T15:40:00.000+01:00</published><updated>2011-11-08T15:40:03.219+01:00</updated><title type='text'>Mała podpowiedź do konkursu kulinarnego</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Przypomniałam sobie o bardzo inspirującym blogu &lt;em&gt;&lt;a href="http://www.beawkuchni.com/"&gt;Bea w kuchni&lt;/a&gt;,&amp;nbsp;&lt;/em&gt;zapewne sporo osób tu bywających zna również blog Bei, ale tym, którzy nie znają, a chcieliby wziąć udział w konkursie na danie sezonowe, może przydać się wyczerpujące &lt;a href="http://www.beawkuchni.com/2010/01/warzywa-sezonowe-zima.html"&gt;omówienie zimowych warzyw&lt;/a&gt;, wraz z sugestiami, w jaki sposób można poszczególne warzywa wykorzystać. &amp;nbsp;U Bei można znaleźć także &lt;a href="http://www.beawkuchni.com/wp-content/kalendarz-warzyw-i-owocow-sezonowych.pdf"&gt;kalendarz warzyw i owoców sezonowych&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;Życzę miłej i owocnej inspiracji!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-9172130505865459261?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/9172130505865459261/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/11/maa-podpowiedz-do-konkursu-kulinarnego.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/9172130505865459261'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/9172130505865459261'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/11/maa-podpowiedz-do-konkursu-kulinarnego.html' title='Mała podpowiedź do konkursu kulinarnego'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-7744655684466175173</id><published>2011-11-06T13:28:00.000+01:00</published><updated>2011-11-06T13:28:58.677+01:00</updated><title type='text'>Konkurs - pobawmy się w blog kulinarny!</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-y5BTceHauhQ/TrZ7eeSr9HI/AAAAAAAAAVY/RoPp90At2mk/s1600/Real_Cooking.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-y5BTceHauhQ/TrZ7eeSr9HI/AAAAAAAAAVY/RoPp90At2mk/s320/Real_Cooking.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zeszłoroczny &lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2010/12/ida-swieta-ida-swieta-kazda-buzia.html"&gt;konkurs świąteczny&lt;/a&gt; przyniósł mi wiele radości, postanowiłam więc również na koniec tego roku zaprosić Was do zabawy i współpracy przy tworzeniu blogu. Ostatnio kręciliśmy się trochę wokół tematyki zdrowia i jedzenia, a powoli zmierzamy w stronę minicyklu o minimalizmie w kuchni i prostocie w gotowaniu. Dlatego wymyśliłam dla Was zadanie, ciekawa jestem, czy się Wam spodoba?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ogłaszam konkurs na przepis kulinarny na danie sezonowe, na późną jesień i zimę. Ramy „sezonu” są dość luźne, głównie chodzi mi o to, żeby pokazać, co można smacznego ugotować, gdy nie ma już do dyspozycji takiej obfitości świeżych warzyw i owoców, jak w sezonie wiosenno-letnim. Dlaczego danie sezonowe? Ponieważ w dobie supermarketów, sprowadzania towarów z drugiego końca świata i powszechnej dostępności mrożonek często zapomina się o tym, że w naszej strefie klimatycznej jedzenie sałatki z pomidorów w środku zimy czy też świeżych truskawek w styczniu nie jest niczym naturalnym. A także dlatego, że gdy staramy się gotować zgodnie z porami roku, często jesteśmy zmuszeni do większej kreatywności (mniej dostępnych składników). Prócz tego po prostu wydajemy mniej (że nie wspomnę już o konsekwencjach dla środowiska naturalnego - mniejsze obciążenie transportem i mrożeniem towarów).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zrozummy się źle: nie jestem wrogiem mrożonek. Ani też nie ograniczam się tylko do produktów krajowych, lokalnych i sezonowych. Piję kawę z drugiego końca świata, lubię grecką oliwę i hiszpańskie pomarańcze. Mam jednak wrażenie, że czasem zachwycając się możliwościami, jakie daje nam nasza cywilizacja, zapominamy, że nasza rodzima tradycja kulinarna też ma wiele do zaoferowania. Zajadamy się sushi, kebabami, tropikalnymi owocami, próbujemy chińszczyzny czy kuchni tajskiej. Nie ma niczego złego w chęci kosztowania nowości czy egzotycznych smaków, chodzi tylko o skalę zjawiska. Nagle okazuje się, że niektórym osobom gotowanie bez użycia produktów egzotycznych (np. trawa cytrynowa czy liście limonki kaffir), zamorskich i „trendy”, ze składników łątwo dostępnych w naszym klimacie, bez mrożonek, bez warzyw sprowadzanych z drugiego końca kontynentu, wydaje się trudne, nudne i obciachowe. Kiszona kapusta? A fe! Brukiew? A co to takiego? Buraczki marynowane? Bleeee....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dość wymądrzania się i wstępów teoretycznych, przechodzimy do garów :) Zasady konkursu są bardzo luźne, liczę na Waszą inwencję i inteligencję. Danie sezonowe, jak już powiedziano (późna jesień - zima). Mile widziane produkty krajowe, ale bez podejścia dogmatycznego. Przecież wiele obecnych już od co najmniej kilkuset lat w kulturze europejskiej przypraw pochodzi z bardzo odległych stron świata (jak pieprz chociażby). A czymże byłyby zimowe potrawy bez rozgrzewających i aromatycznych przypraw? Właściwie nie wykluczam żadnego rodzaju składników, bardziej chodzi mi o uchwycenie „ducha” zimowego gotowania, niż o to, czy ktoś używa do sałatek oliwy czy oleju z pestek dyni.&lt;br /&gt;Nie trzeba ograniczać się do dań kuchni polskiej, przecież inspirując się kuchnią innych krajów, też można gotować wspaniałe potrawy z rodzimych składników. I, chociaż ostatnio pisałam o ograniczaniu mięsa w jadłospisie, wcale nie oznacza to, że czekam na wyłącznie wegetariańskie przepisy, bo przecież ze wszystkich słodyczy najbardziej lubię boczek ;-)&lt;br /&gt;Nie muszą być to wyłącznie potrawy obiadowe i kolacyjne, propozycje zimowych śniadań również będą mile widziane.&lt;br /&gt;Jeszcze jedno: w przypadku przeróbek przepisów, które od kogoś zapożyczyliście, proszę o podanie źródła inspiracji. Oczywiście można też przedstawić dania klasyczne w autorskiej wersji, czy też ulubione dania obecne w rodzinie od zawsze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Termin nadsyłania propozycji na mój adres poczty elektronicznej ajka.minimalistka@gmail.com to 30 listopada 2011 r. Proszę o dołączenie do przepisu zdjęcia lub innej ilustracji przedstawiającej gotową potrawę (może być np. rysunek) oraz krótkiego komentarza na temat Waszego podejścia do gotowania zgodnie z porami roku, sezonowo i lokalnie (czy stosujecie takie podejście i jak Wam to wychodzi). Wszystkie przepisy (także nienagrodzone) zostaną opublikowane w grudniu, z podaniem imienia, pseudonimu lub pełnych danych Autora lub Autorki (wedle życzenia).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro jest konkurs, muszą być i nagrody. Książkowe, jak zwykle. Główna to&amp;nbsp;&lt;em&gt;Real Cooking&amp;nbsp;&lt;/em&gt;Nigela Slatera i połączone wydanie&amp;nbsp;&lt;em&gt;Kitchen Confidential&amp;nbsp;&lt;/em&gt;i&amp;nbsp;&lt;em&gt;A Cook's Tour&amp;nbsp;&lt;/em&gt;Anthony'ego Bourdaina. Pozycje anglojęzyczne, mam nadzieję, że nie zniechęci to potencjalnych Uczestników i Uczestniczek, a może taka nagroda pomoże w szlifowaniu znajomości języka?&lt;br /&gt;Pozostałe dwie nagrody to omawiane w poprzednim wpisie dzieło Michaela Pollana&amp;nbsp;&lt;em&gt;W obronie jedzenia. Manifest wszystkożerców&amp;nbsp;&lt;/em&gt;oraz&amp;nbsp;&lt;em&gt;Wyznania francuskiego piekarza&lt;/em&gt; Petera Mayle'a i Gerarda Auzeta (Peter Mayle to autor&amp;nbsp;&lt;em&gt;Roku w Prowansji&amp;nbsp;&lt;/em&gt;i&amp;nbsp;&lt;em&gt;Dobrego roku,&amp;nbsp;&lt;/em&gt;na podstawie którego Ridley Scott nakręcił film pod tym samym tytułem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam do udziału i życzę powodzenia!!!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-7744655684466175173?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/7744655684466175173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/11/konkurs-pobawmy-sie-w-blog-kulinarny.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7744655684466175173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7744655684466175173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/11/konkurs-pobawmy-sie-w-blog-kulinarny.html' title='Konkurs - pobawmy się w blog kulinarny!'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-y5BTceHauhQ/TrZ7eeSr9HI/AAAAAAAAAVY/RoPp90At2mk/s72-c/Real_Cooking.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-524759544671603343</id><published>2011-11-04T22:07:00.002+01:00</published><updated>2011-11-04T22:12:21.739+01:00</updated><title type='text'>Manifest wszystkożerców</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-R0sCopmgTC4/TrQjy9dRS7I/AAAAAAAAAVQ/XbCBJ09iO1c/s1600/W-obronie-jedzenia-Manifest-wszystkozercow_Michael-Pollan%252Cimages_big%252C15%252C978-83-62445-00-4.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-R0sCopmgTC4/TrQjy9dRS7I/AAAAAAAAAVQ/XbCBJ09iO1c/s320/W-obronie-jedzenia-Manifest-wszystkozercow_Michael-Pollan%252Cimages_big%252C15%252C978-83-62445-00-4.jpg" width="210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ostatnio pisałam o poszczeniu, ale poszczę tylko raz na jakiś czas. Natomiast na co dzień lubię gotować i jeść, bardzo interesuje mnie nie tylko kultura kulinarna różnych krajów, ale także zależności między jedzeniem a samopoczuciem i zdrowiem. Sporo już przeczytałam różnych książek na te tematy. Żałuję jednak, że Michael Pollan nie napisał swojego manifestu kilka lat wcześniej, lecz dopiero w 2008 r. Mam na myśli książkę &lt;i&gt;W obronie jedzenia. Manifest wszystkożerców (&lt;/i&gt;tyt. oryginalny &lt;i&gt;In defence of food. An eater's manifesto), &lt;/i&gt;wydaną w Polsce nakładem wydawnictwa Mind Dariusz Syska. Po tej lekturze właściwie wszystkie poradniki dietetyczne wydają mi się całkowicie bezużyteczne.&lt;br /&gt;To ciekawe, że najlepszą książkę o filozofii żywienia napisała osoba, która nie jest ani dietetykiem, ani lekarzem, lecz dziennikarzem &lt;i&gt;The New York Times Magazine,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;a na dodatek Amerykaninem. Jak sam  Michael Pollan stwierdza, czytelnicy mają prawo zastanawiać się, jakie ma podstawy do tego, by mówić innym, co i jak mają jeść. Odpowiada, że stoi za nim po prostu autorytet tradycji i zdrowego rozsądku.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Pozycja ta zaciekawiła mnie przede wszystkim dlatego, że wyjaśnia, w jaki &amp;nbsp;sposób doszło do powstania podejścia, nazywanego przez Michaela Pollana ideologią dietetyzmu. Pokazuje, jak próbowano w dobrej wierze sformułować zalecenia żywieniowe, które miały uchronić amerykańskie społeczeństwo przed chorobami cywilizacyjnymi, a pod wpływem rozmaitych czynników (m.in. nacisków lobby producentów żywności) tak zmieniano te wskazówki, że w ostatecznym rozrachunku przyniosły one skutki wręcz przeciwne do zamierzonych. Opisuje, w jaki sposób zaczęto coraz większą wagę przywiązywać do naukowego podejścia do żywienia i jak doprowadziło to do przekonania konsumentów „do trzech zgubnych mitów: że najważniejsze nie jest jedzenie, ale składniki odżywcze; ludzie potrzebują pomocy ekspertów, by wiedzieć, co należy jeść, ponieważ składniki odżywcze są niewidoczne i nie wszystkim znane; jedynym celem jedzenia jest zdrowie fizyczne”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor nie podważa znaczenia nauki, wskazuje jedynie, że zbytnie przejmowanie się kolejnymi rewelacjami i wynikami coraz to nowych badań prowadzi do wprowadzania zmian w odżywianiu, które wbrew pozorom wcale nie przybliżają nas do stanu powszechnego zdrowia, lecz jak wskazuje przykład amerykańskiego społeczeństwa, przynosi katastrofalne wręcz konsekwencje. Nauka o żywieniu wciąż jest jeszcze młodą dziedziną i wprawdzie posuwa się coraz dalej i przynosi coraz więcej wiedzy o zależnościach między jadłospisem a zdrowiem, lecz często skupia się na pojedynczych składnikach zamiast na całości zwyczajów żywieniowych danej populacji czy też na współdziałaniu różnych pokarmów. Zdaniem Pollana na obecnym etapie naukowcy nie wiedzą jednak jeszcze dostatecznie dużo, by pozwolić im decydować o naszym jadłospisie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drugiej części książki dziennikarz śledzi historę procesu uprzemysłowienia żywności: „silny wzrost produkcji wysoko przetworzonej żywności i produktów z ziaren zbóż pozbawionych otrąb, zastosowanie nawozów sztucznych w uprawie roślin i hodowli zwierząt w ogromnych gospodarstwach monokulturowych, ogromną obfitość tanich kalorii pod postacią cukru i tłuszczu produkowanych przez współczesne rolnictwo oraz ograniczanie różnorodności jedzenia do niewielkiej garstki podstawowych nasion - pszenicy, kukurydzy i soi.” Proces ten doprowadził do ukształtowania zachodniego sposobu odżywiania, opartego przede wszystkim na dużej ilości żywności przetworzonej i mięsa oraz dużych ilości dodawanych do pokarmów tłuszczów i cukrów. Jak pisze Pollan „mnóstwo wszystkiego, oprócz warzyw, owoców i pełnych ziaren zbóż”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze dwie części książki stanowią obszerne wprowadzenie do proponowanych przez Pollana sposobów na odejście od tej tzw. diety zachodniej. Wprawdzie formułuje on kilkadziesiąt zasad odżywiania, które mają być jego zdaniem korzystne nie tylko z punktu widzenia zdrowia, ale też przyjemności, lecz cały ten&amp;nbsp;&lt;i&gt;Manifest&amp;nbsp;&lt;/i&gt;sam streszcza w trzech krótkich punktach: Jeść prawdziwe jedzenie. Niezbyt wiele. W większości pokarmy pochodzenia roślinnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak rozpoznać prawdziwe jedzenie, jak odróżnić go od „produktów pokarmopodobnych”, które wprawdzie są jadalne, lecz są tylko substytutami prawdziwej żywności? Autor podaje kilka prostych zasad: na przykład „nie jedz niczego, czego Twoja prababka nie uznałaby za jedzenie”. Zaleca unikanie produktów zawierających więcej niż pięć składników lub nieznane składniki. Namawia, by nie kupować żywności w supermarkecie, lecz na targu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wprawdzie Michael Pollan nie namawia do całkowitego porzucenia jedzenia mięsa,    lecz zachęca do traktowania go jako dodatku do żywności, a nie podstawy jadłospisu.  „Nie znalazłem nieodpartych argumentów przeciwko mięsu - nie znaczy to oczywiście, że nie istnieją powody natury etycznej i środowiskowej, by go nie jeść”. Pisze, że człowiek nie ma konieczności jedzenia mięsa, bo znajdujące się w składniki można też dostarczyć organizmowi z innych pokarmów, a witaminę B12 z innych produktów pochodzenia zwierzęcego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wskazuje, że spożywanie mięsa ma i złe, i dobre strony, bo znajdując się na szczycie łańcucha pokarmowego gromadzi i skupia nie tylko wiele składników odżywczych, ale też toksyn obecnych w środowisku. Namawia więc do zmniejszenia jego proporcji w jadłospisie (pisze na przykład o fleksitarianizmie - czyli stosowaniu diety zbliżonej do wegetariańskiej). I przypomina o zapomnianej przez wiele osób prawdzie, że to, co zjadają zwierzęta, przekłada się na jakość mięsa, mleka i jajek. Dlatego warto jest szukać produktów pochodzących od zwierząt, które nie pochodzą z hodowli przemysłowych i żyją w warunkach jak nabliższych naturze.&lt;br /&gt;I na koniec najtrudniejsze dla wielu osób zalecenie: jeść mniej. Nie przejadać się, jeść powoli, przy stole, w towarzystwie, w trakcie prawdziwych posiłków, a nie samotnie przy biurku, przed komputerem, telewizorem, w samochodzie, w biegu. Jeść z przyjemnością (na to też potrzeba czasu, nie da się czerpać przyjemności z jedzenia połykanego w pośpiechu). Przywiązywać wagę do jakości jedzenia i angażować się w proces jego przygotowania (a jeszcze lepiej powstawania - przez uprawę ogródka). I jeszcze jedno: wypijać lampkę wina do posiłku :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się, że pojawiają się takie głosy rozsądku, jak książki Michaela Pollana. Jego podejście bardzo do mnie przemawia, właściwie mogłabym się pod jego manifestem podpisać wszystkimi kończynami naraz. W pełni zgadzam się ze wszystkimi jego zaleceniami: zarówno nawoływaniem do powrotu do prawdziwego jedzenia, jak i do przywiązywania większej wagi do jakości naszych pokarmów, a także do celebrowania posiłków, czerpania przyjemności z jedzenia, przy jednoczesnym traktowaniu spotkania przy stole jako doskonałej okazji do spędzania czasu z rodziną czy przyjaciółmi. W naszym szalonym świecie coraz częściej spotyka się ludzi, którzy uważąją, że za posiłek wystarcza buła połknięta przed ekranem komputera, ewentualnie popita jakimś płynem o nienaturalnym kolorze i smaku. &lt;br /&gt;Podobnie jak Pollan, nie namawiam nikogo do całkowitej rezygnacji z mięsa - chociaż zdaję sobie sprawę, że można bardzo dobrze funkcjonować, stosując dietę wegetariańską (sprawdzałam na własnej skórze przez niemal rok, teraz pasuje do mnie to śmieszne słowo: fleksitarianka, mięso jadam okazjonalnie), lecz myślę, że dla większości populacji już pewne ograniczenie jego ilości w jadłospisie na korzyść warzyw i owoców mogłoby okazać się wielką rewolucją.&lt;br /&gt;Cóż, zwolenników diety Atkinsa, Kwaśniewskiego oraz doktora Dukana i tak nie przekonam, nie mam zresztą takich ambicji. Jednak wielu z moich Czytelników do ograniczania mięsa namawiać nie trzeba, bo z tego, co wiem, sporo wegetarian (i wegan) tu zagląda :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wegetarianie, mięsożercy oraz wszyscy inni -żercy już wkrótce będą mogli wykazać się w konkursie kulinarnym, już, już, w następnym wpisie uchylę zasłony tajemnicy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wszystkie cytaty pochodzą z książki Michaela Pollana &lt;/i&gt;„&lt;i&gt;W obronie jedzenia. Manifest wszystkożerców&lt;/i&gt;”,&amp;nbsp;&lt;i&gt;w przekładzie Ewy Krystyny Suskiewicz, nakładem wydawnictwa Mind.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-524759544671603343?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/524759544671603343/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/11/manifest-wszystkozercow.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/524759544671603343'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/524759544671603343'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/11/manifest-wszystkozercow.html' title='Manifest wszystkożerców'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-R0sCopmgTC4/TrQjy9dRS7I/AAAAAAAAAVQ/XbCBJ09iO1c/s72-c/W-obronie-jedzenia-Manifest-wszystkozercow_Michael-Pollan%252Cimages_big%252C15%252C978-83-62445-00-4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-542243037329534271</id><published>2011-10-27T20:32:00.000+02:00</published><updated>2011-10-27T20:32:01.105+02:00</updated><title type='text'>Zero kalorii</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt; &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-4Fd-Thf_aKM/Tql9X8HL-DI/AAAAAAAAAVI/Yqq-EAxEJBA/s1600/leczenie-glodem-komu-wol_14486.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-4Fd-Thf_aKM/Tql9X8HL-DI/AAAAAAAAAVI/Yqq-EAxEJBA/s320/leczenie-glodem-komu-wol_14486.jpg" width="225" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dzisiaj jeden z tematów, które już od dawna były na liście tzw. wpisów oczekujących. A przypomniał mi o nim &lt;a href="http://drogaminimalisty.blogspot.com/"&gt;Henryk Minimalista&lt;/a&gt; w komentarzu do niedawnego tekstu&amp;nbsp;&lt;i&gt;&lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/10/zycie-pod-kloszem.html"&gt;Życie pod kloszem&lt;/a&gt;.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Chodzi o głodówki. Sam Henryk pisze zresztą o głodówkach w interesującym artykule&amp;nbsp;&lt;i&gt;&lt;a href="http://drogaminimalisty.blogspot.com/2011/05/dieta-minimalisty_10.html"&gt;11 cennych reguł dietetycznych&lt;/a&gt;.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temat ten wzbudza chyba równie gwałtowne reakcje i negatywne emocje, co np. dieta Atkinsa czy Kwaśniewskiego. Spotkałam się z wieloma bardzo negatywnymi opiniami, ale wyłącznie u osób, które nigdy w życiu nie próbowały pościć i panicznie boją się głodówki. Prawdopodobnie dlatego, że samo to słowo źle się kojarzy - z głodem. To prawda, że głód zabija, a niedożywienie rujnuje zdrowie. Faktem jest, że blisko miliard ludzi na świecie głoduje. Stąd ten lęk. Ale głodówka nie ma nic wspólnego z klęską głodu. Pości się z własnej woli, przez określony czas. W sobie znanym celu.&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Ze względu na te negatywne skojarzenia właściwszym jest używanie terminów „post” lub „kuracja głodowa”. Osobom, które nigdy nie pościły, wydaje się, że post wiąże się ze straszliwymi cierpieniami, mękami, nieustannym uczuciem głodu. A tymczasem nic bardziej mylnego.&lt;br /&gt;Przede wszystkim zacznijmy od powodów, dla których można pościć. W tradycji wielu kultur istnieją różne formy okresowych postów, zwykle z przyczyn duchowych i religijnych. Czasem mają postać całkowitej rezygnacji z przyjmowania pokarmu, czasem wiążą się jedynie z niejedzeniem o określonej porze dnia lub wyrzeczeniem się określonych rodzajów pożywienia.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Nie zapominajmy też, że zanim człowiek nauczył się przechowywać żywność i konserwować ją tak, by nie psuła się przez długie zimowe miesiące, często doświadczał głodu, gdy skończyły się zapasy. W okresie tzw. przednówka, czyli od momentu wyczerpania zimowych zapasów aż do pojawienia się pierwszych plonów i zazielenienia się łąk biedniejsze rodziny musiały nieraz głodować lub zużywać nawet nadpsute produkty albo jeść rośliny uważane zwykle za chwasty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj w krajach rozwiniętych większość ludności ma dostęp do niemal nieograniczonych ilości jedzenia przez cały rok. Nie muszę przypominać o popularności produktów wysoko przetworzonych, z oczyszczonej mąki, zawierających dużą liczbę sztucznych dodatków i konserwantów, soli, tłuszczów niskiej jakości. O powszechnym nadużywaniu produktów pochodzenia zwierzęcego i zbyt niskim spożyciu warzyw i owoców. O powszechnym przejadaniu się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego pościć? Mówiąc najprościej, po to, by dać organizmowi szansę przeprowadzenia porządków, a w przypadku dłuższego postu wręcz generalnego remontu. Jak pisze Gerhard Leibold, autor książeczki, której okładkę widzicie na ilustracji,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Leczenie głodem. Komu wolno pościć:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;Rzadko która metoda terapeutyczna wywiera na organizm tak głęboki wpływ, jak kuracja głodowa. Poczynając od spalania zbędnych rezerw tłuszczowych, nagromadzonych przez niewłaściwy model odżywiania się, poprzez spalanie i wydalenie z organizmu toksyn i odpadów procesu przemiany materii magazynowanych w tkankach, aż po przestawienie się przemiany materii oraz zmiany napięć wewnętrznych wegetatywnego systemu nerwowego, lecznicza głodówka wpływa na organizm jako całość, umożliwiając mu sprawniejsze funkcjonowanie.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Wspomniana skromna książeczka wpadła mi po raz pierwszy w dłonie już bardzo dawno temu. Zawsze interesował mnie wpływ odżywiania na zdrowie, byłam i nadal jestem w pełni przekonana o dobroczynnym oddziaływaniu postów na organizm człowieka. Jednak moim (i nie tylko moim) zdaniem do postów, zwłaszcza dłuższych, należy podchodzić z wielką rozwagą, ponieważ przeprowadzane na wariata, bez odpowiedniego przygotowania teoretycznego i praktycznego, mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku, a nawet doprowadzić do trwałej utraty zdrowia zamiast jego poprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim nie każdy może pościć, są choroby, w których przypadku post jest wykluczony, przede wszystkim dotyczy to stanów wyniszczających organizm. W innych konieczny jest nadzór doświadczonego terapeuty. Także osoby bardzo młode oraz cierpiące na psychiczne zaburzenia odżywiania powinny powstrzymać się od poszczenia, ze względu na psychiczne implikacje, brak znajomości własnych reakcji lub niepanowanie nad nimi (co może zaowocować np. rzucaniem się na jedzenie i obżarstwem po zakończeniu postu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli jednak wiemy, że możemy pościć i chcemy to zrobić, jak się do tego zabrać? Nie sposób zawrzeć w jednym wpisie całą wiedzę konieczną do rozsądnego przeprowadzenia dłuższego postu, więc odsyłam zainteresowanych do lektury odpowiednich źródeł (np. cytowanej powyżej książki, lecz istnieją też inne ciekawe i wartościowe publikacje na ten temat). W niniejszym wpisie chciałam za to podzielić się osobistymi doświadczeniami w tej kwestii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przypadku okazjonalnych krótkich, jedno- czy dwudniowych głodówek, nie są konieczne jakieś szczególne przygotowania, ale takie krótkie posty nie mają też długotrwałych efektów. Na pewno warto je podejmować, zwłaszcza jeśli nie mamy czasu ani możliwości pościć dłużej, ale z własnego doświadczenia wiem, że nie przynoszą one tak wyraźnych skutków, jak posty nieco dłuższe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Próbowałam wielokrotnie krótkich (1-2 dni) postów, mam za sobą też dwa pięciodniowe, oddzielone roczną przerwą. W tym roku na wiosnę też miałam zamiar przeprowadzić pięciodniową kurację, lecz ze względu na zmiany w życiu zawodowym nie miałam wystarczająco dużo czasu ani warunków. Jeśli się uda, zrobię to jeszcze tej jesieni (z opcją przedłużenia do 7 dni), lecz jeśli nie zdążę przed nadejściem zimy, zaczekam do przedwiośnia/wiosny. Ani w środku lata, ani w zimie nie należy pościć, to zbyt wielkie obciążenie dla organizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wcześniej odpowiednio się przygotowałam, ograniczając stopniowo ilość białka zwierzęcego w diecie aż do przejścia na spożywanie wyłącznie pokarmów roślinnych. Dwa dni przed głodówką piłam tylko soki - ideałem byłyby świeżo wyciskane, z braku możliwości poprzestałam na kartonikowych. Po zakończeniu kuracji także stopniowo wracałam do tzw. „normalnego” jedzenia, uważając zarówno na jego ilość, jak i jakość. To bardzo ważne etapy (przed i po kuracji), zwłaszcza zbyt gwałtowny powrót do ciężej strawnych potraw mógłby przynieść opłakane skutki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas samej kuracji nie chodziłam do pracy (trzy dni urlopu plus weekend), ponieważ nie oszukujmy się, w okresie głodówki nie da się intensywnie pracować umysłowo ani też podejmować większego wysiłku fizycznego. Czytałam wprawdzie na jakimś niezbyt poważnym forum relacje osób, które twierdziły, że nawet podczas dziesięciodniowego postu były w stanie niemal góry przenosić, cóż, może to osobnicze przypadki, a może konfabulacje, nie wiem. Wiem, że pewna ilość ruchu, lekkie ćwiczenia fizyczne czy spacery na świeżym powietrzu są wręcz wskazane, by ułatwić eliminację toksyn, ale nie należy planować postu w okresie, gdy czekają nas takie wyzwania, jak egzaminy, ważne zlecenia ani też większe próby fizyczne. Nie ma też mowy o regularnym treningu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fizyczne samopoczucie zmieniało się w miarę upływu czasu. Na początku czuje się jeszcze głód, potem uczucie to zanika i powraca dopiero pod koniec kuracji, jakby organizm mówił „to już”. Osłabienie, lekkie oszołomienie. Pewne spowolnienie. W trzecim dniu nastąpił kryzys z objawami zbliżonymi do zatrucia pokarmowego. Gdy objawy ustąpiły, poczułam się świetnie, chociaż nadal byłam osłabiona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Psychiczne odczucia też się zmieniały, od lęku przed osłabieniem i ciekawości, jak będzie zachowywał się mój organizm i czy wytrzymam przez założony okres postu, aż po pewną euforię pod koniec kuracji. Ale im bliżej było do jej zakończenia, tym większa była też tęsknota za jedzeniem, za gryzieniem (tęsknotę za gryzieniem znają też zapewne osoby, które kiedykolwiek ze względów zdrowotnych były na diecie płynnej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Post to świetna okazja do zajrzenia w głąb siebie, taka randka z samym sobą. Próba, ale też moment przerwy.&amp;nbsp;Gerhard Leibold pisze o psychicznym przestawieniu się. To skupienie na swoich reakcjach, przyglądanie się sobie przynosi liczne korzyści. Można sobie przemyśleć wiele spraw, łącznie ze stosunkiem do jedzenia i swojego ciała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwszym pięciodniowym poście czekała mnie wielka niespodzianka. Słyszałam wcześniej, że po głodówce zmienia się smak, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo. Co ciekawe, owoce i warzywa okazały się przepyszne, natomiast największym zaskoczeniem była zmiana smaku wcześniej ulubionego soku pomarańczowego znanej i cenionej polskiej firmy. Naprawdę go lubiłam, wydawało mi się, że smakuje jak świeże owoce. Po zakończeniu postu przeżyłam szok. Sok okazał się smakować jak wywar z kartonu. Nigdy wcześniej nie czułam, że pokarm jest martwy, nie wiem, jak to inaczej określić. Smak jabłka był żywy, pełen energii, natomiast sok z kartonu smakował po prostu kartonem, papierem, stęchlizną. Nie czułam już w nim świeżej pomarańczy. Od tego czasu niemal nie pijam soków z kartonu, zresztą w ogóle rzadko pijam soki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy minęło osłabienie, czułam się jak nowo narodzona. Pełna energii. Efekty utrzymały się jeszcze przez jakieś pół roku po zakończeniu postu, łącznie ze zdecydowaną poprawą funkcjonowania układu pokarmowego, z którym od zawsze miałam problemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi post był już o wiele łatwiejszy. Wiedziałam czego się spodziewać, wiedziałam też, że wytrzymam te pięć dni bez problemu. Znów pojawiły się nieprzyjemne objawy w trzecim dniu, ale podobnie jak wcześniej minęły, pozostawiając o wiele lepsze samopoczucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie wiele się nauczyłam na temat swojego organizmu, wiem już, jak powinnam się odżywiać i jaki tryb życia prowadzić, by czuć się naprawdę dobrze. Co nie znaczy, że nie popełniam błędów, między „wiedzieć, co robić, żeby było dobrze” a „robić tak, żeby było dobrze”, jest jeszcze kawałek drogi do przebycia: pokonanie własnej słabości. A jak nie raz mówiłam, człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce. Myślę, że ten kryzys samopoczucia w trzecim dniu głodówki jest właśnie skutkiem tych błędów (gwałtowne oczyszczanie organizmu). I nad tym przede wszystkim teraz pracuję. Głupotą jest powtarzanie wciąż tych samych zachowań, jeśli znamy ich skutki i wiemy, że te skutki inne być nie mogą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Post jest wielkim wysiłkiem dla organizmu, ale też ciekawą przygodą. Warto podjąć tę próbę, chociaż nie namawiałabym do tego nikogo, kto jest poszczeniu przeciwny. To indywidualna decyzja. Ważne, by nie podejmować postu z negatywnym nastawieniem, z przekonaniem, że się nie uda, że będzie źle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Część lekarzy bardzo mocno krytykuje posty, inni mają do nich bardziej wyważony stosunek. Specjaliści medycyny naturalnej często wręcz do głodówek zachęcają.&lt;br /&gt;Osobiście jestem przekonana, że właściwie przeprowadzona kuracja głodowa może przynieść bardzo pozytywne skutki, ale jednocześnie należy dążyć do tego, by na co dzień nie obciążać zbytnio naszego organizmu niewłaściwym pożywieniem i złymi nawykami. Przeciwna też jestem zbyt częstemu powtarzaniu postów czy też przedłużaniu ich ponad potrzebę. Nie jestem jednak lekarzem ani specjalistą, swoje sądy opieram na własnym doświadczeniu, nie mogę więc zagwarantować, że to co dobre dla mnie, przyniesie też korzyści innym. Pamiętajcie, zachowajcie rozsądek!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec cytat ze&amp;nbsp;&lt;em&gt;Sztuki umiaru&amp;nbsp;&lt;/em&gt;Dominique Loreau:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;em&gt;Wiele osób regularnie pości lub przeprowadza monodiety trwające od trzech do dziesięciu dni. Wszystkie te osoby opowiadają, jak bardzo czują się wówczas wypoczęte; stwierdzają również, że niejedzenie przez jakiś czas - oczywiście pod warunkiem że robimy to przez krótki okres - może być równie przyjemne co jedzenie. Poszcząc, możemy mieć wrażenie, że pozbywamy się wszelkiego rodzaju niepotrzebnego obciążenia i przez to stajemy się wolni. Czujemy wtedy niezwykłą ulgę, zarówno fizyczną, jak i psychiczną. [...] Poszczenie może stać się przyzwyczajeniem i okazją do bliższego przyjrzenia się przesytowi, w jakim żyjemy.&lt;/em&gt;&lt;/blockquote&gt;Za to w kolejnych wpisach zamierzam pisać na temat zupełnie przeciwny do postów. O kuchennych minimalistach. Będzie więc sporo o jedzeniu i gotowaniu, ale też o zdrowym żywieniu. Acha, po sukcesie zeszłorocznego konkursu świątecznego planuję też przyjemny konkurs na koniec roku, z nagrodami. Kulinarny, a jakże :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-542243037329534271?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/542243037329534271/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/10/zero-kalorii_27.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/542243037329534271'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/542243037329534271'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/10/zero-kalorii_27.html' title='Zero kalorii'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-4Fd-Thf_aKM/Tql9X8HL-DI/AAAAAAAAAVI/Yqq-EAxEJBA/s72-c/leczenie-glodem-komu-wol_14486.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-6534239336148239295</id><published>2011-10-19T22:03:00.001+02:00</published><updated>2011-10-20T08:46:27.265+02:00</updated><title type='text'>Żegnamy minimalistkę</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Myślałam o tej zmianie już od wielu miesięcy. Nie chcę zmieniać adresu blogu, ale nazwa „Minimalistka” od dawna męczy mnie i przeszkadza. Przede wszystkim dlatego, że jak niejednokrotnie już wspominałam, nie czuję się w pełni minimalistką, minimalizm był i nadal jest dla mnie wielkim i ważnym źródłem inspiracji, bardzo wiele zmieniłam w swoim życiu pod jego wpływem, ale zawsze bliżej było mi do ruchu dobrowolnej prostoty. Nie czuję się w pełni uczciwa w stosunku do samej siebie i do Was, moi Czytelnicy, nazywając się minimalistką, którą czasem bywam, ale częściej nie.&lt;br /&gt;Coraz częściej piszę na tematy, które na różne sposoby są związane z poszukiwaniem prostoty i radości życia, ale coraz rzadziej z ruchem minimalistów jako takim. &lt;br /&gt;Kocham prostotę, tak, zdecydowanie. Nadal będę pisać o niej, nie przestanę także mówić o minimalizmie, o zdrowiu, o książkach, o upraszczaniu życia i porządkowaniu przestrzeni, o pokonywaniu słabości i o wielu innych tematach, które w danej chwili będą mnie albo Was ciekawić. Tyle, że pod nowym szyldem.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-6534239336148239295?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/6534239336148239295/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/10/zegnamy-minimalistke.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6534239336148239295'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6534239336148239295'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/10/zegnamy-minimalistke.html' title='Żegnamy minimalistkę'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-4016270222642200727</id><published>2011-10-11T20:42:00.001+02:00</published><updated>2011-10-11T20:43:45.588+02:00</updated><title type='text'>Życie pod kloszem</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-_LLLHHkqUFA/TpSK0RToVVI/AAAAAAAAAU8/_Fz1EtHVDOg/s1600/IMG_1039.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-_LLLHHkqUFA/TpSK0RToVVI/AAAAAAAAAU8/_Fz1EtHVDOg/s320/IMG_1039.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;W górach łatwiej poczuć powietrze, słońce i wpływ temperatury...&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Po raz kolejny wracam do wniosków z lektury książki, o której pisałam w ostatnim wpisie,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Kodów młodości&amp;nbsp;&lt;/i&gt;dr Marka Bardadyna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z powodów, dla których tak bardzo przypadła mi do gustu, jest nawoływanie Autora do tego, by nie poddawać się w zbytniej mierze typowym cywilizacyjnym nawykom i starać się zachować naturalne związki ze środowiskiem. Wprawdzie codziennie z radością i niejednokrotnie z wielkim entuzjazmem korzystam z dobrodziejstw cywilizacji i nie chciałabym być zmuszona do ich wyrzeczenia się, lecz zdaję sobie sprawę, że nadmierne korzystanie z jej zdobyczy prowadzi do życia zupełnie oderwanego od natury, co z kolei nie jest korzystne dla organizmu.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Cywilizacja umożliwia nam komfortowe życie, ochronę przed bodźcami płynącymi ze środowiska naturalnego: zmianami temperatury, wiatru, światła, obuwie chroni nasze stopy przed kontaktem z podłożem. Chowamy się przed światem w pomieszczeniach, pojazdach, ubraniach. Klimatyzowane wnętrza, przyciemniane szyby, ogrzewanie na każdym kroku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, w naszej strefie klimatycznej próba życia nago i pod gołym niebem zakończyłaby się raczej szybko ;-) Nie o to jednak przecież chodzi. Rzecz w tym, że coraz częściej, funkcjonując w typowych warunkach cywilizacyjnych, mamy zbytnio ograniczony dostęp do bodźców środowiska, co może prowadzić do przyspieszenia starzenia się naszych organizmów.&lt;br /&gt;Po raz kolejny zacytuję dr Bardadyna:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Jeśli jednak będziesz ustawicznie chował się pod dachem, za szybą i w stroju zapewniającym termiczny luksus, to zabraknie ci bodźców koniecznych do odnawiania zdolności reagowania organizmu, stymulowania metabolizmu tkanek, a w efekcie podtrzymywania ich witalności. [...] Czyste powietrze, słońce, wiatr, deszcz, nawet odczucie zimna są ci niezbędne do podtrzymywania funkcji biologicznych organizmu. Chronią przed zamknięciem nieodczuwania bodźców i utraty zdolności przystosowawczych organizmu, który starzeje się coraz szybciej.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Jak temu zaradzić? Starać się przynajmniej w czasie weekendu lub urlopu zbliżyć do natury, pooddychać świeżym powietrzem, pospacerować boso po piasku lub łące, poczuć czasem zimno czy gorąco zamiast spędzać czas w hermetycznych puszkach. To program minimum. A na co dzień nie przesadzać z ogrzewaniem czy chłodzeniem pomieszczeń, w których przebywamy. Częściej spacerować, nie tylko przy idealnej pogodzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedna sprawa: w wyniku postępującej globalizacji i uniformizacji kultury, coraz częściej porzucamy zasady stylu życia i jego rytm wypracowane przez pokolenia zamieszkujące rejon geograficzny i klimatyczny, w którym mieszkamy. O co chodzi? O to, że w niektórych rejonach świata konieczne jest na przykład przestrzeganie popołudniowej sjesty. A w takich rejonach, jak nasza strefa klimatyczna, korzystne jest dostosowanie diety do pór roku, przede wszystkim ze względu na znaczne zróżnicowanie warunków termicznych.&lt;br /&gt;Wiele osób na hasło „jedz lokalnie i sezonowo”, reaguje wzruszeniem ramionami i przewróceniem oczami, „czego ci ortorektycy nie wymyślą”, a przecież tradycyjne spożywanie pewnych potraw o określonej porze roku (np. rozgrzewających zup czy ochładzających dań ze świeżych soczystych warzyw) wynikało nie tylko z dostępności lub braku pewnych składników, ale też z korzystnego oddziaływania tych pokarmów na zdrowie zaobserwowanego dzięki przekazywaniu doświadczeń z pokolenia na pokolenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując, można powiedzieć, że czasem warto nie być zbytnio nowoczesnym, nie unikać wpływów otoczenia, nie robić z siebie delikatnej mimozy pod kloszem. A także nie zapominać o tym, że w środku zimy najlepiej zrobi nam pożywna zupa, a podczas upalnego lata lepszy będzie chłodnik od hamburgera z frytkami.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-4016270222642200727?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/4016270222642200727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/10/zycie-pod-kloszem.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4016270222642200727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4016270222642200727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/10/zycie-pod-kloszem.html' title='Życie pod kloszem'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-_LLLHHkqUFA/TpSK0RToVVI/AAAAAAAAAU8/_Fz1EtHVDOg/s72-c/IMG_1039.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-5190213096896617134</id><published>2011-10-06T21:34:00.001+02:00</published><updated>2011-10-06T21:35:19.899+02:00</updated><title type='text'>Zgrzybiali młodzieńcy i dziarscy staruszkowie</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-brj215M6ntY/To2TE809BFI/AAAAAAAAAU4/daTMWTTYZlY/s1600/DSC_0336.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="267" src="http://2.bp.blogspot.com/-brj215M6ntY/To2TE809BFI/AAAAAAAAAU4/daTMWTTYZlY/s400/DSC_0336.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Temat zachowania dobrej formy do późnej starości od dawna mnie fascynuje. Niedawno pisałam o tym, że &lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/08/zapracuj-na-swoja-emeryture.html"&gt;na co dzień pracujemy na to, jaka będzie jesień naszego życia&lt;/a&gt;. Bardzo ciekawe uwagi zamieściliście w komentarzach, sporo nad nimi myślałam i doszłam do wcale nieodkrywczego wniosku, że w rzeczy samej nie o to chodzi, żeby zastanawiać się dzisiaj, jaka ta nasza starość będzie, czy, jak to słusznie skomentował Rob, by „projektować sobie starość”, lecz &amp;nbsp;wyrabiać sobie pozytywne nawyki po to, by czuć się dobrze i być w doskonałej formie tu i teraz. Jest dość prawdopodobne, że dzięki temu będziemy także dobrze wyglądać, zachowamy zdrowie i sprawność ciała i umysłu aż do schyłku naszych lat. Warto jednak czasem zastanowić się nad tymi zależnościami, nad tym, co sprzyja zachowaniu formy na starość, a co może niepotrzebnie skrócić nam życie.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Ostatnio rzadko kupuję książki w wersji papierowej, lecz pozycja, która wpadła mi w ręce tego lata, do tego stopnia mnie zaciekawiła, że zrobiłam dla niej wyjątek, bo już po przejrzeniu w księgarni chciałam przeczytać ją od deski do deski. To „Kody młodości. Odmładzanie strukturalne. Wiek a metryka” dr Marka Bardadyna. Do tej pory nazwisko dr Bardadyna kojarzyło mi się jedynie z odchudzaniem strukturalnym (diecie opartej częściowo na wykorzystaniu koktajli owocowych i warzywnych nazywanych przez Doktora eliksirami), a tymczasem książka ta wprawdzie też zawiera rozdział o „eliksirach młodości” i nawoływania do zachowania szczupłej sylwetki, lecz poruszona w niej tematyka jest o wiele szersza, a wyważone i zdroworozsądkowe podejście autora do tematu moim zdaniem jest bardzo przekonujące. W przejrzysty i przekrojowy sposób analizuje rozmaite aspekty starzenia się i sposoby zapobiegania niekorzystnym zmianom, a wręcz nawet odwracania ich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do jego poglądów na zachowanie formy fizycznej jeszcze wrócę w przyszłych wpisach, dzisiaj chciałabym wreszcie poruszyć obiecany już dawno temat „dwudziestoletnich staruszków”. Dr Bardadyn nie ogranicza się bowiem do kwestii fizjologii i biologii, wspomina też o tym, że procesom starzenia podlega nie tylko ciało, ale i umysł. Nie raz wspominaliśmy w naszych rozmowach o tym, że wszystko, a więc i starość, zaczyna się w głowie. Każdy z Was zna zapewne kogoś (pisaliście o tym w komentarzach do wpisu o starości), kto pomimo sędziwego wieku zachował energię i sprawność umysłu, ale każdy spotkał lub spotyka osoby, które choć młode wiekiem, to duchem i umysłem wydają się być już całkowitymi zgredami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dr Bardadyn twierdzi, że sposobem na długowieczność jest bycie „twórczym indywidualistą”. Po pierwsze, by nie wypalić się zbyt szybko psychicznie, trzeba znaleźć sobie cel, ponieważ cele są bodźcami, które wymuszają aktywność mózgu i reszty organizmu. Doktor pisze tak:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Nie jest najważniejsze, jaki będziesz miał przed sobą cel. Istotne jest jedynie to, aby dla ciebie było to coś, do czego warto dążyć. Najlepiej, jeśli realizacja zadania, które przed sobą postawiłeś, zmusza do twórczych poszukiwań, a planowanie i wykonanie przedsięwzięcia wiąże się, choćby częściowo, z twórczym wysiłkiem. Ten typ aktywności, angażujący wybraźnię, jest najbardziej stymulujący dla organizmu.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Dr Bardadyn słusznie zauważa, że te wytyczone cele mogą dotyczyć całkiem zwykłych spraw, warto o tym pamiętać, bo przecież pojęcia kreatywności i twórczego podejścia wcale nie muszą odnosić się do bardzo ambitnych pomysłów, twórczo można podchodzić i do zajęć zupełnie zwyczajnych i codziennych, w których nie zawsze trzeba podążać utartymi ścieżkami.&lt;br /&gt;Autor wskazuje też na korzyści z systematycznego przyswajania wiedzy, poznawania interesujących nas zagadnień:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Wystarczy zacząć dostrzegać wartości, jakie niesie realizowanie założonego celu, i nauczyć się doceniać samą aktywność, która do tego prowadzi.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Zaskoczyło mnie spostrzeżenie Doktora, że nie ma większego znaczenia dla stanu zdrowia i długości życia, czy nasze nastawienie jest optymistyczne i pozytywne, czy też sceptyczne i pesymistyczne, gdyż jego zdaniem oznaką nastawienia jest już samo wyznaczenie sobie celu i zaangażowanie w jego realizację. Twierdzi wręcz, że czasem nastawienie sceptyczne bywa pomocne, bo powoduje dokładniejsze planowanie przedsięwzięć i opieranie ich realizacji na własnej inwencji. Ostrzega przed wpadaniem w pułapkę podporządkowania się wymogowi bezwarunkowego pozytywnego nastawienia i ciągłego pokazywania zadowolenia bez względu na rzeczywistą sytuację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dr Bardadyn dołącza się do chóru głosów, nakazujących nam akceptację siebie - tym razem w kontekście zachowania młodości ducha i ciała:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Jeśli przez całe życie będziesz starał się być kimś innym, niż jesteś lub w gruncie rzeczy chciałbyś być, zapłacisz za to przedwczesnym wyczerpaniem sił psychicznych. Wcale nie stwierdzono, aby wśród stulatków były wyłącznie osoby wiecznie uśmiechnięte, bardzo miłe i bezkonfliktowe. Wręcz przeciwnie, trzeba mieć charakter i nie ulegać zbytnio wpływom otoczenia, aby przedwcześnie nie spocząć na laurach.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Przyznam, że nieco mnie ten tok rozumowania zaskoczył, w końcu jednak przekonał. Nadal uważam, że akceptacja siebie nie zwalnia nas z pracy nad własnym charakterem, lecz zgadzam się z tym, że sztuczne utrzymywanie się w stanie pozornego ciągłego zadowolenia i bezwarunkowego optymizmu nie może przynosić dobrych efektów, tak samo jak i nieustanne tłumienie negatywnych emocji czy unikanie konfliktów za każdą cenę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor poradnika pisze o tym, jak zachować młodość ducha do późnej starości, ja natomiast zadawałam sobie pytanie, jakie cechy w największym stopniu&amp;nbsp; decydują o tym, że daną osobę postrzegamy jako młodą lub starą duchem i umysłem. Zapewne nie chodzi o pojedyncze cechy, lecz o cały ich zespół. W &amp;nbsp;moim odczuciu najbardziej postarzający jest brak ciekawości świata i ludzi, przekonanie, że wszystko się już przeżyło, widziało, wszystko wie i niczego nowego ani zaskakującego już nie znajdzie. Dla mnie młody duchem człowiek to osoba o otwartym sercu i umyśle, która każdy dzień wita z radością, bo wie, że ten nowy dzień będzie kolejną okazją to zobaczenia czegoś pięknego, ciekawego, zabawnego, do dowiedzenia się czegoś o świecie, o ludziach. Także o tych osobach, które zna już od lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe, osoby, które wydają mi się młode duchem, są ludźmi o sporym bagażu życiowego doświadczenia. Takimi, którzy niejedno widzieli i przeżyli. Nie sądzę, żeby „starość ducha” wynikała z wypalenia na skutek ogromu przeżyć. Owszem, spotykałam wiekowe osoby, które nie ukrywały zmęczenia życiem, jego długością, faktem, że wszyscy przyjaciele już im wymarli, ale mimo to nadal miały w sobie tę iskrę energii, rozpalającą spojrzenie. Natomiast umownie nazywani „dwudziestoletni staruszkowie” (czasem i trzydziesto- lub czterdziestoletni) czasem niewiele widzieli i niewiele przeżyli, ale już są absolutnie przekonani, że nie warto się wysilać, nie ma co podejmować jakiegokolwiek działania, bo... no właśnie, dlaczego? Bo są zmęczeni, bo nie ma sensu, bo po co, tak właściwie? Nie chce mi się, zmęczony jestem, szkoda gadać...&lt;br /&gt;Jak pisze dr Bardadyn, rzecz w tym, by docenić wartość, jaką jest realizacja zamierzonego celu, a także znaleźć przyjemność w prowadzącej do niego aktywności. A co, jeśli nie wiemy, jak tę przyjemność znaleźć ani jaki cel chcemy sobie wytyczyć? Nie ma innego sposobu, niż wsłuchanie się w siebie, niż zadawanie sobie pytań o swoje rzeczywiste potrzeby i pragnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawa jestem, jakie cechy Waszym zdaniem decydują o psychicznej starości? Co sprawia, że niektórzy dziewięćdziesięciolatkowie wcale nie wydają się starzy, a z kolei młodzi ludzie są zgredami już u progu życia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Cytaty pochodzą z książki dr Marka Bardadyna &lt;/i&gt;„Kody młodości. Odmładzanie strukturalne. Wiek a metryka”, &lt;i&gt;nakładem Domu Wydawniczego Rebis, Poznań 2008. Na rynku dostępne są dwie wersje tego poradnika, tańsza nieilustrowana (około 25 zł) i droższa z kolorowymi ilustracjami (które wprawdzie ładne, lecz niczego do tekstu nie wnoszą). &lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-5190213096896617134?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/5190213096896617134/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/10/zgrzybiali-modziency-i-dziarscy.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/5190213096896617134'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/5190213096896617134'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/10/zgrzybiali-modziency-i-dziarscy.html' title='Zgrzybiali młodzieńcy i dziarscy staruszkowie'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-brj215M6ntY/To2TE809BFI/AAAAAAAAAU4/daTMWTTYZlY/s72-c/DSC_0336.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-2708225965147007960</id><published>2011-10-02T20:27:00.000+02:00</published><updated>2011-10-02T20:27:16.988+02:00</updated><title type='text'>Pilnujcie mi tych szlaków</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-sxW-ZueIB0g/Toir5miVRgI/AAAAAAAAAUw/_vEKiHzSFL8/s1600/091_SZA%25C5%2581ASY.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="274" src="http://3.bp.blogspot.com/-sxW-ZueIB0g/Toir5miVRgI/AAAAAAAAAUw/_vEKiHzSFL8/s320/091_SZA%25C5%2581ASY.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Szałasy -&amp;nbsp;&lt;/em&gt;mal. Józef Mularczyk&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Skoro jesień taka piękna, zapraszam do obejrzenia wystawy malarstwa mojego Dziadka, Józefa Mularczyka, i Siostry, Urszuli Mularczyk. Wystawa, pod tytułem „Pilnujcie mi tych szlaków”, poświęcona jest motywom tatrzańskim w sztuce obojga Artystów. Do 15 października w siedzibie krakowskiego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana, przy ulicy Garbarskiej 9. Miłego oglądania!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-2708225965147007960?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/2708225965147007960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/10/pilnujcie-mi-tych-szlakow.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/2708225965147007960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/2708225965147007960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/10/pilnujcie-mi-tych-szlakow.html' title='Pilnujcie mi tych szlaków'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-sxW-ZueIB0g/Toir5miVRgI/AAAAAAAAAUw/_vEKiHzSFL8/s72-c/091_SZA%25C5%2581ASY.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-7325824013578700062</id><published>2011-09-28T22:28:00.001+02:00</published><updated>2011-09-28T22:28:54.698+02:00</updated><title type='text'>Wakacje to stan umysłu</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wHR-SMsmyU4/ToN9Z-ELg5I/AAAAAAAAAUs/AmIEqKNZDU8/s1600/DSC_0255.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="267" src="http://4.bp.blogspot.com/-wHR-SMsmyU4/ToN9Z-ELg5I/AAAAAAAAAUs/AmIEqKNZDU8/s400/DSC_0255.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wróciłam. Wciąż jeszcze nie wiem, gdzie mam górę, a gdzie dół, ale znajomi mówią mi, że wyglądam na bardzo wypoczętą. Bo faktycznie udało mi się odpocząć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie miesiące były bardzo intensywne i wypełnione pracą - stali czytelnicy wiedzą, że zaczęłam pracować na własny rachunek, szczelnie wypełniony zajęciami i zadaniami terminarz był efektem tej właśnie zmiany. Bardzo cieszę się z tak udanego startu własnej działalności, ale skutkiem ubocznym był brak wolnego czasu, także mało czasu i sił na blogowanie - dlatego nie pisałam tak często, jak i Wy, i ja sama byśmy chcieli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Nie lubię życia w takim tempie, jednak czasem inaczej się nie da - zdecydowanie lepiej mieć nadmiar zajęć, gdy zaczyna się pracować niezależnie, niż wyczekiwać niecierpliwie na zlecenia. Będę jednak dążyć do tego, by nie przytłaczał mnie nadmiar obowiązków. Temu przecież zresztą służy minimalizm...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo potrzebowałam już odpoczynku, przystanięcia na chwilę w tym biegu. Pierwsze chwile urlopu były jednak dość trudne. Nabrałam ostatnio takiego rozpędu, że nie mogłam wyhamować. Pierwszego dnia na miejscu myśli wciąż krążyły wokół zleceń, terminów, spraw, które na mnie będą czekać po powrocie. Podświadomie wciąż czekałam na telefon, wiadomość. Nie byłam w stanie w pełni się rozluźnić. Ciało niby było na wakacjach, ale umysł wciąż w pracy.&lt;br /&gt;Spojrzałam wtedy na pewną osobę z mojego otoczenia, która najwyraźniej miała z tym jeszcze większe problemy niż ja: laptop i telefon pod ręką, telefony z biura, wyraźne zobojętnienie na piękno otaczającego krajobrazu i atmosferę wakacji. Powiedziałam sobie więc: o nie, moja droga, Ty nie dasz się przecież tak zwariować, przechodzimy w tryb WAKACJE.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odegnałam nerwowe myśli, zamówiłam zimne piwo, odetchnęłam głęboko, wsłuchałam się w szum morza i wiatru. Pozwoliłam sobie poczuć piasek pod stopami i ciepłe promienie słońca na twarzy. I tak już zostało do końca pobytu. I nawet strajk kontrolerów lotu w dniu odlotu ani fakt, że nie przepakowałam ukochanego scyzoryka z bagażu podręcznego do walizki (chociaż byłam przekonana, że to zrobiłam), co skończyło się konfiskatą (buu....), nie zdołały zepsuć mi dobrego humoru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo wakacje zaczynają się, jak i wszystko inne, w naszej głowie. Gdy potrafisz się zrelaksować i żyć chwilą, nie ma żadnego znaczenia gdzie jesteś, na wczasach pod gruszą u cioci, w górach czy na plaży. Odpoczywać można wszędzie, gorzej, gdy zapomniało się, jak to się robi.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-7325824013578700062?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/7325824013578700062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/09/wakacje-to-stan-umysu.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7325824013578700062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7325824013578700062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/09/wakacje-to-stan-umysu.html' title='Wakacje to stan umysłu'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-wHR-SMsmyU4/ToN9Z-ELg5I/AAAAAAAAAUs/AmIEqKNZDU8/s72-c/DSC_0255.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-6194517500155462345</id><published>2011-09-16T11:54:00.000+02:00</published><updated>2011-09-16T11:54:05.045+02:00</updated><title type='text'>Pozdrowienia z baru na plaży</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Wpadam tylko na chwilę, bo bardzo zajęta jestem. Wypoczywaniem :) Wysypiam się, leniuchuję, spacery, czasem wycieczki krajoznawcze... A wieczorami caipirinha na plaży. Wracam niedługo, z nowymi siłami i wieloma pomysłami na wpisy. Pozdrawiam Was serdecznie i ciepło, chociaż podobno w Polsce też piękna pogoda. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-6194517500155462345?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/6194517500155462345/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/09/pozdrowienia-z-baru-na-plazy.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6194517500155462345'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6194517500155462345'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/09/pozdrowienia-z-baru-na-plazy.html' title='Pozdrowienia z baru na plaży'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-8116885099102049589</id><published>2011-09-02T12:51:00.003+02:00</published><updated>2011-09-02T12:53:58.222+02:00</updated><title type='text'>Najlepsza praca na świecie</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-tdIv1RfmGh0/TmCis-gJe8I/AAAAAAAAAUo/JbMAWshU_R8/s1600/seaplane.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="85" src="http://3.bp.blogspot.com/-tdIv1RfmGh0/TmCis-gJe8I/AAAAAAAAAUo/JbMAWshU_R8/s400/seaplane.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Zdjęcie pochodzi z witryny &lt;a href="http://islandreefjob.com/"&gt;Best Expedition in the world&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Miałam kontynuować temat zachowania młodości, zdrowia i urody, ale pod ostatnim wpisem w komentarzach proszono o poruszenie tematyki poszukiwania pracy. A że staram się słuchać głosów moich Czytelników, pomyślałam, czemu nie? Odkładam więc na chwilę wcześniej zapowiedziany cykl wpisów, porozmawiajmy o pracy.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Nie czuję się ekspertem w dziedzinie jej poszukiwania, nie będę też podawać pomysłów na to, jak to robić, bo takich porad w sieci można znaleźć niemało. Moim zdaniem po prostu, żeby znaleźć pracę, trzeba jej szukać, jak najintensywniej się da, i tyle. Wykorzystywać wszystkie dostępne możliwości informowania świata o tym, że jej szukamy: odpowiadać na ogłoszenia, samemu się ogłaszać, rejestrować w serwisach internetowych, biurach pośrednictwa, zgłaszać się do potencjalnych pracodawców, a poza tym mówić znajomym, pytać, czy nie słyszeli o możliwościach. Im więcej osób będzie wiedziało o naszych poszukiwaniach, tym większe szanse znalezienia zajęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym jednak zwrócić uwagę na inny aspekt życia zawodowego. Pamiętacie konkurs na zarządcę australijskiej wyspy Hamilton, ogłoszony pod hasłem&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://islandreefjob.com/"&gt; Best job in the world&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;? Miała to być najlepsza praca na świecie, gdyż do zadań zwycięzcy konkursu należało pilnowanie rajskiej wyspy na Wielkiej Rafie Koralowej, uzupełnianie strony opisującej atrakcje turystyczne Rafy i stanu Queensland oraz pisanie blogu. Tak naprawdę konkurs był formą promocji turystycznej regionu, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, jak wygląda ogólnoludzkie wyobrażenie o pracy marzeń: życie w raju, za które dobrze Ci płacą. Może nie wszyscy marzą o tym, by żyć z karmienia żółwi na wyspie w ciepłym klimacie, ale częste za to jest marzenie o wygranej w totka, nagłym spadku po nieznanym, obrzydliwie bogatym krewnym czy innym zrządzeniu losu, które umożliwiłoby życie w dostatku i rezygnację z pracy zarobkowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praca często traktowana jest jako zło konieczne. Z czegoś trzeba żyć, prawda? Godzimy się z tym przymusem, ale wciąż marzymy o dniu wyzwolenia. Od weekendu do weekendu, od jednego święta do drugiego, od urlopu do urlopu. Niedzielny wieczór oznacza przedponiedziałkową depresję, a od poniedziałku odlicza się dni do piątku. Byle do emerytury, powtarzane jak mantra, za każdym razem, gdy rozdrażni nas szef czy współpracownicy, gdy męczy rutyna, gdy przytłacza stres... Czy tak być musi? Czy faktycznie praca jest złem koniecznym, a stanem idealnym i upragnionym niczym niezakłócone nieróbstwo? W obu przypadkach odpowiem: nie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieróbstwo jest super tylko przez chwilę, potem można nabawić się odleżyn i zaniku mięśni. Nawet milionerzy, którzy nie muszą zarabiać na utrzymanie, nie pozostają bezczynni. Tyle, że ich aktywność nie jest już podyktowana przymusem zarobkowania. Natomiast dla tych wszystkich, którzy nie mają milionów na koncie, praca wcale nie musi być karą ani zmarnowanym czasem wyjętym z życia.&lt;br /&gt;Stara maksyma „Znajdź pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu” brzmi już wręcz banalnie, chyba każdy ją słyszał. Ale ile osób naprawdę w nią wierzy?&lt;br /&gt;Jak to zrobić, jak znaleźć swoją pracę marzeń? Tu odpowiem tak samo, jak na pytanie: jak znaleźć pracę? Po prostu szukać! Próbować różnych zajęć, otworzyć się na możliwości, jakie przynosi nam życie. Zacząć od zapytania siebie: co mnie kręci, w czym jestem naprawdę dobry? Czy obecne zajęcie daje mi możliwość wykorzystania mocnych stron? A jeśli nie, to co chciałbym robić aż do emerytury? I czy jest możliwe, żebym w ten sposób mógł utrzymać siebie i swoją rodzinę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są takie chwile w życiu, że nie można pozwolić sobie na grymaszenie i przebieranie w ofertach. Z różnych względów przyjmuje się wtedy pierwszą lepszą z brzegu propozycję, ciesząc się z tego, że ma się jakąkolwiek pracę i przynosi ona regularny zarobek. Lecz przecież taki stan nie będzie trwał wiecznie, gdy okoliczności życiowe ulegną zmianie &amp;nbsp;i możemy zacząć myśleć o przyszłości z większym spokojem, warto wtedy wrócić do zastanowienia się, jak daleko jesteśmy od najlepszej pracy na świecie. Czyli takiej, która daje nam radość na co dzień, zadowolenie z dobrze wykonanego zadania i dumę z własnych osiągnięć.&lt;br /&gt;Czy taka praca koniecznie musi polegać na zarządzaniu rajską wyspą? Raczej nie :) Każde zajęcie, nawet z pozoru całkiem skromne i zwyczajne, może dawać radość. Klucz do tej radości znajduje się w naszych głowach, bo tym kluczem jest nastawienie do pracy. Jeśli widzisz jej sens i użyteczność, jeśli wiesz, że wykonujesz ją najlepiej, jak tylko potrafisz, jeśli widzisz, że pozwala Ci ona się rozwijać, poniedziałkowe poranki nie są aż tak straszne, bo wprawdzie skończył się weekend, lecz za to znowu masz możliwość robić to, w czym jesteś dobry i dzięki czemu świat staje się choć odrobinkę lepszy, ładniejszy, czyściejszy, mądrzejszy, zabawniejszy, bardziej przyjazny, bezpieczniejszy... Dzięki Tobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo mądrze o takiej zmianie nastawienia pisze Rob, autor blogu Barwy inspiracji, w poście &lt;a href="http://www.barwyinspiracji.com/2011/09/minimalistyczny-punkt-widzenia.html"&gt;Minimalistyczny punkt widzenia&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z jednej strony namawiam więc do zmiany podejścia do tego, co robimy w danej chwili, a z drugiej do dążenia do realizowania marzeń i szukania możliwości połączenia tego, co sprawia nam przyjemność i daje satysfakcję, z zarabianiem na życie. Czasem znalezienie takiego rozwiązania może zająć sporo czasu i wymagać wysiłku, ale za to dzięki temu zostaniesz laureatem osobistego jednoosobowego konkursu na najlepszą pracę na świecie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-8116885099102049589?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/8116885099102049589/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/09/najlepsza-praca-na-swiecie.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8116885099102049589'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8116885099102049589'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/09/najlepsza-praca-na-swiecie.html' title='Najlepsza praca na świecie'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-tdIv1RfmGh0/TmCis-gJe8I/AAAAAAAAAUo/JbMAWshU_R8/s72-c/seaplane.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-710611742043946270</id><published>2011-08-21T17:27:00.000+02:00</published><updated>2011-08-21T17:27:13.670+02:00</updated><title type='text'>Gościnnie u Lifehackera</title><content type='html'>Dzisiaj zapraszam do lektury mojego gościnnego wpisu na stronie projektu Lifehacker Polska. Mały &lt;a href="http://lifehacking.pl/2011/08/21/minimalizm-poradnik-dla-poczatkujacych/"&gt;przewodnik dla początkujących minimalistów&lt;/a&gt; :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-710611742043946270?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/710611742043946270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/08/goscinnie-u-lifehackera.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/710611742043946270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/710611742043946270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/08/goscinnie-u-lifehackera.html' title='Gościnnie u Lifehackera'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-4158390262346066800</id><published>2011-08-18T19:40:00.000+02:00</published><updated>2011-08-18T19:40:43.020+02:00</updated><title type='text'>Zapracuj na swoją emeryturę</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-xv6ZBqC3g28/Tk1FRkDAFGI/AAAAAAAAAUg/wxFfTewbNtY/s1600/Werniks.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-xv6ZBqC3g28/Tk1FRkDAFGI/AAAAAAAAAUg/wxFfTewbNtY/s320/Werniks.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mój Dziadek, &lt;a href="http://jozefmularczyk.republika.pl/index.html"&gt;Józef Mularczyk&lt;/a&gt;, pod koniec życia&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&amp;nbsp; Wbrew tytułowi nie będzie mowa o funduszach emerytalnych. Zapowiedziałam niedawno minicykl na temat zdrowia, odżywiania, urody i odmładzania, zaczęło się od recenzji „Sztuki umiaru”, gdzie mowa była przede wszystkim o umiarkowaniu w jedzeniu i piciu, idźmy więc dalej w tych rozważaniach.&lt;br /&gt;Ze względów zawodowych mam ostatnio sporo do czynienia z podróżującymi po Polsce hiszpańskimi i francuskimi emerytami. I oprócz smutnej refleksji na temat kondycji finansowej polskich emerytów, która nie pozwala się im aż tak bujać po „zagramanicznych” krajach, nie opuszczają mnie inne równie smutne myśli. Patrząc na tych ludzi, niejednokrotnie w wieku niezbyt jeszcze podeszłym, trudno nie zadawać sobie pytania „Jak można doprowadzić się do takiego stanu???!!!”. W większości z dużą nadwagą lub wręcz otyli, zasapani, zmęczeni już po przejściu paru kroków. Wyjście po schodach na drugie piętro wydaje się im wręcz nadludzkim wyzwaniem. Podręczny zestaw leków w torebce, grafik tabletek rozpisany na cały dzień.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Obserwacje polskiej ulicy dają podobne wyniki. Wśród znajomych moich Rodziców przeważają osoby, które na pewnym etapie życia (między 50 a 60-tym rokiem życia) uznają, że do grobu mają już niedaleko, w każdej chwili może dopaść je jakaś straszna i zupełnie ich zdaniem niezasłużona choroba, a starość = zniedołężnienie, choroba, ból. Lecz nie robią nic, by się przed tym przykrym losem uchronić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz spotykam też osoby, które do późnej starości zachowują sprawność ciała i umysłu (jak mój nieżyjący już Dziadek, na zdjęciu powyżej). Mają osiemdziesiątkę lub nawet dziewięćdziesiątkę na liczniku lat, ale nie uskarżają się na większe dolegliwości, oprócz pewnego, naturalnego przecież na tym etapie, zużycia i „zmęczenia materiału”. Czy to tylko zasługa dobrych genów? Czy te osoby po prostu miały szczęście?&lt;br /&gt;Wszyscy pragną wiecznej młodości. I mają nadzieję na wynalezienie jakiegoś cudownego środka, który tę wieczną młodość im bezwysiłkowo zapewni. Na razie jednak, jeśli tylko nasze życie nie zakończy się przedwcześnie w wyniku wypadku losowego, trzeba pogodzić się z faktem, że kiedyś starość nadejdzie. Nie chodzi więc o to, czy się kiedyś zestarzejemy (bo prawdopodobnie to nastąpi, jeśli nie umrzemy wcześniej), lecz o to, jaka będzie jakość naszego życia w jego końcowym okresie. Na ile będziemy w stanie cieszyć się tak zwaną jesienią życia i czy ta jesień będzie raczej złota i słoneczna czy też listopadowo szara i smutna?&lt;br /&gt;A może jednak mamy jakiś wpływ na to, w jakiej formie dożyjemy starości i czy w ogóle będziemy mieli szansę jej dożyć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem przekonana, że tak. Tyle, że wielu z nas albo przypomina sobie o tym zbyt późno, albo całkiem zwyczajnie na co dzień po prostu nawet się nad tym nie zastanawia.&lt;br /&gt;Oczywiście, trzeba wziąć pod uwagę, że dobre geny i szczęście też mają tu sporo do rzeczy. Nie da się przeoczyć również faktu, że nawet osobom, które zawsze bardzo dbały o siebie i prowadziły wzorcowo zdrowy tryb życia, zdarza się chorować na ciężkie i bolesne, a czasem i śmiertelne choroby. Nikt z nas nie jest panem życia i śmierci, nie ma sposobu na stuprocentowe zabezpieczenie się przed chorobą i zniedołężnieniem. Ale nie trzeba rozbudowanych danych statystycznych, by zauważyć, że bardzo wiele osób, które na starość chorują i cierpią, przez długie lata na różne sposoby szkodziło swojemu zdrowiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem na dobrą starość trzeba sobie zapracować. Tak samo jak na emeryturę (tyle, że w tym wypadku na szczęście nie musimy liczyć na ZUS...). Decyzje, które podejmujemy każdego dnia, kiedyś przyniosą owoce. Decyzje co do odżywiania, trybu życia, miejsca zamieszkania, spędzania wolnego czasu.&lt;br /&gt;Dlaczego powinniśmy zastanawiać się nad tym zanim się zestarzejemy? Bo jesteśmy to winni nie tylko samym sobie, lecz także naszym bliskim, partnerom, dzieciom, przyszłym wnukom, przyjaciołom. Oni też będą cierpieć, jeśli na starość będziemy schorowani i niesprawni, nie tylko dlatego, że ktoś będzie musiał się nami opiekować, ale przede wszystkim dlatego, że nie ma większego bólu niż widzieć, jak cierpi osoba, którą kochasz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temat ten jest dość obszerny, więc o praktycznych aspektach odmładzania czy raczej zachowania dobrej formy na starość będzie mowa w kolejnych wpisach z cyklu. Wiem, że Wasp czeka na dwudziestoletnie staruszki, które obiecałam, będą, będą, proszę się nie niecierpliwić ;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-4158390262346066800?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/4158390262346066800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/08/zapracuj-na-swoja-emeryture.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4158390262346066800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4158390262346066800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/08/zapracuj-na-swoja-emeryture.html' title='Zapracuj na swoją emeryturę'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-xv6ZBqC3g28/Tk1FRkDAFGI/AAAAAAAAAUg/wxFfTewbNtY/s72-c/Werniks.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-3109508029185749839</id><published>2011-08-02T22:54:00.000+02:00</published><updated>2011-08-02T22:54:36.930+02:00</updated><title type='text'>Sztuka umiaru</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-JfHR4o1qIxk/TSQkABiJOwI/AAAAAAAAAQg/IKKvrrfAFKg/s1600/szt_umiaru_1_xht_260_small.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-JfHR4o1qIxk/TSQkABiJOwI/AAAAAAAAAQg/IKKvrrfAFKg/s320/szt_umiaru_1_xht_260_small.jpg" width="210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Po „Sztukę umiaru” Dominique Loreau sięgnęłam niejako z obowiązku. Nieraz pisałam już o niechęci do diet, namawiałam do poznania swoich potrzeb i nauki umiarkowania, na przykład we wpisie &lt;em&gt;&lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2010/06/dieta-nie-dziekuje.html"&gt;Dieta? Nie, dziękuję&lt;/a&gt;&lt;/em&gt;. Wydawało mi się, że tyle już na ten temat przeczytałam (i przemyślałam), że ciężko będzie mnie zaskoczyć. Skoro jednak wielokrotnie namawiałam do przeczytania pierwszej przetłumaczonej na język polski książki tej Autorki, skoro opublikowałam tutaj tłumaczenie artykułu o praktycznym zastosowaniu jej zaleceń, wypadało, żebym przeczytała również tę kolejną pozycję.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;I okazało się, że Pani Loreau udało się jednak nie tylko mnie zaskoczyć, ale i zachwycić. Podobnie jak „Sztukę prostoty” przeczytałam ją jednym tchem i niemal z wypiekami na policzkach. Czemu tak lektura aż tak mnie wciągnęła? Przede wszystkim dlatego, że w wielu miejscach miałam wrażenie, że czytam zapis własnych myśli i doświadczeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autorka ma bardzo przejrzysty i precyzyjny sposób pisania, potrafi ująć sedno sprawy bez zbędnego słowotoku (w przeciwieństwie do piszącej te słowa...). Metodycznie prowadzi czytelnika przez swój świat, zarażając go entuzjazmem i przekonaniem, że prostota jest najkrótszą drogą do szczęścia. Jak i w pierwszej książce podaje wiele praktycznych i konkretnych rozwiązań. I oczywiście wielokrotnie odnosi się do japońskich zwyczajów i lekcji wyniesionych z kontaktów z tą kulturą. Trzeba zaznaczyć, że podejście D. Loreau do Japonii jest bardzo subiektywne, a obraz tego kraju mocno wyidealizowany, ale cóż, widać, że wynika z wielkiej miłości, zachwytu miejscem, w którym jest po prostu szczęśliwa. Kategoryczny ton - nadal irytujący, ale za to wiele bardzo trafnie dodanych cytatów, świetnie ilustrujących tekst, a niejednokrotnie budzących pragnienie sięgnięcia po cytowane pozycje.&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Nie będę Wam tutaj streszczać całej książki, Ci, którzy mają lekturę za sobą, nie potrzebują streszczenia, a tym, którzy jeszcze nie czytali, nie chciałabym zepsuć przyjemności. Jeśli zastanawiasz się, czy sięgnąć po „Sztukę umiaru”, z pełnym przekonaniem namawiam jej przeczytania. W czasach porcji XXXL, śmieciowego jedzenia w biegu, przedkładania ilości nad jakość (często spotykam opinię, że dana restauracja jest dobra, bo porcje są duże!), a z drugiej strony wszechobecnej obsesji dietetycznej i cudownych kuracji odchudzających, taki spokojny głos rozsądku jest bardzo potrzebny. Nauczyć się „jeść z przyjemnością, a jednocześnie z umiarem” (cyt. z książki) wydaje się najlepszą metodą na przeciwstawienie się temu szaleństwu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Dominique Loreau podkreśla znaczenie przygotowywania posiłków w domu, jedzenia produktów sezonowych, regularnych godzin posiłków, dbania o urozmaicenie pożywienia. Namawia do celebrowania posiłków, ale przestrzega przed popadaniem w przesadę (wszak jedzenie to tylko paliwo, a nie religia...). To nie są żadne odkrycia na miarę epoki, raczej taka mądrość prababci, złote zasady, które przez stulecia przekazywane były z pokolenia na pokolenie (co nie znaczy, że wszyscy się do nich stosowali oraz jedli i pili z umiarem), a teraz popadają w zapomnienie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Odkryć znaczenie głodu i sytości, nauczyć się samoograniczania, zmniejszania porcji, delektowania małą ilością doskonałego pokarmu, dbać o oprawę posiłku, przyjazną i rodzinną atmosferę, mądrze planować jadłospis i zakupy... Brzmi prosto, ba!, wręcz banalnie, ale w praktyce dla wielu osób te z pozoru dziecinnie łatwe zadania mogą okazać się, przynajmniej na początku, niewyobrażalnie trudne. Wiem z własnego doświadczenia, że nauka umiaru wymaga czasu i cierpliwości. To proces na miesiące, a czasem na lata, w zależności od tego, jak nas wychowano, jakie wzorce wynieśliśmy z domu i od tego, jaki mamy charakter.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;W mojej Rodzinie wiele było wspaniałych i wielce utalentowanych osób, ale umiar od paru pokoleń niestety nie miał dobrej prasy (jak było wcześniej, nie wiadomo, ale można podejrzewać, że podobnie). Brak umiaru co najmniej kilku Przodków doprowadził do śmierci gwałtownej i bolesnej. Często nie wykorzystywano należycie talentów z racji tego właśnie nieumiarkowania.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Dla mnie samej nauka umiaru była i jest życiowym wyzwaniem (przypomnę tylko, że przez sporą część życia zmagałam się z bulimią...). Najgorszą część tej drogi mam już za sobą, na „pasku stanu” wykonania zadania UMIAR NA CO DZIEŃ widać jakieś 90% ;-) Została mi końcówka. Od dawna nie balansuję między głodowaniem a objadaniem się, nie nadużywam czekolady... Potrafię zjeść tylko jeden kęs ciasta albo zrezygnować z niego, jeśli nie mam już miejsca w żołądku. Tylko jedną kostkę czekolady (a nie całą tabliczkę...). Jem powoli, sezonowo, proste dania przygotowane w domu. Nie sprawia mi już trudności zostawienie połowy dania na talerzu, bo „się nie mieści”.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Ale wciąż jeszcze trudno mi utrzymać prawidłową wagę. To nie są wielkie ani gwałtowne wahania, ale pokazują, że jeszcze trochę mam do zrobienia w tej dziedzinie. Był taki moment, gdy wydawało się, że &lt;a href="http://www.blogger.com/"&gt;całkowicie nad tym panuję.&lt;/a&gt; Jednak jestem niska, drobnej budowy. Każdy kilogram zaraz widać. Jeśli utrzymanie stałej wagi sprawia mi trudności, znaczy to, że jeszcze trzeba nad sobą popracować.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Gdybym sobie odpuściła, zostałabym etatowym grubaskiem, a biorąc pod uwagę obciążenia genetyczne, skończyłabym prędzej czy później na stole operacyjnym lub też przedwcześnie znalazłabym się „sześć stóp pod ziemią”. Wyjście jest jedno: umiar. Więcej się ruszać, jeść dobrze i smacznie, ale mało. I tylko to, co służy mojemu zdrowiu. Pamiętać, że w skali roku jeden nadprogramowy kęs dziennie oznacza trzysta pięćdziesiąt parę nadprogramowych kęsów...&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Książka Dominique Loreau jest świetną inspiracją. Nie wszystkie Jej pomysły mi się podobają, ale „Sztuka umiaru” będzie (już jest) znakomitą pomocą w pokonaniu tego ostatniego odcinka mojej drogi do umiarkowania. Ostatnio często nie miałam czasu na wiele spraw, ale ta lektura przypomniała mi, co mam jeszcze do zrobienia.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Jak pisze Autorka we wstępie:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;em&gt;Nietzche mawiał, że wolność jest pragnieniem samoodpowiedzialności. Do każdego z nas należy zatem wydobycie na światło dzienne własnych słabości po to, by je pokonać, uświadomić sobie swoje lęki, by stawić im czoło. [...] To my jesteśmy panami i strażnikami naszego ciała i umysłu. Tylko my jesteśmy w stanie się o nie zatroszczyć i dobrze je poznać.[...] Dysponujemy możliwością przywrócenia naszemu ciału jego pierwotnej formy, jedzenia tylko tego, co jest dla nas dobre, powiedzenia sobie:&lt;/em&gt;&lt;em&gt; „Mała ilość pokarmu mi wystarcza. To ciało, to życie - to ja”.&lt;/em&gt;&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;Pierwsze polskie wydanie &lt;a href="http://www.czarnaowca.pl/psychologia/sztuka_umiaru,p409198117"&gt;„Sztuki umiaru” ukazało się nakładem wydawnictwa Czarna Owca. &amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-3109508029185749839?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/3109508029185749839/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/08/sztuka-umiaru.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3109508029185749839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3109508029185749839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/08/sztuka-umiaru.html' title='Sztuka umiaru'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-JfHR4o1qIxk/TSQkABiJOwI/AAAAAAAAAQg/IKKvrrfAFKg/s72-c/szt_umiaru_1_xht_260_small.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-3735233718559645826</id><published>2011-07-25T09:27:00.000+02:00</published><updated>2011-07-25T09:27:27.394+02:00</updated><title type='text'>Sweet, pink and lovely</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-bkkE-lHBDG0/Ti0XsCSzXVI/AAAAAAAAAUc/ionzVxTfNp4/s1600/default.png" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-bkkE-lHBDG0/Ti0XsCSzXVI/AAAAAAAAAUc/ionzVxTfNp4/s1600/default.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dzisiaj wpadam tylko na chwilę, jak po ogień :) Kończę właśnie duże tłumaczenie (a termin biegnie za mną i dyszy mi w kark...), więc tylko podzielę się z Wami nieco już spóźnioną informacją o przemiłym wyróżnieniu, jakie otrzymałam z ręki &lt;a href="http://minimalenka.blogspot.com/2011/07/one-lovely-blog-award.html"&gt;Lenki&lt;/a&gt;, autorki wspaniałego blogu o powrocie do minimalizmu.&lt;br /&gt;Nie będę dalej przedłużać tego łańcuszka, dziękuję serdecznie Lence, bardzo miło było znaleźć się w gronie nominowanych, ale cóż, łańcuszki to nie moja bajka. Raz zrobiłam wyjątek (przy pierwszej nominacji - Versatile Blogger), ale na tym koniec.&lt;br /&gt;Jakoś tak słodko mi się zrobiło od tego wyróżnienia, słowo&amp;nbsp;&lt;em&gt;lovely&amp;nbsp;&lt;/em&gt;kojarzy mi się z różowym lukrem, czymś pachnącym konfiturą różaną. Mmm... Rozmarzyłam się. Wprawdzie pociąg do słodyczy mam więcej niż umiarkowany, ale bardzo lubię oglądać apetyczne zdjęcia słodyczy. Stanęły mi w oczach śliczne, krągłe lukrowane babeczki...&lt;br /&gt;Tyle na dzisiaj. Wracam do pracy. Pod koniec tygodnia napiszę coś więcej, mam w planach dłuższy cykl, który zacznie się od sztuki umiaru i ćwiczeń z jedzenia czekolady, będzie też o odmładzaniu, wszystkożercach i dwudziestoletnich zgrzybiałych staruszkach. Zaintrygowani choć troszkę? Mam nadzieję, że tak.&lt;br /&gt;Do zobaczenia wkrótce!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-3735233718559645826?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/3735233718559645826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/07/sweet-pink-and-lovely.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3735233718559645826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3735233718559645826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/07/sweet-pink-and-lovely.html' title='Sweet, pink and lovely'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-bkkE-lHBDG0/Ti0XsCSzXVI/AAAAAAAAAUc/ionzVxTfNp4/s72-c/default.png' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-255648186289039288</id><published>2011-07-16T21:19:00.003+02:00</published><updated>2011-07-17T09:06:32.350+02:00</updated><title type='text'>Wolę prostotę. Zapiski z letniska.</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-8viLHdEuyoQ/TiHeJAEHObI/AAAAAAAAAUY/PNlqpx70IgA/s1600/DSC_0906.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://3.bp.blogspot.com/-8viLHdEuyoQ/TiHeJAEHObI/AAAAAAAAAUY/PNlqpx70IgA/s320/DSC_0906.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Przez ostatnie półtora tygodnia siedziałam sobie na letnisku pod miastem. Nie były to takie pełnoprawne wakacje, zwyczajowo na urlop wyjeżdżam we wrześniu. Po prostu skorzystałam z możliwości, jakie daje praca freelancera i przeniosłam swoje biuro na wieś :) Nie pracowałam jednak przez cały czas, wygrzewałyśmy się z Siostrą na słońcu, wieczorami sączyłyśmy różowe mocno schłodzone wino, gadałyśmy na różne tematy, gotowałyśmy sobie proste obiady z warzyw prosto z grządki, słuchałyśmy starych winylowych płyt, czochrałyśmy koty po szalonych łebkach... Zieleń podchodziła pod okna, ptaki zdzierały sobie&lt;br /&gt;gardła, nocami przechodziły burze. Jedynym źródłem stresu było łącze internetowe, nadajnik źle zniósł jedną z burz. Ale miły Pan dostawca na głowie stawał, by net jak najszybciej wrócił, więc właściwie stres szybko przeminął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I gdy tak sobie siedziałyśmy z Siostrą w altanie, zajadając fasolkę i jajka od bardzo szczęśliwych kur od Sąsiadki, chłonęłam ten spokój i takie zwykłe, codzienne szczęście. Myślałam, jak wiele radości daje mi taki sposób życia. Jak bardzo kocham prostotę.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Myślałam też o jakże ciekawej dyskusji na temat definicji minimalizmu, która &amp;nbsp;wywiązała się pod świetnym wpisem autorstwa Wasp,&lt;i&gt;&lt;a href="http://minimalistkaa.blogspot.com/2011/07/czym-nie-jest-minimalizm.html#comments"&gt; Czym nie jest minimalizm&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;, na Jej blogu. I o tym, od czego zaczęło się moje upraszczanie życia. Pisałam i mówiłam już o tym nie jeden raz. Jak kiedyś czułam się przytłoczona chaosem w moim życiu, o frustracji, o chęci wprowadzenia porządku. Najpierw czytałam o porządkowaniu, ale w końcu trafiłam na blog Zen Habits Lea Babauty i zaczęłam się zaczytywać. To, co pisał Leo, wydawało się tak proste i oczywiste, jak przysłowiowa konstrukcja cepa. Niby proste, ale przecież jakoś sama nie byłam w stanie na to wpaść.&lt;br /&gt;Wpis, który parę lat temu dosłownie zmienił moje życie, to &lt;i&gt;&lt;a href="http://zenhabits.net/simple-living-manifesto-72-ideas-to-simplify-your-life/"&gt;Simple Living Manifesto: 72 Ideas to Simplify Your Life&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;. Tak mi się spodobał, że od razu go wydrukowałam, przeczytałam nieskończoną ilość razy i do dzisiaj trzymam w szufladzie, by od czasu do czasu odświeżyć :) A najważniejszy jest początek:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;A simple life has a different meaning and a different value for every person. For me, it means eliminating all but the essential, eschewing chaos for peace, and spending your time doing what’s important to you.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;It means getting rid of many of the things you do so you can spend time with people you love and do the things you love. It means getting rid of the clutter so you are left with only that which gives you value.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;However, getting to simplicity isn’t always a simple process. It’s a journey, not a destination, and it can often be a journey of two steps forward, and one backward.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;If you’re interested in simplifying your life, this is a great starter’s guide (if you’re not interested, move on).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Short List&lt;br /&gt;For the cynics who say that the list below is too long, there are really only two steps to simplifying:&lt;br /&gt;Identify what’s most important to you.&lt;br /&gt;Eliminate everything else.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Dla nieznających angielskiego zamieszczam robocze tłumaczenie:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Proste życie dla każdego oznacza co innego i ma odmienną wartość. Dla mnie oznacza wyeliminowanie wszystkiego, co nie jest niezbędne, wyrzeczenie się chaosu na rzecz spokoju oraz spędzanie czasu na zajmowaniu się tym, co dla nas ważne.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Oznacza zrezygnowanie z wielu rzeczy, które robimy, by móc spędzać czas z ludźmi, których kochamy, robiąc rzeczy, które kochamy. Oznacza pozbycie się bałaganu, tak by pozostały jedynie rzeczy, które mają dla nas wartość.&lt;/b&gt; &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Jednak osiągnięcie prostoty nie zawsze jest prostym procesem. Liczy się droga, a nie cel, a czasami można postępować po tej drodze dwa kroki wprzód, a potem cofnąć się o jeden.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Jeśli jesteś zainteresowany upraszczaniem swojego życia, oto świetny przewodnik dla początkujących (jeśli nie jesteś zainteresowany, przejdź dalej).&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Krótka lista&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Dla cyników, którzy twierdzą, że poniższa lista jest zbyt długa, do uproszczenia tak naprawdę prowadzą tylko dwa kroki:&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Ustal, co jest dla Ciebie najważniejsze.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Wyeliminuj całą resztę.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;Dalej następuje tytułowa lista składająca się z 72 praktycznych sposobów na upraszczanie. Nie będę jej tutaj przytaczać, bo sedno zawiera się moim zdaniem w powyższym cytacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiecie, co uświadomiłam sobie na letnisku? Udało się! Osiągnęłam ten cel. Gdy po raz pierwszy czytałam słowa Lea, wydawały mi się nieosiągalną abstrakcją. Byłam przekonana, że tak się nie da. A teraz doświadczam skutków tego procesu każdego dnia. Pozbyłam się zbędnego bagażu, a nie chodzi wcale tylko o przedmioty i fizyczny bałagan, był to też bagaż niepotrzebnych zobowiazań, toksycznych relacji, złych wspomnień, uprzedzeń, przebrzmiałych sentymentów. Teraz czuję się wolna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spędzam czas z osobami, które kocham, robiąc rzeczy, które kocham. Żyję prostym życiem, pełnym pozytywnych wibracji. Na co dzień spotykam ludzi, którzy wnoszą w mój świat promienie światła i radości. To nie jest jakaś "pieprzona holyłódzka sielanka", jak każdy doświadczam stresu, zmartwień, niepokojów. Np. moja niepełnosprawna Siostra lada moment może stracić i tak kiepską pracę. &amp;nbsp;A ja nie wiem, jak Jej pomóc znaleźć lepszą (piszę o tym, żeby ktoś nie pomyślał, że żyję na Księżycu czy też na różowej chmurce albo że mam odpowiedź na każde pytanie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy do prostego życia nie można dojść na inny sposób niż za pomocą minimalizmu? Można. Myślę, że co najmniej na milion innych sposobów. O czym można chociażby przekonać się, czytając &lt;a href="http://zenerzac.wordpress.com/2011/01/17/tak-zwany-minimalizm-czyli-co-sie-ma-i-jak-sie-z-tego-korzysta/"&gt;ten artykuł z blogu Zen Erzac&lt;/a&gt;. Nie trzeba dorabiać do tego ideologii. Im dalej w las, tym mniej czuję się przywiązana do słowa minimalizm. Wolę prostotę. Ale to nadal tylko słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie zadziałała taka właśnie metoda zwana minimalizmem. Dzięki niej uporządkowałam swoje życie, zidentyfikowałam to, co dla mnie ważne, pozbyłam się tego, co zbędne. W ogólnym rozrachunku okazało się, że nie ma większego znaczenia to, co mam i w jakiej ilości (chociaż im mniej, tym lepiej), lecz jaki mam do posiadanych przedmiotów stosunek. Zmiana nastawienia do życia ogółem. Uświadomienie sobie, że &lt;a href="http://alexba.eu/2008-05-03/rozwoj-kariera-praca/musisz-umrzec/"&gt;jedyne co muszę, to umrzeć&lt;/a&gt; [dziękuję Alex :)]. Jeszcze silniejsze utwierdzenie się w przekonaniu, że na wiele spraw cennego czasu, który nam dano, nie warto marnować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zaczęło się od krótkiej listy Lea. I tak naprawdę najbardziej minimalistycznym manifestem na świecie powinny być te dwa krótkie zdania:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Ustal, co jest dla Ciebie najważniejsze.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;  &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;i&gt;Wyeliminuj całą resztę.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-255648186289039288?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/255648186289039288/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/07/wole-prostote-zapiski-z-letniska.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/255648186289039288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/255648186289039288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/07/wole-prostote-zapiski-z-letniska.html' title='Wolę prostotę. Zapiski z letniska.'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-8viLHdEuyoQ/TiHeJAEHObI/AAAAAAAAAUY/PNlqpx70IgA/s72-c/DSC_0906.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-3888500477911048006</id><published>2011-07-04T10:56:00.001+02:00</published><updated>2011-07-04T11:13:58.900+02:00</updated><title type='text'>Łysa minimalistka</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-SIATIaZEuV0/ThF93NeZtHI/AAAAAAAAAUU/GOm4gfxC7cs/s1600/DSC_0819.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://2.bp.blogspot.com/-SIATIaZEuV0/ThF93NeZtHI/AAAAAAAAAUU/GOm4gfxC7cs/s320/DSC_0819.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Bez sanek Ferrari na pewno mogę żyć (za 800 EUR zresztą...)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&amp;nbsp;W miarę jak moje życie uspokaja się i stabilizuje, mam coraz więcej czasu dla siebie i wreszcie mogę nadrobić zaległości w czytaniu ulubionych blogów.&lt;br /&gt;I tak oto u Lea Babauty, na jego blogu mnmlist znalazłam wpis z początku czerwca pt. &lt;a href="http://mnmlist.com/without"&gt;Can you live without?&lt;/a&gt; (czyli „Czy możesz żyć bez...?”). Leo wychodzi od stwierdzenia, że ludzie często błędnie zakładają, że aby być minimalistą, trzeba mieć mniej niż sto rzeczy (lub nawet 50). A według jego definicji minimalistą jest po prostu osoba, która stawia pytania o to, czy dana rzecz jest niezbędna i próbuje żyć tylko z tym, co konieczne, zamiast wybierać podejście konsumpcyjne.&lt;br /&gt;I namawia, by postawić sobie kilka pytań o przedmioty, których obecność w naszym życiu uważamy za oczywistą. Czy są naprawdę niezbędne? Czy mogę bez tego żyć? Jak sam podsumowuje, dla części osób pytanie o niektóre z nich może wydać się wręcz absurdalne i śmieszne. Nie chodzi mu jednak o rezygnację z tych wszystkich rzeczy, lecz o to, by zadać sobie pytanie o ich przydatność, o to, czy naprawdę nie możemy się bez nich obyć.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Jakie to rzeczy, nad którymi jego zdaniem warto się zastanowić? Telewizja kablowa, smartfon lub dowolny rodzaj telefonu komórkowego, inne rodzaje telewizji, łącze internetowe, kanapa, więcej niż jedna para butów, więcej niż kilka koszul lub par spodni, kuchnia mikrofalowa, samochód, słodycze, więcej niż kilka książek na raz, makijaż, włosy (tak, włosy - Leo goli się na łyso...), pamiątki.&lt;br /&gt;Gdy zastanawiałam się nad tą listą, uświadomiłam sobie, że, jak zresztą możecie przeczytać w moim profilu, wbrew nazwie blogu nie jestem prawdziwą minimalistką, raczej staram się nią być. Dlaczego? Wiem, że bez większości przedmiotów wymienionych przez Lea mogłabym żyć, jednak wolę życie z nimi niż bez nich. Nie to jednak jest ważne, czy nią jestem, czy też nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naistotniejsze dla mnie jest, że od tych paru lat, gdy zetknęłam się z koncepcją minimalizmu i zaczęłam upraszczać swoje życie, nieustannie, na co dzień, zadaję sobie takie właśnie pytania. O to, czy rzeczy obecne w moim otoczeniu są naprawdę potrzebne. O to, czy bez danego przedmiotu mogę się obejść. O to, czego naprawdę chcę i potrzebuję. O to, czy bez rzeczy X lub Y moje życie nie będzie jednak prostsze.&lt;br /&gt;To ciągłe poddawanie w wątpliwość, pytanie siebie (i bliskich) o potrzeby, nauka odróżniania ich od zachcianek z jednej strony bywają męczące, wymagają wysiłku, a przede wszystkim szczerości wobec samego siebie. W pewnym sensie łatwiej było po prostu poddawać się impulsom, reklamom, trendom. Musisz to mieć, jesteś tego warta, zadbaj o siebie, wszyscy to mają, czemu Ty jeszcze nie masz? Takie sygnały płyną z każdej strony. Opieranie się im, zamknięcie na ten reklamowo-komercyjny szum przynajmniej na początku nie jest łatwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak analizowanie zawartości szafy, półek z książkami, torebki, kuchennych szafek, lodówki, dysku komputera itp. (a także zawartości własnej głowy, że tak powiem) oraz świadome jej budowanie zamiast bezmyślnego dodawania kolejnych przypadkowych elementów prowadzi do poznania siebie. Pytam: czy to jest dla mnie dobre, czy naprawdę tego potrzebuję? Czy lubię tę rzecz, czy tylko jestem do niej przyzwyczajona? A jeśli nie lubię i nie potrzebuję tego, co mam, to w takim razie co chciałabym mieć w zamian? Co lepiej odpowiadałoby moim prawdziwym &amp;nbsp;potrzebom?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomniałam o szczerości. Bo bez niej nie zajdzie się daleko. Jeśli nie zaczniemy zaglądać w siebie i uczciwie odpowiadać na wspomniane pytania, nigdy nie wyjdziemy z zakrętego kręgu bezmyślnej konsumpcji. Zamiast własnego głosu będziemy słyszeć te głosy z zewnątrz, z reklam i kolorowych plakatów. Będziemy brać sztucznie wykreowane przez speców od marketingu „potrzeby” za nasze własne marzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te pytania w moim przypadku (i nie tylko moim) zaczęły się od szafy i książek, a potem przeszły na sposoby spędzania czasu, na jego racjonalne wykorzystanie. Na sposoby wydawania pieniędzy. Potem z kolei na cele życiowe, na pragnienia i wyobrażenia co do swojej przyszłości. Wreszcie w konsekwencji na tryb pracy.&lt;br /&gt;Wszystkie zmiany, jakie zaszły w moim życiu w ostatnich latach, są skutkiem zadawania sobie takich właśnie pytań: czy tego potrzebuję? Czy mogę żyć bez... Nie muszę chyba przypominać, że dzięki tym zmianom czuję się spełnioną i zadowoloną z życia osobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak na koniec, wracając do listy Lea. Gdybym miała się zastanowić, czy mogę żyć bez wymienionych przez niego rzeczy:&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;telewizję kablową mamy, wciąż jeszcze czasem oglądamy, lecz rozmawialiśmy już o tym, po zakończeniu abonamentu raczej nie odnowimy - telewizor zostanie, bo służy też do oglądania filmów i koncertów;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;smartfon/telefon komórkowy - wiem, że można żyć bez, pamiętam przecież czasy „przedkomórkowe”, lecz akurat z tego wynalazku nie mam zamiaru rezygnować, bo jak mało który inny przedmiot ułatwia życie;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;łącze internetowe - cóż, bez niego nie mogłabym pracować (i blogować byłoby trudniej). Zostaje;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;kanapa - całkiem zwykła, nie jest to żaden szpanerski „wypoczynek”, lubię na niej czytać, oglądać filmy, śpią na niej goście (rozkłada się). Też zostaje;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;więcej niż jedna para butów/ubrań - szafę znacznie zminimalizowałam, uprościłam i zracjonalizowałam, ale dalszych cięć nie będzie. Dobry wygląd jest dla mnie bardzo ważny;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;kuchenka mikrofalowa jeszcze jest, ale w przyszłym mieszkaniu/domu już nie będzie. Używam sporadycznie, nie lubię i uważam, że podgrzewanie w mikrofali jest niezdrowe i nienaturalne;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;samochód - nadal nie mamy. Nawet był plan zakupu, ale ponieważ nie jest niezbędny, plan nie został jeszcze zrealizowany;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;słodycze - kupnych w ogóle nie jadam (ze wszystkich słodyczy najbardziej lubię boczek, że zacytuję literaturę młodzieżową), czasem piekę coś razowego, na naturalnych składnikach;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;więcej niż kilka książek na raz - zrealizowane, wystarczy mi parę półek pozycji potrzebnych ze względów zawodowych, a resztę pożyczam, czytam za pomocą Kindle'a albo po przeczytaniu wypuszczam w świat;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;makijaż - znacznie uproszczony, ale lubię i nie mam zamiaru rezygnować. Ograniczyłam za to ilość mazideł i upiększaczy;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;włosy - miałam kiedyś fryzurę na jeża, ale etap takich eksperymentów mam za sobą. Nie zrezygnuję z włosów, Leo ;)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;pamiątki - wolę wspomnienia niż fizyczne pamiątki, ale zachowałam trochę przedmiotów, które są ładne, dostałam je od ważnych dla mnie osób, odziedziczyłam po przodkach, a są mi przydatne.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;A Wy, bez czego możecie się obejść? A z czego możecie lub zamierzacie zrezygnować? Jak Wam idzie poznawanie swoich potrzeb?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-3888500477911048006?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/3888500477911048006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/07/ysa-minimalistka.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3888500477911048006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3888500477911048006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/07/ysa-minimalistka.html' title='Łysa minimalistka'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-SIATIaZEuV0/ThF93NeZtHI/AAAAAAAAAUU/GOm4gfxC7cs/s72-c/DSC_0819.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-1828061751636842825</id><published>2011-06-23T23:03:00.001+02:00</published><updated>2011-12-02T18:10:32.078+01:00</updated><title type='text'>Znowu o szmatkach</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-M0hPa79DeT8/TgOM8c9mhbI/AAAAAAAAAUQ/hUAMiecgbNI/s1600/subzeromixedabc15076.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-M0hPa79DeT8/TgOM8c9mhbI/AAAAAAAAAUQ/hUAMiecgbNI/s320/subzeromixedabc15076.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Zdjęcie mojego ulubionego półgolfu pochodzi&lt;a href="http://www.4run.pl/under-armour-dla-pan/"&gt; stąd&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Ojoj, dłuższą chwilę mnie nie było (wciąż jeszcze małe zamieszanie w moim życiu, ale powoli się uspokaja), a tu (pod &lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/06/co-znalazam-na-dnie-szafy.html"&gt;poprzednim wpisem&lt;/a&gt;) taka gorąca dyskusja się wywiązała. Wybaczcie, że nie będę odnosić się indywidualnie do każdego komentarza. Serdecznie witam nowe Czytelniczki, pozdrawiam stałe bywalczynie :) i bardzo gorąco dziękuję za wszystkie ciekawe spostrzeżenia. Wygląda na to, że poszukiwanie jakości to gorący temat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, wzbraniałam się przed pisaniem o konkretnych i ulubionych markach, bo nie chcę być posądzana o kryptoreklamę. Poza tym, a może przede wszystkim, ubiór to tak indywidualna i subiektywna sprawa... To, że dana marka odpowiada mojemu stylowi życia, upodobaniom, gustowi, oczekiwaniom co do trwałości, stanowi portfela itd., w żaden sposób nie oznacza, że będzie odpowiadać także innym.&amp;nbsp; Jednak skoro tak wiele osób o to pyta, czemu nie?&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Zaznaczam jednak i podkreślam, że piszę o moich własnych osobistych wyborach, jeśli komuś te informacje posłużą, bardzo się z tego cieszę, ale nie chciałabym, żebyście traktowały &amp;nbsp;moje słowa jako jakieś wytyczne. Piszę w rodzaju żeńskim, bo zakładam, że akurat ten temat może PT Czytelników nie zafascynować ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiem tak: ulubionych i zaufanych marek trzeba się dopracować, najlepiej metodą prób i błędów. I jak słusznie podkreślają Biurowa i Verónica, czytać metki. Prócz tego, niestety, oj bardzo niestety, nie każda firma, która kiedyś kojarzyła się z jakością i solidnością, nadal trzyma poziom, każdy zna zapewne przypadki niegdysiejszych tytanów jakości, którzy z czasem poszli na łatwiznę i zeszli na psy. No i kwestia cen: nie zawsze drogo znaczy dobrze, nie zawsze tani ciuch musi być badziewny. Jak pisałam w poprzednim wpisie, także w tzw. sieciówkach (czyli sklepach popularnych sieci, wypełniających galerie handlowe) można znaleźć rzeczy piękne, nieźle uszyte i z przyzwoitego materiału. Tyle tylko, że takich „perełek” trzeba w nich poszukać, uzbroiwszy się wcześniej w cierpliwość. Dlatego zakupy odzieżowe (i każde inne) trzeba robić „na spokojnie”. Z listą w ręku, bez pośpiechu, bez emocji. Planowo. Przypomnę tutaj stary wpis o &lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2010/01/zakupy-kilka-prostych-zasad.html"&gt;zasadach robienia zakupów&lt;/a&gt;. Żadnych impulsów i „muszę to mieć”. Nic nie muszę. Mogę, jeśli oglądana rzecz spełnia wszystkie wymagania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle wstępu. Przejdźmy do konkretów. I jeszcze wyjaśnienie: lubię klasykę, raczej nie podążam za modami. W moim wydaniu fantazja w ubiorze oznacza upodobanie do czerwieni i ostrego różu oraz wysokie obcasy. Bardzo lubię biżuterię, zwłaszcza srebrną - ona, jak i inne dodatki, pomaga uniknąć nudy, jeśli mamy mniej rzeczy w szafie. Oprócz tego mam też dość sporo rzeczy sportowo-treningowo-trekkingowo-outdoorowych (ale słowo wymodziłam...), do zadań specjalnych - na co dzień zwykle nie ubieram się na sportowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kolei więc: absolutnie ulubiona marka to Cotton Club. Od niedawna dostępny także &lt;a href="http://www.sklep-cottonclub.pl/"&gt;internetowo&lt;/a&gt;. Klasyka z nutką fantazji, bardzo dobre materiały, świetnie uszyte rzeczy, noszę je od lat (jeszcze od czasów studiów, prehistoria) i kocham miłością wielką, acz platoniczną. Szczęściem wciąż trzymają poziom, mocno trzymam kciuki, by tak nadal pozostało, bo byłabym bardzo nieszczęśliwa, gdyby zniknęli z rynku. Nawiasem mówiąc, jedna z moich koleżanek twierdzi, że ona w tym sklepie nic znaleźć dla siebie nie może, co potwierdza jedynie, jak bardzo subiektywną sprawą są kwestie odzieżowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo podobają mi się też rzeczy z firmy &lt;a href="http://www.prettyone.pl/"&gt;Pretty One&lt;/a&gt;, nie są one tanie, ale również doskonałej jakości i kroju. Mam od nich małą czarną z żakietem, w której czuję się prawie jak Audrey H. :)&lt;br /&gt;Od czasu do czasu zaglądam do sklepu o wdzięcznej nazwie Polskie Sklepy Odzieżowe (w krakowskiej Plazie), który wprawdzie na pierwszy rzut oka wydaje się taki... nieco z poprzedniej epoki, jednak po głębszym zbadaniu ujawnia ukryte skarby - jak na przykład wspaniale uszyte sukienki czy dżinsy o klasycznym kroju. W całkiem przyzwoitych cenach. Niestety, klientem docelowym PSB wydają się być panie o raczej rubensowskich kształtach, więc pigmejkom takim jak ja niełatwo znaleźć tam swój rozmiar. Ale czasem się udaje.&lt;br /&gt;Od niedawna można też w Polsce kupić odzież włoskiej firmy&lt;a href="http://www.geox.com/"&gt; Geox &lt;/a&gt;(wcześniej znanej tylko z tzw. oddychającego obuwia). Krótkie serie, małe kolekcje, fajne ubrania typu casual wear. Cenię zarówno ich buty, jak i ubrania.&lt;br /&gt;No i dwie „sieciówki”, w których nie raz udało mi się znaleźć prawdziwe skarby, wbrew obiegowym opiniom na temat tych akurat firm: Carry oraz H&amp;amp;M. Ale w jednym i drugim przypadku bywa różnie, bo rzeczy naprawdę kiepskiej jakości wiszą tuż obok tych świetnych, ładnych i trwałych. Trzeba uważać i uważnie oglądać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obuwie? Venezia (i Geox). Oraz kierpce spod Gubałówki. Najwygodniejsze buty na świecie. Chociaż akurat te tanie kierpce „dla turystów” nie są zbyt trwałe, chciałabym kiedyś zostać właścicielką takich „rasowych”.&lt;br /&gt;Torebkowym rajem dla mnie jest sklep krakowskiej firmy kaletniczej &lt;a href="http://www.demehlem.com/index1.html"&gt;De Mehlem&lt;/a&gt;. W mojej skali finansowej to są bardzo drogie torebki, ale zapewniam, że niemal niezniszczalne. I na dodatek można sobie zamówić torebkę dostosowaną do osobistych upodobań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i jeszcze dział sport/trening/trekking/outdoor. Aczkolwiek jak widać powyżej, preferuję polskich producentów, w dziale sportowym mojej szafy królują „zagramaniczni”. Numer jeden to amerykańska firma &lt;a href="http://www.ua-polska.pl/"&gt;Under Armour&lt;/a&gt;. Prócz tego &lt;a href="http://www.mountainhardwear.com/"&gt;Mountain Hardwear&lt;/a&gt;. Buty górskie niemieckiej firmy &lt;a href="http://www.hanwag.de/"&gt;Hanwag&lt;/a&gt;. I niższa półka cenowa, ale bardzo wygodne i trwałe ciuszki, francuski &lt;a href="http://www.decathlon.com.pl/PL/"&gt;Decathlon&lt;/a&gt;. Prane i używane niemal w kółko, a jednak wciąż w dobrej formie.&lt;br /&gt;Na koniec okulary słoneczne. Tu modę mam całkowicie w nosie, nie dla mnie okulary muchy. Liczy się komfort patrzenia oraz ochrona oczu. Zaczynałam od firmy Polaroid, teraz używam amerykańskich Oakleyów. Firma ta specjalizuje się w bardzo designerskich okularach, ale one są bardzo drogie. Ja mam jednak „bazowy” &amp;nbsp;model, prosty, niewymyślny, cena niezabójcza (załapałam się na promocję), a trwałość i wygoda noszenia niezrównane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: żadna z powyższych firm nie zapłaciła mi ani grosza za reklamę. Informacje zawarte w tym wpisie są subiektywną opinią autorki i nie stanowią żadnej gwarancji sukcesu, trwałości, solidności itd. Wymieniam te marki, bo na podstawie osobistych doświadczeń nabrałam do nich zaufania i przekonania, że każda wydana na nie złotówka została wydana z sensem. Nie ode mnie jednak zależy, czy dzieła tych producentów spełnią wymagania Czytelniczek i Czytelników mojego blogu ani też czy ci producenci utrzymają jakość swoich produktów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zapominajcie o podstawowej zasadzie: to, co dobre dla innych, nie musi być dobre dla mnie. I na odwrót. Każdy z nas ma inne potrzeby, możliwości, zasoby, wymagania. To, co drogie dla mnie, może być nieosiągalne dla kogo innego, lub &amp;nbsp;tanie dla jeszcze innej osoby. To, co lubi Ajka, innej dziewczynie może wydać się bezguściem. I tandetą.&lt;br /&gt;Oczywiście zachęcam do opisywania swoich doświadczeń i spostrzeżeń w komentarzach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. O matko, jakoś szafiarsko się zrobiło!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-1828061751636842825?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/1828061751636842825/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/06/co-nosi-ajka.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1828061751636842825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1828061751636842825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/06/co-nosi-ajka.html' title='Znowu o szmatkach'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-M0hPa79DeT8/TgOM8c9mhbI/AAAAAAAAAUQ/hUAMiecgbNI/s72-c/subzeromixedabc15076.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-8939508410944087049</id><published>2011-06-06T12:06:00.002+02:00</published><updated>2011-06-27T09:22:20.254+02:00</updated><title type='text'>Co znalazłam na dnie szafy?</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="height: 400px; position: relative; width: 400px;"&gt;&lt;a href="http://www.polyvore.com/associate/set?.mid=embed&amp;amp;id=21102034"&gt;&lt;img alt="the associate" border="0" force="1" height="400" src="http://www.polyvore.com/cgi/img-set/BQcDAAAAAwoDanBnAAAABC5vdXQKFnlPaUJkVjJXM3hHMHVsQ0haajJJNlEAAAACaWQKAWUAAAAEc2l6ZQ.jpg" title="the associate" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;small&gt;&lt;a href="http://www.polyvore.com/associate/set?.mid=embed&amp;amp;id=21102034"&gt;the associate&lt;/a&gt; przez &lt;a href="http://www.polyvore.com/cgi/profile?.mid=embed&amp;amp;id=1102436"&gt;AllisonWonder&lt;/a&gt; z wykorzystaniem &lt;a href="http://www.polyvore.com/gunmetal_heels/shop?query=gunmetal+heels"&gt;gunmetal heels&lt;/a&gt;&lt;/small&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Witajcie po przerwie. Wreszcie moje życie odzyskuje zdrowy i normalny rytm, wracam więc do pisania. Dzisiaj ulubiony temat wielu Czytelniczek: szafa. Minęło już kilka lat od czasu, gdy zaczęłam ją świadomie kształtować i wreszcie udało się osiągnąć ten etap, gdy jestem z niej naprawdę zadowolona. Czas więc na podsumowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znacie moją historię. Kiedyś byłam zakupoholiczką, kupowałam dużo i spontanicznie, szafa pękała w szwach, ja jednak nie czułam się dobrze ubrana. Nie przywiązywałam wagi do jakości i trwałości materiałów, w wyborach kierowałam się zwykle ceną, a zakupy robiłam głównie w sieciówkach. Bardzo często padało z moich ust przysłowiowe „Ja nie mam co na siebie włożyć”. Bo faktycznie z tych przypadkowych zwykle nabytków ciężko było skomponować naprawdę dobre zestawy. Frustracja się pogłębiała, więc trzeba było znowu iść na zakupy, których efektem były kolejne niepotrzebne i niedobrane do reszty elementy. Błędne koło.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Potem przyszła stopniowa rewolucja. Wielokrotne czystki, wywiozłam z domu wiele worków ubrań, oddałam je w większości krewnym. W międzyczasie także schudłam, więc miałam dodatkowy powód do zmian w garderobie. Leczyłam się z nałogu kupowania, tak skutecznie zresztą, że niemal całkowicie zaprzestałam chodzenia po sklepach. Dzięki pozbywaniu się starych, źle dobranych ubrań i niekupowaniu nowych udało się w końcu w zeszłym roku &lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2010/08/dno-szafy-i-nowy-poczatek.html"&gt;&amp;nbsp;„dobić do dna szafy”.&lt;/a&gt; To znaczy wyeliminować z niej wszystko, co nie powinno się w niej znajdować.&lt;br /&gt;Wyciągnęłam wnioski z tych doświadczeń i zaczęłam uczyć się robić zakupy na nowo. Co nie znaczy, że &amp;nbsp;„ruszyłam na sklepy”. Nadal kupuję mało i rzadko. Ale za to z głową. Czy w efekcie jestem dobrze ubrana? Nie wiem, trzeba by zapytać o to osoby z mojego otoczenia. Dla mnie ważne jest to, jak się czuję: jak milion dolarów :)&lt;br /&gt;Co też takiego znalazłam na dnie mojej szafy? Swój styl. Czyli po prostu siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego nie da się zrobić w pięć minut. Poznajemy siebie przez całe życie, sposób ubierania się wpisuje się w ten proces, bo wynika z naszej osobowości, ale też wiąże się z tym, jak wyposażyła nas natura. Z jednej strony trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jaką jestem osobą, jakie mam usposobienie, tryb życia, nastawienie do świata, ale z drugiej konieczne jest spojrzenie krytycznym (lecz przyjaznym) spojrzeniem na sylwetkę, kolorystykę włosów, oczu i cery, należy poznać swoje mocne i słabe strony i pogodzić się z faktem, że musimy pracować z tym, co mamy, z całym „dobrodziejstwem inwentarza”, innego zestawu w bieżącym życiu nie dostaniemy. Potrzeba też trochę wiedzy o tym, jak dobrać strój do sylwetki i trybu życia, jakich błędów nie popełniać. Oglądanie programów Goka Wana (i jego książki) oraz w mniejszym stopniu Trinny i Susannah bardzo mi pomogło, naprawdę sporo się nauczyłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co było najtrudniejsze w tym procesie? Pozbycie się starych nawyków i uprzedzeń. Zrozumienie swojej sylwetki i nauczenie się, co dla niej korzystne, a co nie.&amp;nbsp; Cieszę się z tego, że pokonałam własne ograniczenia i kompleksy. Próbuję nowych fasonów i kolorów, rezygnuję z tych, które nie są dla mnie dobre. &amp;nbsp;Nie lubiłam butów na płaskim obcasie, sukienek, ubierałam się głównie na czarno. Nadal kocham szpilki i wysokie koturny, ale zdarza mi się założyć coś zupełnie płaskiego i nie czuję się już jak Pigmej. Sukienki pokochałam i uważam, że są jednym z najlepszych, najbardziej uniwersalnych i najwygodniejszych strojów z możliwych. A czerń? Owszem, ale o wiele rzadziej. Chętnie wieczorowo, na dzień już nie tak często.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przestałam żałować pieniędzy na dobry strój. Na co dzień nie zaglądam do sklepów i galerii handlowych, nie szopinguję :) Długo zastanawiam się przed zakupem nowej rzeczy, ale kiedy już podejmę decyzję, nie skąpię jak dawniej. Zamiast pięciu szmatek w sieciówce kupuję jedną naprawdę porządną rzecz. Mam kilka swoich ulubionych i sprawdzonych marek. Trochę mniej znanych, mało reklamowanych, ale lubię ich styl, mam zaufanie do jakości, nie jest mi żal zapłacić więcej za rzecz, która posłuży mi dłużej i w której czuję się fantastycznie. To nie tak, że tracę jakąś fortunę na ciuchy. Zapewne wydaję na ubrania tyle samo, co dawniej (kupuję mniej, ale drożej), tyle, że teraz mam w szafie naprawdę piękne ubrania, które są moimi przyjaciółmi, a nie wrogami. Do sieciówek czasem też zaglądam, bo tam też bywają perełki, ale trzeba mieć szczęście, by na nie trafić...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadal zdarzają mi się błędy, drobne potknięcia. Na przykład nawyk kupowania kolejnej rzeczy bardzo podobnej do tej, którą już mam w szafie. Dwa &amp;nbsp;niemal identyczne sweterki w serek - jeden czerwony, jeden w kolorze fuksji. Po co? Wystarczyłby jeden. Nie ma potrzeby dublować fasonów ani kolorów. Czasem jeszcze kupuję coś, co potem wisi na wieszaku i jakoś „nie mówi do mnie”. Wydawało się fajne w momencie zakupu, ale w domu przestało się podobać. Bo okazuje się nie być do końca w moim stylu. Ale to drobne i rzadkie błędy, jestem ich coraz bardziej świadoma i staram się nie powtarzać. Gdy już trafi się wpadka, zastanawiam się nad jej przyczyną, a nietrafiony zakup trafia w ręce potrzebujących.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo trudno było mi też pokonać pewną barierę psychiczną. Głos w głowie, który powtarzał: to za drogie, nie możesz tyle wydać na ubranie, liczy się to, kim jesteś, a nie to, co masz na sobie. Byłam przekonana, że nie warto poświęcać zbyt wiele czasu i środków na to, by dobrze wyglądać, bo to oznaka próżności. Ciężko było mi pogodzić się z tym, że ludzie ogółem, a kobiety w szczególności, są tak często oceniani przez pryzmat ich wyglądu. Teraz wiem już, że najważniejsze, by zachować równowagę między piękną oprawą a ciekawą treścią, nie chcę być pustą lalką, ale nigdy nie lubiłam też koncepcji inteligentnej, lecz zaniedbanej brzyduli. Bo przecież jak Cię widzą, tak Cię piszą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze dobrany i przemyślany strój, zadbany wygląd, przemyślane dodatki... To wymaga trochę starań, ale procentuje i ułatwia życie. Szafa, w której jest niewiele ubrań, ale dobrej jakości. Sprawdzony fryzjer i korzystna fryzura. Wygodne i eleganckie obuwie. Gustowna biżuteria. Pomysł na siebie.&lt;br /&gt;Przed wyjściem z domu patrzysz w lustro i mówisz sobie: kochana, świat należy do Ciebie! Czego sobie i Wam życzę :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-8939508410944087049?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/8939508410944087049/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/06/co-znalazam-na-dnie-szafy.html#comment-form' title='Komentarze (32)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8939508410944087049'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8939508410944087049'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/06/co-znalazam-na-dnie-szafy.html' title='Co znalazłam na dnie szafy?'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><thr:total>32</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-1579882678705144199</id><published>2011-05-23T08:07:00.000+02:00</published><updated>2011-05-23T08:07:45.222+02:00</updated><title type='text'>Biznesik się rozkręca</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-i-981L0HUFQ/Tdn5EGvGhDI/AAAAAAAAAUM/xWBrx7MxaPI/s1600/129_DOLINA+PI%25C4%2598CIU+STAW%25C3%2593W+ZIM%25C4%2584.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-i-981L0HUFQ/Tdn5EGvGhDI/AAAAAAAAAUM/xWBrx7MxaPI/s320/129_DOLINA+PI%25C4%2598CIU+STAW%25C3%2593W+ZIM%25C4%2584.jpg" width="267" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Dolina Pięciu Stawów zimą - mal. Józef Mularczyk&lt;/em&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Obiecywałam sobie samej i Wam, że już wracam do pisania. Jednak jeszcze przez jakiś tydzień nie będę w stanie zajmować się blogiem. Proszę się nie martwić, wszystko jest w porządku, tyle, że jak już wspominałam, własną działalność rozpoczęłam na naprawdę wysokich obrotach i chwilami sama za sobą nie nadążam :) Bardzo cieszę się z takiej sytuacji, bo przecież dobrze wiedzieć, że zaczyna się ostro i z kopyta, a nie czeka tygodniami na pierwsze zlecenia.&lt;br /&gt;Nie wszystkie okoliczności byłam jednak w stanie przewidzieć wcześniej. Miałam nadzieję, że ten etap przejściowy minie szybciej, a tymczasem to już ponad miesiąc. Cóż, najważniejsze, że idzie ku dobremu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem zapraszam po raz kolejny na wystawę malarstwa mojego Dziadka, Józefa Mularczyka, i Siostry, Urszuli Mularczyk. Tym razem w Miejskim Oddziale Katolickiego Stowarzyszenia &amp;nbsp;„CIVITAS CHRISTIANA” w Bochni (ul. Biała 1). A po sąsiedzku wciąż trwa druga wystawa dzieł obojga Artystów w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Jeśli będziecie więc w Bochni (bardzo interesujące miasto, tak poza tym), to zapraszam do oglądania!&lt;br /&gt;Na razie pozdrawiam, zapewniam, że czytam wszystkie komentarze, nie jestem jednak jeszcze w stanie na nie na bieżąco odpowiadać. Wracam w pierwszych dniach czerwca!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-1579882678705144199?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/1579882678705144199/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/05/biznesik-sie-rozkreca.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1579882678705144199'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1579882678705144199'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/05/biznesik-sie-rozkreca.html' title='Biznesik się rozkręca'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-i-981L0HUFQ/Tdn5EGvGhDI/AAAAAAAAAUM/xWBrx7MxaPI/s72-c/129_DOLINA+PI%25C4%2598CIU+STAW%25C3%2593W+ZIM%25C4%2584.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-903739511392167970</id><published>2011-05-10T09:33:00.001+02:00</published><updated>2011-05-10T09:35:48.507+02:00</updated><title type='text'>Moja nowa rzeczywistość</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Qp2PajMyj0Q/TcjpPrRF07I/AAAAAAAAATo/1YFLbKS-ndc/s1600/DSC_0265.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://4.bp.blogspot.com/-Qp2PajMyj0Q/TcjpPrRF07I/AAAAAAAAATo/1YFLbKS-ndc/s320/DSC_0265.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Jestem z powrotem. Nieco zdyszana, ale uśmiechnięta od ucha do ucha. Dobrze mi, i to nawet bardzo dobrze.&lt;br /&gt;Wiedziałam, że ta zmiana, tzn. rozpoczęcie pracy na własny rachunek, będzie zmianą na lepsze, ale chyba nie wyobrażałam sobie, że aż tak bardzo poprawi się moje samopoczucie (psychiczne i fizyczne) i że tak szybko odczuję poprawę szeroko pojętej jakości życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę na razie szerzej omawiać praktycznych aspektów tej sytuacji, bo za wcześnie jeszcze na to. Wiem, że wśród stałych Czytelników są osoby, które same planują podobne zmiany w przyszłości i w związku z tym oczekują, że podzielę się doświadczeniami, co zrobię na pewno za jakiś czas, gdy już będzie o czym pisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie mnóstwo wyzwań przede mną, małych i dużych, począwszy od rozszerzania kwalifikacji, przez samodzielne prowadzenie rachunków mojego minibiznesu, a skończywszy na ustaleniu nowego rytmu pracy i opanowaniu terminów i hierarchii zadań. Spora to odmiana, ostatnio moje życie było bardzo uporządkowane i przewidywalne, teraz stało się zmienne i dynamiczne. Na szczęście panuję nad tym, do porządku jeszcze trochę brakuje, ale chaos mi nie grozi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez chwilę nie miałam czasu na pisanie, cieszy mnie, że odwiedzaliście mnie pomimo tego (co widzę w statystykach blogu). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz stopniowo wypracowuję sobie nowy rytm życia, będzie w nim też miejsce na regularne pisanie. Na pewno opowiem o tym, jak wygląda poszukiwanie prostoty na tym nowym etapie. I zdradzę wielką tajemnicę, powiem Wam, co okazało się moją piętą achillesową...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-903739511392167970?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/903739511392167970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/05/moja-nowa-rzeczywistosc.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/903739511392167970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/903739511392167970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/05/moja-nowa-rzeczywistosc.html' title='Moja nowa rzeczywistość'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Qp2PajMyj0Q/TcjpPrRF07I/AAAAAAAAATo/1YFLbKS-ndc/s72-c/DSC_0265.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-8383396772415575387</id><published>2011-04-23T18:00:00.000+02:00</published><updated>2011-04-23T18:00:22.242+02:00</updated><title type='text'>Każdy dzień to nowy początek</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-hFa4Ufr8qVQ/TbL2B04qCTI/AAAAAAAAATc/BNYs0xaV33w/s1600/kartki_11.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-hFa4Ufr8qVQ/TbL2B04qCTI/AAAAAAAAATc/BNYs0xaV33w/s400/kartki_11.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.mad.com.pl/MADcards?PAGE=cards.choose&amp;amp;dc.category=3"&gt;Kartka pochodzi z Agencji MAD&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Bardzo lubię święta Wielkanocne ze względu na ich wielowymiarową i głęboką symbolikę: zmartwychstwania, odrodzenia, nowej energii, nowego życia, w naszej strefie klimatycznej wzmacnianą jeszcze przez porę roku, wiosnę.&lt;br /&gt;W tym roku jeszcze silniej odbieram te wiosenno-energetyczne fluidy ze względu na zmianę statusu zawodowego. Od dawna zapowiadana zmiana stała się faktem: w czwartek po raz ostatni byłam w biurze i zaczynam funkcjonować jako wolny strzelec. A właściwie od paru tygodni już nim jestem, nowe (i atrakcyjne) zlecenie przyszło już przed miesiącem. Działam więc na podkręconych obrotach i dopiero za jakieś dwa tygodnie ten szalony rytm nieco się ustabilizuje i moje życie nabierze normalnego i zdrowszego tempa.&lt;br /&gt;Teraz tylko chwili oddechu na Święta z Rodziną i Przyjaciółmi, a potem znowu wskakuję do tego pędzącego pociągu :)&lt;br /&gt;Życzę Wam by te Święta upłynęły Wam w spokoju i radości, by były czasem refleksji i ciepłych emocji, wymiany pozytywnych fluidów, miłości, życzliwości, a nie rodzinnych spięć oraz nieumiarkowania w jedzeniu i piciu. Niech każdy dzień przynosi Wam słońce i uśmiech, niech każdy będzie nowym początkiem wspaniałej reszty Waszego życia.&lt;br /&gt;Całuję i ściskam, po prostu bardzo WESOŁYCH ŚWIĄT!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-8383396772415575387?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/8383396772415575387/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/04/kazdy-dzien-to-nowy-poczatek.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8383396772415575387'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/8383396772415575387'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/04/kazdy-dzien-to-nowy-poczatek.html' title='Każdy dzień to nowy początek'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-hFa4Ufr8qVQ/TbL2B04qCTI/AAAAAAAAATc/BNYs0xaV33w/s72-c/kartki_11.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-3787822538727283444</id><published>2011-04-15T21:46:00.000+02:00</published><updated>2011-04-15T21:46:48.869+02:00</updated><title type='text'>Minimalistka w podróży</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-R5NsMLfhB3I/Taicmas0-jI/AAAAAAAAATY/wSlyuQ1RMWo/s1600/DSC_0259.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://3.bp.blogspot.com/-R5NsMLfhB3I/Taicmas0-jI/AAAAAAAAATY/wSlyuQ1RMWo/s320/DSC_0259.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Wiele już mądrych słów napisano na temat tego, co minimalista ze sobą ma wziąć w podróż. Polecam szczególnie bardzo interesujące wpisy u &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://minimalenka.blogspot.com/2011/03/niedobagaz-minimalenki.html"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;minimaLenki&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://minimalista21.pl/2011/03/jak-odzyskac-radosc-z-podrozy/"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Maćka Jasicy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; i &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://mypresentsimple.blogspot.com/2011/03/prawie-minimalista-w-podrozy-suzbowej_5550.html"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Aube&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Ja jednak chciałabym dzisiaj porozmawiać o innych aspektach podróżowania niż materialny bagaż. O podejściu do poznawania świata.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Uważam, że najważniejsze dwie rzeczy, które należy zabrać ze sobą w podróż (oprócz dokumentów i pieniędzy czy karty płatniczej), to czas i otwarty umysł. Niestety z własnego doświadczenia, zarówno z pracy w branży turystycznej, jak i z obserwacji prywatnych, wiem, że spora część podróżujących nie ma ani jednego, ani drugiego. Nie zapomina natomiast zabrać ze sobą pokaźnej walizy uprzedzeń, fałszywych wyobrażeń, stereotypów, pychy i krytykanctwa. Nie myślcie sobie zresztą, że mam na myśli tylko naszych Rodaków, inne nacje bynajmniej nam pod tym względem nie ustępują.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Najważniejszy w podróży jest czas. Włos mi się na głowie jeży, gdy słyszę o zwiedzaniu trzech stolic w weekend, weekendzie w Paryżu albo o wyprawie do Włoch na tydzień. Rozumiem, każdy chciałby zobaczyć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie, niestety jednak przez takie podejście można bardzo wiele stracić. Bo moim zdaniem nie wystarczy tylko jakieś miejsce zobaczyć, postawić w nim stopę, obrzucić spojrzeniem i pobiec dalej. Jeśli podróż ma mieć dla nas jakikolwiek sens poza wydawaniem pieniędzy i odfajkowaniem kolejnego punktu na liście obiektów do zaliczenia, to powinna polegać na poznawaniu świata, a nie pobieżnym obrzucaniu go spojrzeniem. A jak można poznać wielkie miasto o bogatej historii w jeden dzień? Albo cały kraj w tydzień? Przyznalibyście rację człowiekowi, który przyjechałby do Polski na pięć dni, a potem chełpiłby się, że on już wszystko wie o naszym kraju, wie, jacy jesteśmy, jak żyjemy, jaka jest nasza kuchnia i zwyczaje? I jeszcze czułby się upoważniony do porównywania nas z Czechami albo Węgrami i ze swobodą wydawałby sądy, gdzie lepiej, a gdzie gorzej…?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nie w tym rzecz, żeby nie zrobić sobie wypadu na weekend do Pragi, gdy nadarzy się okazja, Nie znaczy to też, każda podróż ma trwać miesiąc. Ważne, by mieć świadomość, że jeśli byliśmy przejazdem w jakimś mieście cztery godziny, to wcale nie znaczy, że czegokolwiek się o nim dowiedzieliśmy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Kocham podróże i chciałabym zobaczyć bardzo wiele miejsc na Ziemi. Na pewnym etapie uświadomiłam sobie, że niemożliwe jest zobaczenie WSZYSTKIEGO. Tak jak nie da się przeczytać wszystkich interesujących książek, poznać wszystkich mądrych ludzi, obejrzeć wszystkich dobrych filmów, zjeść wszystkich pysznych potraw świata. W każdej dziedzinie i na każdym kroku musimy dokonywać pewnych wyborów, decydować, co jest dla nas ważne, a z czego gotowi jesteśmy zrezygnować.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nie jestem jednak zawodowym podróżnikiem ani też nie mam wielkiej fortuny do wydania, muszę więc gospodarować czasem i pieniędzmi tak, żeby zobaczyć tyle, ile mogę, ale jednak naprawdę zobaczyć, a nie tylko powąchać przez szybkę. A oznacza to w praktyce, że zobaczę mniej miejsc niż bym chciała, ale za to nie uczynię tego w biegu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Po prostu w podróżowaniu po raz kolejny stawiam na jakość, nie na ilość. Jakość nie oznacza wcale drogich hoteli, luksusów ani ofert all inclusive. Jakość w podróży oznacza czas na poznanie danego miejsca, przyjrzenie się życiu jego mieszkańców, poznanie jego smaków, zapachów i nastrojów. Czas na zajrzenie w z pozoru nieciekawą bramę, na zboczenie z głównego szlaku i zagubienie się w zaułkach, czas na podumanie na ławeczce w parku. Czas na to, by zajrzeć jeszcze raz do tego muzeum, gdzie taki piękny obraz… Czas na rozmowę ze sklepikarzem czy przechodniem albo ludźmi poznanymi w barze. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;A nie ma mowy, by mieć na to czas, gdy trzeba biec do autobusu, bo mamy dzisiaj przecież jeszcze zobaczyć miasto X i ruiny Z, a jutro jedziemy do dolinki Y.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Sądzę, że o wiele lepiej i przyjemniej jest planować „luźno” swoje wyjazdy, z zapasem czasu wokół poszczególnych punktów zwiedzania, z marginesem bezpieczeństwa na kolejnych etapach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;I druga sprawa w kwestii jakości. Są takie etapy życia, na przykład gdy jeszcze się uczymy lub dopiero zaczynamy pracować, kiedy nie mamy zbyt wielkiego budżetu na podróże, a chcielibyśmy jednak zwiedzać świat. Wtedy każdy sposób zaoszczędzenia paru groszy ma sens, nawet „przebidowanie” na zupkach chińskich i bagietkach, bo te zaoszczędzone pieniądze są nam potrzebne na ważniejsze rzeczy, jak przejazdy czy bilety wstępu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Jednak jeśli nie jesteś studentem na dorobku, nie „dziaduj” na wyjeździe. Nie zabieraj ze sobą konserw, kanapek z jajecznicą &amp;nbsp;i szprotek z Polski do Grecji (widziałam takie przypadki), zaplanuj budżet wyjazdu tak, żeby znalazło się w nim miejsce na stołowanie się na miejscu. Albo chociaż na spróbowanie lokalnej kuchni, kupno kilku miejscowych specjałów.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Jeśli jedziesz na wczasy z biurem podróży, nie wykupuj sobie wyżywienia w hotelu, błagam. A już na pewno nie w opcji „all inclusive”! Nie zamykaj się w hotelowej enklawie, sztucznym świecie dla turysty. Rusz szanowny tyłek w teren, wyjrzyj na świat, przejdź się na kolację do knajpki za rogiem. Albo jeszcze lepiej zapuść się nieco dalej, poszukaj takich miejsc, gdzie przychodzą w większości miejscowi, knajp mniej błyszczących i kolorowych, a za to pachnących domową kuchnią. Takich z obrusem z ceraty, a czasem nawet ze stołami przykrytymi serwetami z szarego papieru pakowego.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Dlaczego do tego namawiam? Bo jaki jest lepszy sposób, by poznać inną kulturę niż przez jej kuchnię? A to, co zwykle podaje się w średniej klasy hotelach w kurortach turystycznych, koło autentycznej kuchni nawet nie stało.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Powiesz mi: ale mnie nie stać na to, żeby chodzić na kolacje do restauracji, w hotelu bardziej się opłaca. Do licha, jeśli Cię nie stać, to czemu jeździsz co roku na wakacje za granicę?! Bo wszyscy jeżdżą, więc musisz pokazać, że Ciebie też stać? Jeśli jedziesz za granicę tylko po to, by zalec nad basenem z bransoletką „all inclusive” na nadgarstku, to moim zdaniem niepotrzebnie marnujesz czas i pieniądze. Bo w ten sposób niczego nie zobaczysz i nie poznasz, poza widokiem z okien autokaru w drodze na lotnisko.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Możesz przecież zostać w kraju, mamy wiele pięknych miejsc, których pewnie nie znasz. Jednego roku zaplanuj skromniejszy wyjazd gdzieś blisko, a w międzyczasie odłóż więcej pieniędzy, by następnym razem zobaczyć i przeżyć coś więcej niż tylko plastikowe atrakcje dla turystów.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Czy to znaczy, że jestem przeciwna turystyce zorganizowanej? Cóż, nie będę krytykować branży, która niegdyś dawała mi pieniądze na chleb i z którą nadal, jako przewodnik, jestem związana. Zbiorowe podróżowanie ma swoje zalety, między innymi opłacalność. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Wiele bardzo biednych regionów świata dzięki manii podróżowania i różnym modom turystycznym może wygrzebać się z biedy i zarobić parę groszy na bogatych zachodnich snobach. Poza tym w sposób zorganizowany łatwiej jest podróżować, gdy nie zna się języków obcych, gdy boimy się nieznanego. Często tak jest taniej, kupując w pakiecie przejazd, zakwaterowanie i wyżywienie, możemy nie raz znacznie zaoszczędzić. Tym bardziej, gdy trafimy na dobrą ofertę czy promocję.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Branża turystyczna ma też jednak całe mnóstwo paskudnych wad, począwszy od sprzedawania pseudoproduktów, zafałszowanego i cukierkowo różowego wizerunku świata, opartego na stereotypach i kiczu. Widowiska flamenco w Katalonii (a na nich ukraińskie krasawice robią za andaluzyjskie piękności), greckie wieczory z tańczeniem zorby, zalewane retsiną i ouzo… Co to ma wspólnego z prawdziwym życiem i kulturą? Plastik i pozłotka, ot, co.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nie znaczy to jednak, że wybierając turystykę zorganizowaną, nie możesz zwiedzać w swoim tempie ani nie zobaczysz niczego prawdziwego. Zdobądź się tylko na odrobinę samodzielności, wystaw nos z hotelu. Rozejrzyj się dookoła.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Pisałam, że drugą ważną sprawą jest otwarty umysł. Potrzebny, by nie patrzeć na obce miejsce przez pryzmat wyłącznie swojej kultury oraz przyzwyczajeń. Często już przed wyjazdem tworzymy sobie obraz miejsca, do którego jedziemy, a potem mamy mu za złe, że nie spełnia naszych oczekiwań. Uogólniamy, pakujemy w szufladki, przyklejamy etykietki. Hołdujemy stereotypom. Chwytamy się formułek z folderów i przewodników i na ich podstawie próbujemy stworzyć sobie obraz obcej kultury.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Zapomnij na chwilę o tym, co przeczytałeś w Internecie i o tym, co powiedziała ta ładna pani pilot wycieczki. Nie słuchaj opinii innych. Otwórz szeroko oczy i przestań porównywać to, co widzisz, ze znanym sobie światem. Nie mów: a bo u nas to jest inaczej… Albo: oni mają lepiej. Nie wartościuj i nie oceniaj. Powstrzymaj się od wydawania opinii. Przyjrzyj się temu, co Cię otacza i postaraj zrozumieć, ale na chwilę odrzuć skalę porównawczą.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Po prostu odetchnij tym powietrzem, poczuj jego zapach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Dostrzeż panią, która odprowadza dzieci do szkoły. I staruszków grających w trik traka w kawiarni. Idź na targ i posłuchaj nawoływania sprzedawców, skosztuj świeżych owoców albo lokalnego cienkiego wina. Wstąp do piekarni, zobacz, jak wygląda chleb powszedni w kraju, w którym jesteś. Zawsze mnie zachwyca, ile istnieje odmian różnych odmian pieczywa, zależnie od tradycji i warunków geograficznych. Od bagietek po chlebki pita... z takich obserwacji też możesz sporo wywnioskować.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nie zasłaniaj się cały czas aparatem fotograficznym ani kamerą. Pozwól, by podróż trochę Cię zmieniła. Gdy otworzysz się na nowe miejsce i na jego inność, jego mała cząstka pozostanie w Tobie, a z kolei mały okruch Ciebie pozostanie w tym miejscu. Jedna myśl, iskierka energii. Jeden uśmiech do ulicznego sprzedawcy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Daj sobie czas i nie biegnij. Świat na Ciebie poczeka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-3787822538727283444?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/3787822538727283444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/04/minimalistka-w-podrozy.html#comment-form' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3787822538727283444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3787822538727283444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/04/minimalistka-w-podrozy.html' title='Minimalistka w podróży'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-R5NsMLfhB3I/Taicmas0-jI/AAAAAAAAATY/wSlyuQ1RMWo/s72-c/DSC_0259.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-7926447543334033328</id><published>2011-04-08T19:43:00.000+02:00</published><updated>2011-04-08T19:43:05.304+02:00</updated><title type='text'>Digitalizacja. Papier to przeżytek (a może luksus?)</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-R8Xr9ARvSv8/TZ9AecDFl5I/AAAAAAAAATU/NlneTPYJrl8/s1600/graphite-one-hand-300px._V186000090_.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-R8Xr9ARvSv8/TZ9AecDFl5I/AAAAAAAAATU/NlneTPYJrl8/s1600/graphite-one-hand-300px._V186000090_.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Zdjęcie czytnika Kindle ze strony sklepu&lt;a href="http://www.amazon.com/kindle-store-ebooks-newspapers-blogs/b/ref=topnav_storetab_kinh?ie=UTF8&amp;amp;node=133141011"&gt; Amazon.com&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Przy okazji bardzo ciekawej dyskusji pod wpisem &lt;a href="http://backwards-in-high-heels.blogspot.com/2011/03/w-obronie-tableta.html"&gt;&lt;em&gt;W obronie tableta&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;, autorstwa Anny Marii z blogu &lt;a href="http://backwards-in-high-heels.blogspot.com/"&gt;Backwards in high heels&lt;/a&gt;, zastanawiałam się, jak to się stało, że zaczęłam ostatnio intensywnie myśleć o digitalizacji różnych domowych zasobów i czemu nie czuję już przywiązania do papierowych książek. Ani do płyt kompaktowych, ani do płyt DVD z filmami, ani też do papierowego kalendarza połączonego z notesem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Niegdyś, podobnie jak osoby komentujące pod wspomnianym wpisem, miałam takie romantyczne podejście: zapach i szelest papieru, dotyk książki, nie ma jak regalik szczelnie wypełniony równo poustawianymi kolorowymi tomami… Nie lubiłam też czytać PDF-ów, słuchać muzyki z MP3, robić notatek w telefonie. Kochałam płyty kompaktowe za ich pudełeczka, okładki, wkładki z tekstem. Wydawało mi się, że nigdy nie kupię sobie albumu ukochanego wykonawcy w wersji elektronicznej, bez fizycznego nośnika.&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;O tym, jak w końcu zabrałam się za sprzątanie w domowej biblioteczce pisałam nieraz. Na początku był to proces ciężki, żmudny i bolesny, teraz selekcja i pozbywanie się książek przychodzi mi równie naturalnie i bezboleśnie jak przeglądanie papierów czy starych gazet. Potrzebne/niepotrzebne? Zostaje/idzie w świat. Tyle.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Regał nie opustoszał jednak całkowicie. Mocno świeci pustkami, ale pozostały na nim słowniki, Cracoviana, mocno zredukowana biblioteczka kulinarna, trochę powieści ulubionych autorów, kilka albumów, przewodników. Znikoma część niegdysiejszego potężnego księgozbioru. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Żałuję, że nigdy nie policzyłam, ilu książek się pozbyłam w tym procesie, sama jestem ciekawa. Teraz nie jestem w stanie nawet tego oszacować.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Oddając te setki tomów w dobre ręce, do bibliotek, szkół, instytutów językowych, osób prywatnych, antykwariatów, nauczyłam się czegoś bardzo dla mnie ważnego. &lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2010/03/odchudzanie-biblioteczki-cd.html"&gt;Napisałam kiedyś&lt;/a&gt;: „Nie zapominajmy o tym, że wprawdzie książki nie są typowymi przedmiotami, lecz także nośnikami myśli, rzeczami o wartości dodanej, nadal pozostają rzeczami.”&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Właśnie dlatego nie czuję żalu po oddanych tomach. Książki są tylko nośnikiem myśli. I jeśli nie chcę rozstać się z jedną z nich, to nie z powodu papieru, na którym ją wydrukowano, lecz dla wrażeń, emocji i informacji, jakich jest ona źródłem. Reszta to tylko nośnik. Kiedyś tym nośnikiem były gliniane czy kamienne tabliczki, wstęgi papirusu, potem papier, teraz ten nośnik ma jeszcze inną postać. Myśl pozostaje myślą, po mistrzowsku skonstruowany kryminał będzie równie mocno wciągającą lekturą niezależnie od materiału, na którym zostanie zapisany.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Dla mnie zaś to całe romantyczne przywiązanie do papierowej książki jest już przeszłością. Dlaczego? Często czytam w podróży, w środkach komunikacji. Torebkę mam średniej wielkości. Opasłe tomiszcza się nie mieszczą. Gdy padłam ofiarą „Millenium” Stiega Larssona, musiałam tahać ze sobą te spasione grubasy w obciachowej różowej torbie w kwiatki (zwykle przeznaczonej na zakupy spożywcze), podobnie było z ostatnim tomem Harry’ego P. Wyjazdy na wakacje, tego samego. Czytam szybciej niż przeciętny obywatel, więc jedna książka, nawet z tych grubszych, a nawet kilka, na urlop nie wystarczy. A miejsca w bagażu brak. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Po trudach pozbywania się zasobów księgozbioru niechętnie kupuję książki, a na wypożyczalnie nie mam czasu. Nie przestałam jednak lubić czytać. Dawna niechęć do czytania na ekranie minęła, w międzyczasie przyzwyczaiłam się, na pewno ułatwił to charakter pracy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;O kupnie czytnika do książek elektronicznych myślałam już od dawna, bo ekranik smartphone’a czy PDA to dla mnie za mało, a laptopa do tramwaju ciągnąć nie będę.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Czekałam, aż na rynku pojawi się jakieś ciekawe i nierujnujące kieszeni rozwiązanie. Chyba nadszedł ten moment. Poważnie zastanawiam się nad Kindlem, na którego ochotę miałam od dawna, a od czasu, gdy miałam go okazję zobaczyć „w naturze”, obwąchać i namacać, wiem, że to naprawdę dobre rozwiązanie dla mnie. Chociażby dlatego, że i tak zdarza mi się kupować książki przez Amazon, a dla Kindle to jedno z najłatwiejszych rozwiązań… Wiem, że nie każdy jest akurat tym czytnikiem zachwycony, kwestia potrzeb i oczekiwań, dla mnie to właśnie to, czego potrzebuję.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Nie kupuję go na razie tylko dlatego, że odczekuję, aż minie mi pierwszy entuzjazm, nie chcę kupować niczego pod wpływem emocji chwili (chociaż myślę o tym już od tak dawna, że trudno jeszcze mówić o emocjach chwili...).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;&lt;a href="http://backwards-in-high-heels.blogspot.com/2011/03/w-obronie-tableta.html"&gt;Anna Maria pisze tak&lt;/a&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;(...) choć e - book nie jest wynalazkiem na miarę prasy drukarskiej, jest kolejnym etapem rozwoju cywilizacji. Miejsce na książkę drukowaną pozostanie - jeszcze przez wiele lat ludzie będą kupować książki kucharskie oraz albumy i książki dziecięce (w UK w ostatnich latach z roku na rok sprzedaż książek dla dzieci rośnie, nie maleje). Kindle czy iPad zagarniają za to powieść współczesną - Brytyjczycy kupują więcej książek, szczególnie tanich paperbacków, niż Polacy (było też, oj było, dużo zgrzytania zębów ostatnio w związku z badaniami czytelnictwa w Pl), i wielu z nich, jak ja, zwyczajnie nie ma gdzie pomieścić kolejnych powieści, do których najpewniej nie wrócą - kryminałów, romansów historycznych etc. Oddaję, jak już pisałam, część książek do charity shops, ale wciąż jestem na plusie.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Nie o Kindle’u chciałam jednak pisać, tylko o zmianie nośników. Z chęcią pozbędę się książek ulubionych autorów, które jeszcze zalegają na półkach, jeśli będę wiedzieć, że są dostępne w wersji elektronicznej. Lubię wracać do ulubionych lektur czy filmów, często kilkukrotnie. Nie muszę ich jednak mieć cały czas na półce. Nie muszę ich mieć nawet zapisanych w czytniku, poszukam danej pozycji, gdy za nią zatęsknię. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;A i tak przecież trochę ich zostanie na półkach, tych pozycji, które nie istnieją jeszcze w wersji e-książki... &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Dojrzałam też do MP3, zamierzam przekonwertować wszystkie posiadane płyty CD, sprzedać je lub oddać chętnym, nie potrzebuję ich już. Też są tylko nośnikiem muzyki, a to ona się dla mnie liczy, a nie parę kawałków plastiku i mała papierowa książeczka. Co więcej, wiem, że nie chcę już kupować płyt, przyszłe zakupy będą już od razu w wersji elektronicznej.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Pozostają jeszcze ulubione filmy na DVD. Hmm, macie jakiś pomysł? To też takie pozycje, do których oboje lubimy wracać. Czasem wydania reżyserskie, pakiety kupowane ze względu na ciekawe materiały dodatkowe. Ale zajmują sporo miejsca… Nie chcę się ich pozbywać, ale chciałabym je jakoś &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;„upakować”.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;No i DVD muzyczne, często koncertowe. One akurat na razie zostają, lubię urządzić sobie najmniejszy koncert świata w domu. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Na koniec wspomniany kalendarzyk z notesikiem. Pomyślałam, że szkoda obciążać torebkę, skoro kalendarzyk mogę zastąpić telefonem, który ma przecież więcej funkcji, a i tak noszę go przy sobie.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Potrzebowałam czasu, żeby oswoić się z digitalizacją. Bardzo cenię sobie zdobycze techniki, to, jak bardzo ułatwiają nasze życie. Ale przyzwyczajenie jest drugą naturą, nic dziwnego, że ciężko nam odzwyczaić się od tradycyjnych nośników, skoro z nimi dorastaliśmy i towarzyszą nam od tak dawna. Skoro większość z nas nie pisze już listów na papierze, a przecież kiedyś tak bardzo marudziliśmy na bezduszność e-maili, to i do elektronicznych książek też się przyzwyczaimy, taka jest naturalna kolej rzeczy. Zresztą pewnie dla większości z Was słuchanie empetrójek nie jest już niczym dziwnym, prawda? I coraz więcej czytamy za pomocą komputera, nawet jeśli narzekamy, że on taki niepapierowy...&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Na koniec jedna uwaga: nie zrozumcie mnie źle. Nie potępiam nikogo, kto nie chce rozstawać się z tradycyjnymi książkami. Rozumiem to, ale ja ten etap mam już za sobą. Mam mało miejsca w mieszkaniu (i na razie nie chcę i nie potrzebuję mieć większego mieszkania), a lubię czytać.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10.0pt; mso-ansi-language: PL;"&gt;Zapach papieru kojarzy mi się już tylko z alergią na kurz ;-) Natomiast fakt, że czytnika e-booków nie można zabrać do wanny, zbytnio mnie nie martwi, bo nie mam wanny, a czytanie pod prysznicem ograniczam do butelki z szamponem (czytanie opakowań wszelkich to taka osobista mania, podobno częsta u tłumaczy…).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-7926447543334033328?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/7926447543334033328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/04/digitalizacja-papier-to-przezytek-moze.html#comment-form' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7926447543334033328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7926447543334033328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/04/digitalizacja-papier-to-przezytek-moze.html' title='Digitalizacja. Papier to przeżytek (a może luksus?)'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-R8Xr9ARvSv8/TZ9AecDFl5I/AAAAAAAAATU/NlneTPYJrl8/s72-c/graphite-one-hand-300px._V186000090_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-1430577589138777932</id><published>2011-04-07T19:49:00.000+02:00</published><updated>2011-04-07T19:49:20.146+02:00</updated><title type='text'>Rodzinna reklama</title><content type='html'>Dzisiaj chciałam Was zaprosić na wystawę malarstwa. Jeśli jesteście z Bochni albo czasem tam bywacie, do końca czerwca w sali klubu &lt;a href="http://www.biblioteka-bochnia.pl/"&gt;Miejskiej Biblioteki Publicznej&lt;/a&gt; można zobaczyć wystawę pod tytułem „Piękno natury w malarstwie Urszuli Mularczyk i Józefa Mularczyka” (Urszula to moja Siostra, a Józef Mularczyk to nieżyjący już Dziadek). Życzę miłego oglądania!&lt;br /&gt;Z tego co wiem, niedługo w Bochni odbędzie się też większa wystawa obrazów Dziadka, szczegóły podam wkrótce.&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cU0Agmo0x00/TZ33haU8G9I/AAAAAAAAATM/WDt_jeWNbUY/s1600/191_PROJEKT+GOBELINU+-+GDA%25C5%2583SK.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="238" src="http://1.bp.blogspot.com/-cU0Agmo0x00/TZ33haU8G9I/AAAAAAAAATM/WDt_jeWNbUY/s320/191_PROJEKT+GOBELINU+-+GDA%25C5%2583SK.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Projekt gobelinu z cyklu&amp;nbsp;&lt;em&gt;Miasta polskie - Gdańsk,&amp;nbsp;&lt;/em&gt;mal. Józef Mularczyk&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-nR1oDmKEFWw/TZ34QoxGV_I/AAAAAAAAATQ/wUwCYhGl3JQ/s1600/Ko_ci_ek_na_P_ksowym_Brzyzku.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="225" src="http://1.bp.blogspot.com/-nR1oDmKEFWw/TZ34QoxGV_I/AAAAAAAAATQ/wUwCYhGl3JQ/s320/Ko_ci_ek_na_P_ksowym_Brzyzku.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://koloryciszy.blogspot.com/2011/03/koscioek-na-peksowym-brzyzku.html"&gt;Kościółek na Pęksowym Brzyzku, rys. Urszula Mularczyk&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-1430577589138777932?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/1430577589138777932/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/04/rodzinna-reklama.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1430577589138777932'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1430577589138777932'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/04/rodzinna-reklama.html' title='Rodzinna reklama'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-cU0Agmo0x00/TZ33haU8G9I/AAAAAAAAATM/WDt_jeWNbUY/s72-c/191_PROJEKT+GOBELINU+-+GDA%25C5%2583SK.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-7151219661791028615</id><published>2011-03-30T21:05:00.000+02:00</published><updated>2011-03-30T21:05:21.431+02:00</updated><title type='text'>Zmiana w wersji beta</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lg98XZUOl0s/TZN96LWwWjI/AAAAAAAAATI/-lUNd7OgNdE/s1600/DSC_0685.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://4.bp.blogspot.com/-lg98XZUOl0s/TZN96LWwWjI/AAAAAAAAATI/-lUNd7OgNdE/s320/DSC_0685.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Gdy pod koniec stycznia pisałam o planowanej &lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/01/zmiana.html"&gt;Zmianie&lt;/a&gt;, perspektywa ta wydawała mi się bardzo odległa. Tymczasem jednak zbliża się już koniec marca, przede mną zaledwie niecałe trzy tygodnie chodzenia do biura i ta do niedawna abstrakcyjna wizja zmiany statusu zawodowego nabiera bardzo konkretnych kształtów. W tym tygodniu mam okazję sprawdzić, jak będzie wyglądało moje życie po przejściu na pracę na własny rachunek: korzystam z kilku wolnych dni i pracuję w domu nad zleceniem. To taka jakby przymiarka do nowego trybu aktywności. Dzięki temu mogę zobaczyć, jakie czekają mnie wyzwania, jakie będą korzyści i ewentualne niedogodności związane z nową sytuacją.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze zadanie to opracowanie nowego rozkładu dnia. Dotychczas mój codzienny harmonogram był niejako wymuszony odgórnie, przez godziny pracy w biurze, czas potrzebny na dojazd, ewentualne zakupy. Po powrocie do domu różne zajęcia gospodarskie (pranie, sprzątanie, gotowanie), ćwiczenia, blogowanie. Czasem telewizja (coraz rzadziej, coraz krócej). Czas na czytanie tylko w tramwaju. Weekendy to niby festiwal wolnego czasu, lecz tak naprawdę są ciągłą walką o nadrobienie zaległości (we wszystkim) z całego tygodnia. Od czasu, gdy uprościłam swoje życie i pozbyłam się nadmiaru rzeczy, i tak mam o wiele więcej czasu niż dawniej, a co najważniejsze, panuję nad sposobem jego spędzania, jednak wciąż cierpię na nieustanne niedobory. A lubię mieć czas na wszystko, jak już wiecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz znikają te zewnętrzne ramy i sposób zagospodarowania typowego dnia zależy tylko ode mnie. Mam przed sobą czystą kartkę, którą trzeba zapełnić nowym rozkładem jazdy. Niektóre sprawy stają się prostsze. Czas poświęcony na pracę zależny od ilości i terminów zleceń. Godziny snu i posiłków regulowane naturalnym rytmem organizmu. Prace gospodarskie wykonywane wtedy, gdy zachodzi taka potrzeba, a nie upychane kolanem pomiędzy innymi zajęciami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele jeszcze &amp;nbsp;niewiadomych w tym równaniu. Jako wolny strzelec utrzymujący się z dwóch rodzajów pracy (tłumaczenie, a w sezonie turystycznym oprowadzanie po Krakowie/pilotaż grup) muszę uważać, żeby nie brać na siebie zbyt wielu zobowiązań (bo nie podołam), ani też nie przesadzić w drugą stronę i nie odrzucać zbyt wielu propozycji w obawie przed przepracowaniem. Na razie zapowiada się na to, że pracy nie będzie mi brakować, zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja. Ile czasu będę średnio poświęcać dziennie na pracę? Zapewne okresowo więcej, a czasem mniej... Jakie będą proporcje między tłumaczeniem a oprowadzaniem? Na pewno zmienne, w zależności od pory roku oraz rytmu pracy zleceniodawców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzę już pozytywne strony tej zmiany. Poczucie wolności przede wszystkim. Małe przyjemności, takie jak świadomość, że mogę w każdej chwili zrobić sobie przerwę w pracy, iść na spacer w słońcu... Możliwość jedzenia obiadu w towarzystwie Męża, przywiązujemy dużą wagę do wspólnych posiłków, ale do tej pory ze względu na różne godziny pracy nie było to wykonalne. Dość mam ciągłego odgrzewania potraw, noszenia pudełek i termosów do pracy, jak miło móc zjeść coś prostego i przygotowanego na świeżo.&lt;br /&gt;Zmiana trybu życia wiąże się też z drobnymi lub większymi dostosowaniami w domu i garderobie. Czeka mnie reorganizacja domowego biura, związana między innymi z prowadzeniem działalności gospodarczej, lecz przede wszystkim z pracą w domu. Do tej pory zdarzało mi się okazjonalnie pracować nad tłumaczeniem w domu, ale w sytuacji, gdy będę robić to codziennie, trzeba będzie zaadaptować miejsce pracy do nowych wymogów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także konieczna jest przebudowa szafy. Dotychczas przeważały stroje biurowe nieformalne, miałam trochę rzeczy „na po domu” i kilka sztuk bardziej oficjalnych. Teraz większość czasu będę spędzać w domu (stroje wygodne, lecz schludne i estetyczne, nie dresy...). W drugiej kolejności czas poświęcony na „zajęcia okołoturystyczne”. W przeciwieństwie do wielu moich kolegów i koleżanek po fachu nigdy nie uważałam, że przewodnik miejski czy pilot wycieczek ma wyglądać jak podstarzały harcerz, pracujemy z ludźmi, zazwyczaj w środowisku miejskim i cywilizowanym, nie ma żadnego powodu, żeby nie wyglądać elegancko i szykownie. Moja garderoba na pewno znów się sformalizuje, z czego, szczerze mówiąc, bardzo się cieszę. Obecna praca nie stawia mi żadnych wymogów odzieżowych (poza „czysto i schludnie”), co wcale nie jest takie dobre. Bo człowiek leniwym jest z natury. Czasem wydaje mi się, że przyrosłam już do dżinsów. A chciałabym wrócić do dawnego, eleganckiego i dopracowanego stylu. Witajcie więc znowu kostiumiki i sukienki :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten tydzień to jednak dopiero rozgrzewka, przecież jeszcze na chwilę wracam do biura. Czas zamknąć ten etap życia, czeka nowa przygoda :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-7151219661791028615?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/7151219661791028615/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/zmiana-w-wersji-beta.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7151219661791028615'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/7151219661791028615'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/zmiana-w-wersji-beta.html' title='Zmiana w wersji beta'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-lg98XZUOl0s/TZN96LWwWjI/AAAAAAAAATI/-lUNd7OgNdE/s72-c/DSC_0685.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-6432444238904692799</id><published>2011-03-25T09:34:00.000+01:00</published><updated>2011-03-25T09:34:41.562+01:00</updated><title type='text'>Akcja jednoprocentowa</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-tdmAmzPdSfs/TYxRQVn6TkI/AAAAAAAAATE/n7ccmyNTu_c/s1600/blog11.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="315" r6="true" src="https://lh4.googleusercontent.com/-tdmAmzPdSfs/TYxRQVn6TkI/AAAAAAAAATE/n7ccmyNTu_c/s320/blog11.png" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Jak zapowiadałam, ten tydzień upływa mi pomiędzy pracą a kinem (z przerwami na sen i jedzenie). Zanim będę miała czas na pełnowymiarowy wpis, dzisiaj parę słów o akcji, do której zostałam zaproszona przez Polę, autorkę bloga &lt;a href="http://antyrak.yashicachica.vot.pl/"&gt;Poli story - anty rak blog&lt;/a&gt;. Pola namawia, by podzielić się na blogu informacją, komu przekazujemy w tym roku 1% podatku. &lt;br /&gt;Z zasady co roku staram się pomóc swoim jednym procentem komu innemu, był na przykład WWF, było Stowarzyszenie Wiosna,&amp;nbsp;był też GOPR... W tym roku zdecydowaliśmy, że pomagamy krakowskiemu&lt;a href="http://www.hospicjum.krakow.pl/"&gt; Hospicjum św. Łazarza&lt;/a&gt;. Powód dość prozaiczny, pracuje tam moja bardzo dobra Znajoma, często opowiada o swojej pracy, pomyślałam, czemu by ich nie wspomóc? A Wy, komu przekażecie swój jeden procent? Czym kierujecie się w wyborze organizacji czy osoby, której chcecie pomóc? Co roku ta sama organizacja czy też różne?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-6432444238904692799?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/6432444238904692799/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/akcja-jednoprocentowa.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6432444238904692799'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6432444238904692799'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/akcja-jednoprocentowa.html' title='Akcja jednoprocentowa'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-tdmAmzPdSfs/TYxRQVn6TkI/AAAAAAAAATE/n7ccmyNTu_c/s72-c/blog11.png' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-2214078149182599838</id><published>2011-03-21T17:57:00.001+01:00</published><updated>2011-03-21T18:03:35.208+01:00</updated><title type='text'>... że niby kurturarnie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-1OMIwaLIFHs/TYeEfhEfM9I/AAAAAAAAATA/MX1qeke38ek/s1600/Koty+i+koszulka+127.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" r6="true" src="https://lh5.googleusercontent.com/-1OMIwaLIFHs/TYeEfhEfM9I/AAAAAAAAATA/MX1qeke38ek/s200/Koty+i+koszulka+127.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wbrew obawom, którymi dzieliłam się w poprzednim wpisie, całkiem sporo minimalistycznych (oraz innych) tematów chodzi mi jeszcze po rozczochranej głowie. Tak przyszłościowo martwiłam się tylko...&lt;br /&gt;Chwilowo jednak&amp;nbsp;pisanie musi zaczekać parę dni.&amp;nbsp;W tym tygodniu rytualnie uczestniczę w ulubionym corocznym wydarzeniu kulturalnym, do soboty włącznie. Wydarzenie to również bywa źródłem rozlicznych inspiracji i przemyśleń, którymi nie omieszkam się podzielić, gdy dojrzeją. Do końca tygodnia może mnie tutaj nie być, proszę się więc nie martwić i nie regulować odbiorników. &lt;br /&gt;Pozdrawiam Was wiosennie, Wasza A.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-2214078149182599838?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/2214078149182599838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/ze-niby-kurturarnie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/2214078149182599838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/2214078149182599838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/ze-niby-kurturarnie.html' title='... że niby kurturarnie'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-1OMIwaLIFHs/TYeEfhEfM9I/AAAAAAAAATA/MX1qeke38ek/s72-c/Koty+i+koszulka+127.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-3603225157703030759</id><published>2011-03-14T20:53:00.001+01:00</published><updated>2011-03-23T11:41:54.976+01:00</updated><title type='text'>Życie po minimalizmie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-XL0t5whSepA/TX5xUo2w3vI/AAAAAAAAAS4/LTRB48bL_qE/s1600/PICT0004.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh5.googleusercontent.com/-XL0t5whSepA/TX5xUo2w3vI/AAAAAAAAAS4/LTRB48bL_qE/s320/PICT0004.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Powstało właśnie polskie forum minimalistów,&lt;a href="http://minimaltalk.zmianakursu.pl/"&gt; minimalTALK&lt;/a&gt;. Założycielem forum jest Łukasz, autor blogu &lt;a href="http://zmianakursu.pl/"&gt;Zmiana kursu&lt;/a&gt;. Gratuluję Łukaszowi pomysłu, odwagi oraz zapału do budowania społeczności minimalistów, bardzo jestem ciekawa, jak potoczą się losy forum, jakie tematy będą na nim poruszane oraz czy będzie miało wielu aktywnych użytkowników. Bardzo cieszę się, że przybywa osób zainteresowanych takim właśnie podejściem do życia, miłośników prostoty i umiaru. Potrzeba przynależności do wspólnoty czy grupy jest sprawą naturalną, czujemy się lepiej i bezpieczniej, gdy jesteśmy częścią większej społeczności, a nie rozbitkiem na bezludnej wyspie.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Zarejestrowałam się jako użytkownik w ramach wspierania tej inicjatywy, jednak wiem, że raczej na forum nie będę się udzielać. Nie jestem zwierzem forumowym. Chyba moją potrzebę przynależności do społeczności minimalistów wystarczająco zaspokajają kontakty z Czytelnikami blogu oraz innymi blogerami, co i tak pochłania całkiem sporo czasu. Nigdy też nie odmówiłam odpowiedzi na żadne pytanie czytelnika, ani zadane pocztą elektroniczną, ani w komentarzach. Zawsze chętnie dzielę się doświadczeniami, bo przecież innym może być łatwiej, jeśli poznają sprawdzone rozwiązania. Właśnie dlatego zaczęłam pisanie Minimalistki, z potrzeby opowiedzenia innym o tym, jakie zmiany wprowadziłam w swoim życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I do tego służyć będzie zapewne nowo powstałe forum, do dzielenia się doświadczeniami, sprawdzonymi rozwiązaniami, do lepszego poznania siebie nawzajem. Na pewno będzie wielką pomocą dla tych osób, które dopiero odkrywają dla siebie minimalizm, szukają swojego sposobu na uproszczenie życia. Dobrze mieć kogo zapytać, gdzie sprzedać niepotrzebne rzeczy, jak pozbyć się nieczytanych książek itd. Polecić sobie ciekawy tekst, książkę czy film. Opisać patent na pakowanie walizki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od jakiegoś czasu nachodzą mnie takie dość natrętne myśli: ile można pisać o minimalizmie? Na pewno sporo. Pytanie brzmi jednak: kiedy dojdziemy do etapu kręcenia się w kółko? Na razie jeszcze nie dostrzegam nudy na naszych polskich blogach poświęconych tej tematyce, ale przecież przyjdzie taki dzień, że trudno będzie napisać coś ciekawego i świeżego, czego jeszcze nie przemielono na dziesiątą stronę. Wiadomo, każdy wnosi coś osobistego do poruszanego tematu, opowiada własną historię, ale część pomysłów i spostrzeżeń będzie się powtarzać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://tofalaria.blogspot.com/"&gt;Tofalaria&lt;/a&gt; opublikowała ostatnio dwa bardzo ciekawe „szafiarskie” wpisy. Wydawało się, że na temat porządkowania garderoby trudno jeszcze coś odkrywczego powiedzieć, a tymczasem Ona świetnie sobie z tym tematem poradziła, co więcej skłoniła mnie do refleksji, a Jej trafne spostrzeżenia ułatwiły mi zrozumienie własnych błędów. Niejednokrotnie lektura blogów skłania mnie do zastanowienia, podsuwa nowe rozwiązania. Oby ten stan rzeczy trwał jak najdłużej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się także nad tym blogiem, Minimalistką. Powstał, jak wspominałam, z chęci dzielenia się doświadczeniami z pewnego etapu życia, na którym się znalazłam. Etapu przejściowego od nadmiaru do umiaru. Okresu nauki dyscypliny oraz intensywnej pracy nad sobą. Mnóstwa zmian, małych i dużych. Upraszczania, ograniczania, porządkowania, minimalizowania. Zrodził się z radości odkrywania swojego potencjału oraz z chęci pokazania innym, że każdy może ten potencjał w sobie odnaleźć. Opowiadam Wam o tym, jak pozbywam się starych przyzwyczajeń i zamieniam złe nawyki na dobre. Większość z tych nowych nawyków już się utrwaliła, teraz po prostu coraz rzadziej wracam do dawnych błędów, wiem już, jak ich unikać, a nowe rozwiązania w większości weszły mi w krew, stały się odruchem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I im dalej jestem na tej ścieżce, tym bardziej widzę, że minimalizm jest tylko narzędziem, a nie celem samym w sobie.&lt;br /&gt;Zatytułowałam ten wpis „Życie po minimalizmie” z czystej przekory. Dla &amp;nbsp;mnie nie będzie „życia po minimalizmie”, bo nie zamierzam zawracać z tej drogi, na której mi tak dobrze. To nie jest tylko etap. Etapem jest samo przejście od stanu poprzedniego chaosu do obecnego uporządkowania. Po tym etapie będzie jeszcze prostsza prostota ;-)&lt;br /&gt;Tyle tylko, że moim zdaniem nie da się na ten temat ględzić w nieskończoność, bo życie nie sprowadza się do upraszczania. Upraszcza się po to, żeby mieć miejsce i czas na ważne dla nas kwestie. Z czego na szczęście wszyscy moi współblogerzy świetnie zdają sobie sprawę. I na razie mamy jeszcze o czym pisać, jeśli chodzi o minimalizm. &lt;br /&gt;Ale za jakiś czas kolejny wpis o porządkach po prostu już mi przez klawiaturę nie przejdzie, bo się nim zakrztuszę jak nieświeżą bułką. A Wy też nie będziecie mieli najmniejszej nawet ochoty czytać kolejnej story „o tym, jak uprościłam ....”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co wtedy? Jeszcze nie wiem. Wiem, w jakim kierunku zdążam, wiem, co chodzi mi po głowie, jakie mam marzenia i plany, wiem, dokąd prowadzi mnie całe to upraszczanie. Domyślam się, że obecny stan posiadania nie jest ostateczny, będą jeszcze czystki w niektórych obszarach życia i &amp;nbsp;mieszkania, a w innych natomiast nastąpi optymalizacja zasobów ;-) Widzę, dokąd to zmierza, ale na razie ten widok dopiero majaczy na horyzoncie, chociaż powoli zbliżam się do niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że chcę i potrzebuję pisać, wiem, że będę to robić w przyszłości. Nie wiem jeszcze tylko, czy Wy będziecie chcieli czytać o innych sprawach niż minimalizm? W przyszłości, bo zakładam, że na razie to jeszcze gorący temat :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-3603225157703030759?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/3603225157703030759/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/zycie-po-minimalizmie.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3603225157703030759'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/3603225157703030759'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/zycie-po-minimalizmie.html' title='Życie po minimalizmie'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-XL0t5whSepA/TX5xUo2w3vI/AAAAAAAAAS4/LTRB48bL_qE/s72-c/PICT0004.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-576524524068469178</id><published>2011-03-11T23:19:00.001+01:00</published><updated>2011-03-23T11:42:32.922+01:00</updated><title type='text'>Wiosenne porządki</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-O0ZPZI45HP0/TXqY02_VCRI/AAAAAAAAASw/TVms7A7sHvE/s1600/Obraz+098.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh3.googleusercontent.com/-O0ZPZI45HP0/TXqY02_VCRI/AAAAAAAAASw/TVms7A7sHvE/s320/Obraz+098.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Utarło się, że najlepszym momentem na zmiany w życiu i postanowienia jest początek nowego roku (ewentualnie poniedziałek, początek tygodnia). Moim zdaniem jednak nie ma bardziej niekorzystnego momentu na wprowadzanie trwałych zmian w życiu niż środek zimy. Kto ma siłę i zapał do walki ze swoimi słabościami, gdy mróz ściska, światła tyle co nic, a przeciętny mieszkaniec naszej strefy klimatycznej albo spędza swój czas na odśnieżaniu podjazdu, albo na zeskrobywaniu szronu z szyb auta, albo na wyklinianiu na służby drogowe, albo też na rozgrzewaniu się herbatą z rumem?!&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Najkorzystniejszym czasem na wszelkiego rodzaju porządki jest wiosna. Przyroda budzi się do życia, słońce coraz mocniej przygrzewa, powietrze pachnie świeżością, powraca nadzieja. Pojawia się silne pragnienie pozbycia się śladów zimy, brudu i kurzu. Stąd to trzepanie dywanów, mycie okien, wielkie wietrzenie i oświeżanie. Zrzucamy szuby i nauszniki, wydobywamy z głębin szaf baleriny i prochowce. Znów człowiek ma ochotę wyjść na zewnątrz, wsiąść na rower, pospacerować. No i zakochać się można po raz kolejny...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiosna to czas zapału, nadziei, nowego początku. Warto wykorzystać ten moment, by nabrać rozpędu i odświeżyć swoje życie. O tej porze roku, gdy poziom optymizmu samoczynnie nam wzrasta, o wiele łatwiej jest uwierzyć, że możemy zmienić coś na lepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co możemy zmienić, tak właściwie? O, tak właściwie, to wszystko. Zrobić wielkie porządki w piwnicy, szafie, lodówce, ogrodzie, torebce, w komputerze, skrzynce mailowej. Zmienić sposób odżywiania na zdrowszy. Fryzurę na bardziej twarzową. Zrzucić pięć kilo, będzie łatwiej z nadejściem &amp;nbsp;świeżych warzyw i owoców. Zacząć biegać, gimnastykować się, zapisać na lekcje tańca. Tchnąć nowe życie w związek, przypomnieć sobie, za co pokochaliśmy kiedyś tę dziewczynę, która jakoś w międzyczasie pomarszczyła się pod oczami, ale uśmiech ma nadal prześliczny... Poszukać lepszej pracy. Zaplanować wymarzoną podróż. Pozbyć się starego i szkodliwego nałogu. Zrobić plan spłaty długów. Zadzwonić do dawno nie widzianego przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zima jeszcze chyba nie powiedziała ostatniego słowa, z każdym dniem robi się coraz cieplej, ale zimno może jeszcze nam o sobie przypomnieć. Wiosnę dopiero widać gdzieś na horyzoncie, ale przecież można już się zastanowić, co chcielibyśmy takiego zmienić z jej nadejściem, z czym się zmierzyć. Jeszcze parę tygodni tej zimowo-wiosennej przepychanki przed nami, więc można ten czas wykorzystać na planowanie i przygotowania. A potem ruszyć do akcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wpuście tej wiosny świeże powietrze do Waszego świata, otwórzcie szeroko okna i odetchnijcie życiem pełną piersią!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-576524524068469178?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/576524524068469178/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/wiosenne-porzadki.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/576524524068469178'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/576524524068469178'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/wiosenne-porzadki.html' title='Wiosenne porządki'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-O0ZPZI45HP0/TXqY02_VCRI/AAAAAAAAASw/TVms7A7sHvE/s72-c/Obraz+098.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-6366842039884309088</id><published>2011-03-08T18:22:00.002+01:00</published><updated>2011-03-23T11:43:11.180+01:00</updated><title type='text'>Poszukaj swojej czerwieni</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-Z-WUHlBcZqs/TXZj2kp0dyI/AAAAAAAAASI/-BSYG4b9i3w/s1600/Red_please.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="160" src="https://lh5.googleusercontent.com/-Z-WUHlBcZqs/TXZj2kp0dyI/AAAAAAAAASI/-BSYG4b9i3w/s320/Red_please.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com/"&gt;Banner pochodzi z blogu Trufla&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Lubię Dzień Kobiet, pomimo tego, że pamiętam czasy PRL-u i ówczesne nieco żałosne i sztuczne sposoby obchodzenia tego święta. Nie widzę żadnego powodu, dla którego miałabym go bojkotować. Każdego dnia cieszę się z tego, że jestem kobietą, czemu by raz do roku nie celebrować tego faktu bardziej?&lt;br /&gt;Dzisiaj chciałam zaprosić Was z tej okazji do udziału w zabawnej akcji, zainicjowanej w zeszłym roku przez Patrycję z blogu Trufla. To &lt;a href="http://truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com/2011/02/ust-korale-czyli-dzien-czerwonej.html"&gt;Dzień Czerwonej Szminki&lt;/a&gt;. W zeszłym roku zbyt późno dowiedziałam się o tej inicjatywie, ale teraz zastanawiam się nad udziałem.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Nigdy nie miałam czerwonej szminki, zawsze ograniczałam się do raczej grzecznych odcieni, i to raczej błyszczyków niż szminek. Na dodatek bardzo rzadko maluję usta. Ale może czas spróbować i wreszcie znaleźć swój odcień? Do udziału w akcji nie jest wymagana ostra czerwień, lecz jedynie czerwone (a nie różowe) pigmenty w szmince, więc daje to dość szerokie pole do popisu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczegółowy opis akcji znajdziecie u Organizatorek, Patrycji z Trufli oraz Ani z blogu &lt;a href="http://backwards-in-high-heels.blogspot.com/2011/02/dzien-czerwonej-szminki-po-raz-drugi.html"&gt;Backwards in high heels&lt;/a&gt;. Ania, zachwalając zalety szkarłatu na ustach napisała jakby wprost dla nas:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Czerwona szminka jest także, wbrew pozorom, idealna dla minimalistek. Czerwone usta nie lubią konkurencji, jeśli zatem pomalujesz usta na czerwono, twoja twarz wymaga już niewiele więcej - wystarczy tusz do rzęs, podkład i/lub puder. Maksimum efektu, minimum wysiłku.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Z okazji Dnia Kobiet życzę Wam, moje Czytelniczki, byście czerpały jak najwięcej radości z Waszej kobiecości i byście miały odwagę realizować swoje marzenia, nieważne, czy dotyczą one koloru szminki, czy wyboru drogi życiowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Panów informuję, że również mogą wziąć udział w obchodach Dnia Czerwonej Szminki. Całkiem poważnie mówię.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-6366842039884309088?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/6366842039884309088/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/poszukaj-swojej-czerwieni.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6366842039884309088'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/6366842039884309088'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/poszukaj-swojej-czerwieni.html' title='Poszukaj swojej czerwieni'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-Z-WUHlBcZqs/TXZj2kp0dyI/AAAAAAAAASI/-BSYG4b9i3w/s72-c/Red_please.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-1032472756669766967</id><published>2011-03-04T10:22:00.000+01:00</published><updated>2011-03-04T10:22:22.283+01:00</updated><title type='text'>W gościach</title><content type='html'>Dzisiaj po raz kolejny goszczę na blogu Macieja Jasicy, Minimalista21.pl. Maciej zaprosił mnie do napisania gościnnego wpisu, &lt;a href="http://minimalista21.pl/2011/03/lepiej-byc-samemu-niz-w-zlym-towarzystwie/"&gt;&lt;em&gt;Lepiej być samemu niż w złym towarzystwie&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;. &lt;/em&gt;Życzę miłej lektury i zapraszam do dyskusji pod wpisem u Maćka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-1032472756669766967?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1032472756669766967'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/1032472756669766967'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/w-gosciach.html' title='W gościach'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-4171983471133365812</id><published>2011-03-03T19:47:00.000+01:00</published><updated>2011-03-03T19:47:13.639+01:00</updated><title type='text'>Stuknęła mi setka!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-sNm30sDLpbM/TW_adx3wAPI/AAAAAAAAASA/3KulM3C7KwQ/s1600/Versatile_Blogger_Award.png" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://lh3.googleusercontent.com/-sNm30sDLpbM/TW_adx3wAPI/AAAAAAAAASA/3KulM3C7KwQ/s1600/Versatile_Blogger_Award.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A właściwie nie mi, tylko temu blogu (że tak sparafrazuję „Misia”). To już setny wpis! Chciałam świętować pierwsze urodziny Minimalistki, ale mam pewien kłopot z terminem hipotetycznych urodzin. Zaczęłam pisać na platformie Blox w listopadzie 2009 r., a w styczniu 2010 przeniosłam się na Bloggera. Dokładnej daty z listopada nie pamiętam, a przenosiny tutaj nie liczą się jako prawdziwe urodziny. Niech będzie więc co setkę!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gdy zaczynałam blogować, stwierdziłam, że sukcesem będzie dla mnie, jeśli będę miała chociaż jednego czytelnika, bo nawet dla jednej osoby warto jest pisać.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A tymczasem okazało się, że czytelników jednak jest nieco więcej niż jedna osoba :), że zaglądacie tu do mnie regularnie, dyskutujecie, komentujecie. Okazujecie sympatię i uznanie. I że daje mi to olbrzymią satysfakcję.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;„Setkę” świętuję podwójnie, ponieważ zostałam wyróżniona w blogowej zabawie nagrodą The Versatile Blogger. To rodzaj wyróżnienia typu &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;„podaj dalej”, coś jak taki internetowy łańcuszek. Sprawiło mi ono wielką przyjemność, bo jakiż mogłam lepszy dostać prezent z okazji setnego wpisu?!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Sama nazwa wyróżnienia też mi się podoba, bo skoro &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;versatile &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;to &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;„wszechstronny, uniwersalny”, zakładam, że zamysłem pierwotnego pomysłodawcy było docenienie blogerów, którzy nie ograniczają się tylko do jednej wąskiej dziedziny, lecz poruszają w swoich blogach szeroki zakres tematów. A do tej definicji Minimalistka raczej pasuje, prawda?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pozostaje mi tylko podporządkować się zasadom zabawy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Po pierwsze: podać adres blogu, z którego otrzymało się nagrodę. Tagiem obdarowała mnie Viollet, autorka blogu &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://a-wszystko-przez-ten-wizaz.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A wszystko przez ten Wizaż!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Bardzo gorąco dziękuję!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Po drugie podać siedem faktów o sobie. Hmm, nie należę do tajemniczych osób, wiecie o mnie całkiem sporo, nie będę więc tu dodawać kolejnych szczegółów z życia osobistego, za to wymienię siedem rzeczy, które lubię:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;1. czarną gorzką kawę;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;2. koty, wszelkiej maści;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;3. kolor czerwony;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;4. wiosenny deszcz;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;5. fiołki;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;6. gorzką czekoladę;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;7. żytni chleb z masłem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Po trzecie podać siedem ulubionych blogów, którym przekazuje się tag The Versatile Blogger. Cóż, taki wybór nigdy nie jest łatwy. Tylu jest fantastycznych bloggerów, których podziwiam... Jednak zasady są zasadami. Ma być siedem, niech będzie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nagrodę The Versatile Blogger przyznaję więc (jakoś tak się złożyło, że to całkowicie damskie towarzystwo):&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Patrycji z &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;blogu Trufla&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Verónice z blogu &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.weronkaka.com/"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Po prostu: weronkaka&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Wasp z blogu &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://minimalistkaa.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Minimalistka o życiu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Tofalarii z &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://tofalaria.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Opowieści Tofalarii&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Ani vel Vespertine z &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://strawberriesfrompoland.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Strawberries from Poland&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Haeffect z blogu &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://haeffect.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Efekt Halo&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- KaroLinie z blogu &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Bułka z masłem&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I oczywiście należy powiadomić nagrodzone osoby. Co też zaraz uczynię :)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Na koniec dziękuję Wam, moi Czytelnicy, za to, że przez te sto pierwszych wpisów dzielnie mi towarzyszyliście i zapraszam na kolejne setki!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-4171983471133365812?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/4171983471133365812/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/stuknea-mi-setka.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4171983471133365812'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/4171983471133365812'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/stuknea-mi-setka.html' title='Stuknęła mi setka!'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-sNm30sDLpbM/TW_adx3wAPI/AAAAAAAAASA/3KulM3C7KwQ/s72-c/Versatile_Blogger_Award.png' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-827917062611746491</id><published>2011-03-02T17:55:00.000+01:00</published><updated>2011-03-02T17:55:06.272+01:00</updated><title type='text'>Róża jest różą jest różą jest różą</title><content type='html'>﻿﻿﻿﻿﻿&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-rMaRyd6SpGo/TW4701hFXZI/AAAAAAAAAR8/5hDGRKMNWaY/s1600/delikatna_fotografia%252C_zdjecie_rozy_412.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" l6="true" src="https://lh3.googleusercontent.com/-rMaRyd6SpGo/TW4701hFXZI/AAAAAAAAAR8/5hDGRKMNWaY/s400/delikatna_fotografia%252C_zdjecie_rozy_412.jpg" width="275" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Róża pochodzi z porfolio &lt;u&gt;&lt;a href="http://www.strykowski.net/zdjecia_odczucia_fotografia_symbole/delikatna_fotografia,_zdjecie_rozy_412.php"&gt;Pawła Strykowskiego&lt;/a&gt;&lt;/u&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;﻿﻿﻿&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Niedawno, gdy chorowałam i nie miałam siły pisać, poprosiłam Was o &lt;/span&gt;&lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/02/urodowo.html"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;podzielenie się spostrzeżeniami na temat dbania o urodę&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;. Przyznaję, że nie zawiodłam się. Komentarze do wpisu były bardzo interesujące (oraz pouczające). Pokazały, że wprawdzie każda z wypowiadających się osób ma swoje własne podejście do kosmetyki (mniejszy lub większy zestaw produktów, brak makijażu albo wręcz przeciwnie), lecz wszystkie zdecydowanie wiedzą, co dla nich dobre. A to, moim zdaniem kwestia kluczowa. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Każda z nas jest inna (mam nadzieję, że Panowie nie obrażą się na mnie, bo ten wpis będzie jednak głównie skierowany do Czytelniczek) i chyba nie ma innego sposobu, jak dopracować optymalny dla siebie program pielęgnacji metodą prób i błędów. Cieszę się więc, że wypowiadającym się Paniom udało się już do tego błogosławionego etapu dotrzeć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Obiecywałam, że napiszę, czym dla mnie jest prostota w kosmetyce.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Do przedstawionych poniżej wniosków doszłam też drogą długotrwałych poszukiwań, a nie było łatwo, bo jestem posiadaczką cery dość delikatnej i bardzo skłonnej do podrażnień. Muszę przyznać, że przez długi czas nie ułatwiałam jej życia i mocno dawałam jej do wiwatu, popełniając wszystkie możliwe rodzaje błędów kosmetycznych. Począwszy od używania nadmiernej ilości kosmetyków, zbyt ciężkiego makijażu, poprzez opalanie się na skwarka (również na solarium, o zgrozo) w nadziei, że opalenizna zamaskuje wszelkie niedoskonałości, aż po nieregularny tryb życia, brak ruchu, eksperymenty dietetyczne, używki... Więcej grzechów nie pamiętam :)&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Dokuczały mi różne dolegliwości, lecz nie mogłam trafić na odpowiednie źródło wiedzy czy też specjalistę, który umiałby mnie ukierunkować albo pokiwać mocno palcem, a sama nie miałam dość zdrowego rozsądku, żeby jakoś opanować sytuację. Na dodatek próbowałam swoich sił jako konsultatka kosmetyczna różnych firm, co nie wpłynęło pozytwnie na stan mojej cery, a jedynie służyło systematycznemu drenażowi portfela oraz zapełnianiu się szafek w łazience.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Lecz to było wieki temu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Nie będę Was zanudzać kolejną sagą o dochodzeniu do prawdy, bo przecież szczegóły tego procesu nie mają większego znaczenia, liczy się rezultat. Na pewnym etapie dotarło do mnie, że nie tędy droga. Skoro pękające w szwach szuflady i szafki pełne kosmetyków nie są w stanie zapewnić mi pięknej cery, to znaczy, że trzeba coś zmienić, że popełniam jakiś błąd.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Potem było poszukiwanie nowych, prostych i skutecznych rozwiązań. Zainteresowałam się samodzielnym robieniem kosmetyków, zaznajomiłam z dwoma fantastycznymi forami (&lt;a href="http://www.laboratoriumurody.pl/forum/"&gt;Laboratorium urody&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.femineus.pl/"&gt;Femineus&lt;/a&gt;). Najcenniejszym źródłem wiedzy okazał się jednak jeden, niezbyt długi, ale za to treściwy &lt;a href="http://mazidla.com/biblioteka-mazide/279-skora-tusta-opis-i-prawidowa-pielgnacja.html"&gt;artykuł o pielęgnacji cery tłustej&lt;/a&gt; z Biblioteki Mazideł. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Najważniejszy jednak był fakt, że z czasem na własnej skórze (dosłownie) przekonałam się, jak wielkie znaczenie dla wyglądu cery i urody ma regularny tryb życia. Teraz już wiem, że żaden specyfik, krem, mazidło, smarowidło czy inny superprodukt nie da mi tak wiele, jak odpowiednia dawka snu, stałe pory posiłków, zrównoważony jadłospis, regularny wysiłek fizyczny, unikanie stresu (a jeśli nie da się go uniknąć, rozładowanie napięcia poprzez ruch), umiarkowane korzystanie ze słońca (i całkowita rezygnacja z solarium). Stek banałów, prawda? To takie oczywiste oczywistości, rady cioci Kloci na kanapie, które, będąc dwudziestolatką, skwitowałabym zaledwie wzruszeniem ramion i stwierdzeniem: „aj tam, aj tam...”. Toż to nuda straszliwa, a gdzie zarywanie nocy, podkręcanie się gęstą od kofeiny kawą, imprezy, szaleństwa? Cóż, z wiekiem człowiek zaczyna doceniać korzyści uporządkowanego życia i przestaje go uważać za synonim nudziarstwa. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;A cała reszta pielęgnacji polega głównie na tym, żeby efektu osiągniętego przez zdrowe życie nie zepsuć. W moim przypadku oznacza to przede wszystkim stosowanie łagodnych środków myjących. Muszę unikać SLS, ponieważ podrażnia mi skórę, powoduje wysypki i swędzenie (zwłaszcza skóry głowy, jeśli zawiera go szampon). Znacznie ogranicza to wybór, odpada właściwie większość ogólnodostępnych szamponów i żelów do mycia. Pozostają jednak kosmetyki niedrogie, a przyjemne w użyciu. Wiele produktów znajduję w drogeriach Rossman, przede wszystkim serię dla niemowląt, małych dzieci oraz kobiet w ciąży „Babydream”, nasze polskie mydło Biały Jeleń (rewelacyjne wręcz), pojawia się też ostatnio naturalna marka własna Rossmana, Alterra. Do zmywania twarzy wieczorem olejek myjący własnej roboty, według receptury wspomnianych już &lt;a href="http://mazidla.com/"&gt;Mazideł&lt;/a&gt; (sklep internetowy z półproduktami kosmetycznymi).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Na marginesie uwaga na temat kosmetyków dla niemowląt: nie wszystkie z nich nadają się dla dorosłych (to co dobre do pupy bobasa, nie musi spodobać się twarzy dorosłego), prócz tego większość produktów renomowanych marek obecnych na naszym rynku niestety zawiera w składzie rozmaite składniki, które mogą wywoływać podrażnienia, nie należy więc uznawać za pewnik, że to, co dla maluszka, to na pewno delikatne i w ogóle cud, miód i orzeszki. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Oprócz tego nie używam zbyt wielu kosmetyków. Nie mogę odstawić ich zupełnie, bo jednak mam cerę mieszaną, skłonną do zanieczyszczeń i podrażnień, więc nie da się jej pozostawić samej sobie. Maści i kremy apteczne (np. z kwasem azaleinowym), własnej roboty serum na dzień, wieczorem tonik z kwasem mlekowym. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Długo nie mogłam pogodzić się z faktem, że bardzo korzystny efekt dla mojej cery ma ograniczenie kontaktu ze słońcem i używanie na co dzień kremu z wysokim filtrem. A jednak tak jest, najwyraźniej z ultrafioletem mojej skórze nie po drodze, ciężko było to zaakceptować, ale nie było innego wyjścia. Wprawdzie przebarwienia z czasów smażenia się na ciemny brąz pozostały, ale powoli bledną. Na wakacjach korzystam ze słońca, ale z umiarem. Upodobania na szczęście też mi się zmieniły, zbyt mocna opalenizna wydaje mi się taka… wulgarna, często postarza. Chociaż umiarkowana złocistość na pewno dodaje urody. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Włosy i ciało: zwykła odżywka do włosów, jedynie w celu ułatwienia rozczesywania. Po odstawieniu szamponów z SLS-em i silikonowych nabłyszczaczy włosy wyglądały przez pewien czas jak matowe siano, jednak z czasem doszły do siebie i bardzo polubiły delikatne, słabo pieniące się szampony i proste odżywki za parę złotych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Nie używam żadnych cudownych ujędrniaczy, peelingów, balsamów i serów antycellulitowych, bo na cellulit nie ma nic lepszego jak ćwiczenia, a do ujędrnienia skóry wystarczy chłodny prysznic i masaż ostrą gąbką (za grosze, tzw. Syrenka). Zdarza mi się natomiast kupić gotowy balsam czy masło do ciała, zwłaszcza na wyjazdy, bo samoróbki w warunkach podróżnych bywają kłopotliwe (np. wymagają przechowywania w lodówce).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Czemu tak polubiłam samodzielne przygotowywanie kosmetyków? Po pierwsze, to świetna zabawa. Bardzo lubię piec, bo bawi mnie precyzyjne odmierzanie składników, a kręcenie mazideł też tego wymaga. Poza tym nie trzeba mieć specjalistycznej wiedzy, w sieci dostępnych jest wiele gotowych receptur, niektóre sklepy oferują wręcz gotowe zestawy półproduktów do samodzielnego wymieszania. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Na początku trzeba wydać trochę więcej, bo potrzebne są miarki i inne akcesoria, ale można sobie poradzić i bez tego, ze sprzętem posiadanym w domu czy dostępnym za kilka złotych w aptece. Co do półproduktów, jeden składnik można stosować w różnych formulacjach, więc przy odpowiedniej organizacji i planowaniu nie potrzeba ich wiele. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Najistotniejszy jest jednak fakt, że własnoręcznie przygotowany kosmetyk zawiera tylko to, czego potrzebuję, nie ma w nich żadnych wypełniaczy, składników ułatwiających aplikację, poprawiających kolor i zapach, a przede wszystkim konserwantów. To znaczy mogą być, ale zamiast np. czterech różnych dodaje się tylko jeden, i to w o wiele mniejszej ilości. Przeciętna trwałość sklepowego kosmetyku to kilka lat, własnoręcznie zrobionego kremu (przechowywanie w lodówce) dwa tygodnie (bez konserwantu) lub do trzech miesięcy (z konserwantem). To sporo zmienia, prawda? Nie mam jakiejś fobii konserwantowej, one są potrzebne, ale tak wiele ich na każdym kroku, że chciałoby się jednak czasem móc ograniczyć ich ilość.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Lubię porównywać robienie mazideł do pieczenia. Można kupować gotowe ciasta, można piec w domu. Kupując gotowe, oszczędzasz czas, ale nie masz wpływu na skład ani jakość składników. Gdy pieczesz w domu, nie tylko kontrolujesz jakość ingrediencji, ale możesz też modyfikować przepis zależnie od upodobań, na przykład zamienić orzechy na migdały, jeśli nie lubisz orzechów albo masz na nie uczulenie, możesz dodać więcej wanilii albo zrezygnować z bitej śmietany. Tak samo jest z mazidłami. To Ty decydujesz o składzie, a nie producent oraz jego dział marketingu i reklamy. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;No i ta satysfakcja… Gdy po raz pierwszy sama zrobiłam sobie krem, cóż to była za przyjemność! Wprawdzie Mąż się podśmiewa, że brakuje mi tylko czarnego kota i miotły (bo mieszam jakieś tajemnicze mikstury), mam nadzieję, że na stosie nie wyląduję.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;I najważniejsze: te proste, samodzielnie zamerdane specyfiki po prostu są skuteczne. Trzeba wprawdzie przejść przez etap eksperymentów i paru porażek (bo okazuje się na przykład, że jakiś składnik, uważany na forach za niemal cudotwórczy, robi nam tzw. kuku), ale dla mnie gra była warta tej świeczki. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Unikam dwóch zachowań: po pierwsze wiecznego poszukiwania &lt;em&gt;kosmetycznych świętych graalów&lt;/em&gt;. Udało się, znalazłam maść czy krem, który jest skuteczny, ale wciąż wydaje mi się, że mogę znaleźć jakiś jeszcze bardziej cudotwórczy specyfik, który mnie odmłodzi, wygładzi, rozjaśni itd. Warto nauczyć się cieszyć tym, co się ma. Owszem, jeśli aktualnie używany produkt nie działa w oczekiwany sposób, szukaj dalej, ale jeśli działa i Ci służy, to czemu nadal kombinujesz?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Po drugie, nie napoczynam opakowania/nie kupuję nowego produktu do czasu zużycia jego poprzednika. To wspomniana w komentarzach do „Urodowo” zasada denka. Najpierw zużyj, potem otwórz nowy (krem, balsam, szampon itp.). Nie kupuję kolejnego lakieru do paznokci czy zestawu cieni w posiadanym już zestawie kolorystycznym, bo najpierw muszę zużyć to, co mam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Bardzo lubię kosmetyki i różne rodzaje zabiegów upiększających. Nie chcę jednak marnować czasu i sił na działania, które nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, a cennej przestrzeni na produkty, których nie używam. Jak trafnie zauważyła jednak z Czytelniczek, kosmetyki najlepiej działają wtedy, gdy się ich używa. Parafrazując niegdysiejsze hasło o ubraniach: kupuj mniej, używaj częściej!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/845114607328772772-827917062611746491?l=minimalist-ka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/feeds/827917062611746491/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/roza-jest-roza-jest-roza-jest-roza.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/827917062611746491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/845114607328772772/posts/default/827917062611746491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/roza-jest-roza-jest-roza-jest-roza.html' title='Róża jest różą jest różą jest różą'/><author><name>Ajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15875475334952679831</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-BJQpkIzehqE/Tcjqgay9_FI/AAAAAAAAATs/YeFp8oPTmtQ/s220/DSC_0029.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-rMaRyd6SpGo/TW4701hFXZI/AAAAAAAAAR8/5hDGRKMNWaY/s72-c/delikatna_fotografia%252C_zdjecie_rozy_412.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-845114607328772772.post-3282969434475710509</id><published>2011-02-25T20:14:00.002+01:00</published><updated>2011-03-23T14:08:03.602+01:00</updated><title type='text'>Ekologia to nie fanaberia</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-IDA0PFOMPk8/TWf45PpvXHI/AAAAAAAAAR0/ezDU2uApPdQ/s1600/DSC_0726.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-IDA0PFOMPk8/TWf45PpvXHI/AAAAAAAAAR0/ezDU2uApPdQ/s320/DSC_0726.jpg" width="320" /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wróćmy do ekologii, nie lubię zostawiać niedokończonych tematów. Ostatnio opublikowałam &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/02/minimalizm-ekologia.html"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gościnny wpis&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Olgi, Autorki blogu Ekomania. Poprosiłam ją, by opowiedziała o ekologicznych aspektach minimalizmu. W komentarzach zapytano mnie, czy &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Ȫrial&amp;quot;&amp;quot;&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;„mam skrajnie ekologiczne zapędy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie, ani trochę. Zdaję sobie sprawę, że często moje zachowania i wybory bywają mocno nieekologiczne, że wiele jeszcze mogę zrobić w tej sprawie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ale myślę o tym często, zastanawiam się, co mogłabym w swoim życiu zmienić, żeby mniej szkodzić środowisku.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wiecie, że daleko mi do skrajności w jakiejkolwiek dziedzinie. Zawsze namawiam do umiaru, rozwagi i zachowania zdrowego rozsądku w każdej kwestii. Podobnie jest w dziedzinie ekologii.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jednak na podstawie własnej obserwacji mogę stwierdzić, że większość osób w moim otoczeniu nie tylko jest jak najdalsza od ekologicznych skrajności, lecz w ogóle nie zastanawia się nad sprawami ekologii (poprawnym określeniem na naukę o ochronie środowiska jest sozologia, lecz użycie słowa &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jednak tytułem wprowadzenia i wytłumaczenia, czemu tematyka ekologii jest mi szczególnie bliska, na początek będzie nieco szczegółów autobiograficznych, typu „jak to drzewiej bywało”. Czasy może nie prehistoryczne, ale być może dla części Czytelników dość już odległe. Zbliżam się do czterdziestki, mówimy więc o okresie jakieś trzydzieści parę do dwudziestu lat temu….&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wychowywałam się na wsi. Mieszkaliśmy w starym domu otoczonym sporym ogrodem. Warunki były, patrząc z dzisiejszej perspektywy, surowe. Brak dostępu do wodociągu i kanalizacji, brak łazienki, ogrzewanie piecami kaflowymi. Wysokie pomieszczenia, nieszczelna stara stolarka okienna, więc w zimie zdarzało się, że nad ranem w kuchni znajdowaliśmy zamarzniętą wodę w miednicy... Dom był zakwaterowaniem służbowym, nie można było więc wprowadzić w nim większych zmian. Moim rodzicom raczej się wtedy nie przelewało, zresztą mało komu dobrze się wtedy powodziło. Tata nauczyciel, Mama przez dobrych parę lat nie pracowała zawodowo, gdy byłyśmy małe. Nieźle czasem musieli się natrudzić, żeby związać koniec z końcem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Teraz widzę, że właśnie wtedy (do wieku mniej więcej 15 lat) żyłam w bardzo ekologiczny, minimalistyczny i „frugalistyczny” sposób, chociaż nie z wyboru, lecz z konieczności.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zdrowa żywność – jak najbardziej, głównie z własnej hodowli i uprawy, czasem z jakiejś sąsiedzkiej wymiany. Mleko prosto od krowy, przynoszone od sąsiadki w emaliowanej bańce. Część produktów żywnościowych oczywiście się kupowało, ale część mojego dzieciństwa to czasy żywności na kartki, były więc pewne ograniczenia. Na przykład cukier, Mama oduczyła się słodzić herbatę i kawę, żeby móc piec ciasta dla dzieci.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jedliśmy lokalnie i sezonowo. Nie jadło się świeżych pomidorów ani truskawek w zimie, cytrusy były bardzo rzadkim luksusem. Na wiosnę czekało się niecierpliwie na pierwszą zieleninę, potem na truskawki, a potem na całą resztę…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Brak łazienki, bieżącej wody i kanalizacji oznaczał konieczność wydobycia każdego litra wody ze studni i przeniesienia go w wiadrach do domu (również w zimie). Codzienna toaleta ograniczała się więc do mycia w misce. Porządna kąpiel w blaszanej wannie była rytuałem cotygodniowym, wtedy myło się też głowę. Naniesienie i zagrzanie tej ilości wody nie było łatwe, więc kąpaliśmy się w tej samej wodzie po kolei (najpierw dzieci, potem Rodzice). &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mycie naczyń odbywało się w dwóch miskach, też wymuszało więc oszczędne zużycie wody. Pranie we Frani, suszenie na sznurach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie będę tu rozpisywać się na temat uroków życia bez toalety ze spłuczką oraz tzw. wygódki na zewnątrz domu. Spartańsko i czasem mocno niewygodnie, kto próbował, ten wie. Pozostałym pozostaje wyobraźnia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Energia elektryczna: o wiele mniej było urządzeń na prąd, często zdarzały się też długotrwałe przerwy w dostawie energii, więc czasem trzeba było spędzić wieczór przy świecach i lampach naftowych.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Arial&amp;quot;, &amp;quot;Helvetica&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Śmieci: właściwie nie były problemem. Mało było opakowań z tworzyw sztucznych, zwykle wykorzystywało się je ponownie, do różnych celów: woreczki foliowe do przechowywania, plastikowe kubeczki na rozsady roślin, większość opakowań szklanych była zwrotna, więc wracały do sklepu. Gazety oddawało się na makulaturę (czasem używało do ... innych celów), papierowe opakowania służyły za podpałkę do pieca. Nikomu nie przyszłoby do głowy wyrzucić słoika, bo przecież potrzebne były na zaprawy na zimę. Mama robiła tych zapraw naprawdę sporo, jakoś trzeba było przetrwać do wiosny i świeżych warzyw i owoców.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 
